Man City – Real Madryt czyli kierunek: la Undécima

Real Madryt: CristianoReal Madryt nie ma wyjścia i chce czy nie chce, musi rzucić wszystkie siły w walkę o awans do finału Ligi Mistrzów. Choć wykorzystując chwilową słabość Barcelony dopadł ją w tabeli La Liga (wraz z Atletico Madryt) i mógłby teraz skupić się na nieoczekiwanej szansie na mistrzostwo Hiszpanii, ale będąc klubem „królewskim” po prostu nie może oprzeć się dążeniu do „Undecimy”, czyli jedenastego Pucharu Europy.

Po pierwsze półfinałowym rywalem „los Blancos” jest Manchester City, klub o potencjale finansowym zbliżonym do Realu, z paroma piłkarzami, którzy spokojnie mogli by się znaleźć w jego kadrze jak Sergio Agüero, David Silva czy Kevin de Bruyne, o swoim byłem trenerze, Manuelu Pellegrinim na ławce nie wspominając. Ale to jednocześnie nuworysz na piłkarskich salonach, który w półfinale Ligi Mistrzów znalazł się po raz pierwszy w historii. O ile odpaść w półfinale z Bayernem czy Atletico byłoby oczywiście przykre, o tyle odpaść z City po prostu nie wypada. Zwłaszcza w tak kiepskim sezonie dla „the Citizens”, którzy dawno przestali się liczyć w walce o mistrzostwo Anglii i nawet nie jest pewne czy zagrają w następnej edycji Champions League. W ogóle dożyliśmy czasów, że hiszpańskiej drużynie wstyd odpaść w europejskich pucharach z inną drużyną niż hiszpańska, a już zwłaszcza z angielską.

Poza tym już sam finał Ligi Mistrzów ostatecznie przypięczętowałby udany debiutancki sezon Zinédine Zidane i przesądził o jego losach w przyszłym sezonie. Wielu kwestionowało trenerskie talenty byłej wielkiej gwiazdy światowego futbolu. Zarówno w styczniu gdy przejmował drużynę z rąk Rafy Beniteza jak i po porażce z Wolfsburgiem, gdy zaszła konieczność remontady w rewanżu.

100 dni po debiucie można przesądzić, że jest dużo lepiej niż za Rafy, zarówno pod względem atmosfery w szatni jak i wyników. Zizou noyuje identyczny start w lidze co José Mourinho czy… Guardiola w Barcelonie. A doczekać się „własnego Guardioli” byłoby dla Realu tak samo ważne jak wygranie Ligi Mistrzów.

Gareth Bale

Zostaw odpowiedź