Justyna Kozdryk: mały wulkan pozytywnej energii

W „Kawie czy Herbacie” prowadzący zapytał mnie czemu wybrałam podnoszenie ciężarów. „A widziałby mnie pan w koszykówce?” odparłam – zanosi się śmiechem Justyna Kozdryk, 116 cm wzrostu, czwarta na igrzyskach w Rio.

Justyna KozdrykSzkooda! Czwarte miejsce – wiadomo – najgorsze dla sportowca. Ociera się o podium, ale medalu nie ma. Cóż, poznałam już na igrzyskach łzy szczęścia, teraz czas na łzy rozpaczy. Ale płakać nie zamierzam, trzeba wziąć się w garść. Taki jest sport – mówiła po zawodach w Riocentro.

– Poziom był kosmiczny, padały rekordy paraolimpijskie i rekord świata. To dobrze dla dyscypliny, bo widać, że się rozwija. A w nas wzmaga motywację. Więc zaciskam zęby i pracuję dalej. Każdy musi mieć jakiś cel. Mój jest taki, żeby na zawodach zaliczyć sto kilo. Zrobić to i ze sceny zejść. Wcześniej nie dam się zgonić! – zastrzega.

Justyna to najbardziej znana polska paraolimpijska sztangistka. W 2008 roku w Pekinie zdobyła dla Polski pierwszy paraolimpijski medal w ciężarach. – Zaprzecza opinii, że nasza dyscyplina jest nudna. Z nią nigdy nie jest nudno. Robi show, jej występy to powiew pełnego energii optymizmu. Ma niesamowity hart ducha. Nigdy niczym się nie załamuje, jest absolutnie odporna na stres. Taka chodząca psychologia pozytywna i przekłada to na zespół. Często się uśmiecha i potrafi zarazić kolegów i koleżanki. Rozdaje im zastrzyki potrzebnej endorfiny – opowiada trener kadry Mariusz Oliwa.

Justyna jest dotknięta (cierpi to w jej przypadku niewłaściwe słowo) na uwarunkowaną genetycznie achondroplazję, która spowodowała zaburzenie rozwoju kości i karłowatość. Wszyscy pozostali członkowie rodziny są wysocy. – Tylko ja, taka mała istotka się urodziłam – uśmiecha się.

Rodzice nie chowali jej pod kloszem, traktowali w sposób normalny i wręcz starali się rzucać na „głęboką wodę”. Zaliczyła normalne przedszkola, podstawówkę, Liceum Ekonomiczne. Jak opowiadała w programie Anny Dymnej „Mimo wszystko”, nigdy nie przejmowała się przezwiskami typu „maluchu” itp bo przecież taka właśnie jest. Zawsze była duszą towarzystwa, rozkręcała imprezy, dyskoteki. Studiowała na Akademii Pedagogiki Specjalnej ze specjalnością surdopedagogika, czyli jak uczyć głuchych i niedosłyszących, bo ma w głuchoniemą kuzynkę.

Po raz pierwszy trafiła do siłowni w 1999 roku w Jasieńcu za namową starszej siostry, która była inicjatorką jej powstania. Tam jej nieprzeciętną siłę dostrzegł trener Mirosław Malec i zaproponował profesjonalne treningi. Od tego czasu wielokrotnie sięgała po medale mistrzostw Polski, Europy i Świata. Często startując w zawodach wyciskania sztangi leżąc z zawodnikami pełnosprawnymi, co wzbudzało kontrowersje.

Justyna Kozdryk na pomoście w Rio– Pełnosprawni nie lubią przegrywać z niepełnosprawnymi, więc czasem powołują się na niepotwierdzoną naukowo teorię, że kiedy kończyny dolne tracą część funkcjonalności, przejmują ją kończyny górne. A osoby po amputacjach szybciej się regenerują, bo krążenie kwi jest skupione w górnej części ciała. Dotyczy to też osób o niskim wzroście jak Justyna.

Anonimy nie raz wypisywały na forum, że dziewczyna ma łatwiej i to nie fair, że rywalizuje z pełnosprawnymi. A to bzdura, jest wręcz przeciwnie! Inne jest ułożenie niepełnosprawnego na ławce, inna stabilizacja, ułożenie łopatek, inna biomechanika grup mięśniowych. Pełnosprawni mogą się zaprzeć nogami, Justyna nie, trzeba ją przypinać pasami do ławki, żeby się pupa nie oderwała – mówi trener Oliwa.

I dodaje, że treningi niepełnosprawnych są o wiele bardziej intensywne. Często po dwa dziennie. Zawodnicy potrzebują też specjalistycznej odnowy biologicznej, diety i odpowiedniego nastawienia mentalnego, żeby dobrze ich zmotywować. Nie psychologa sportu, ale coacha, motywatora.

Jednym z sukcesów Justyny jest też drugie miejsce w zawodach organizowanych w USA przez Arnolda Schwarzeneggera, na które hollywoodzki aktor i były gubernator Kalifornii zaprosił ją osobiście, jako jedną z dziewięciu najsilniejszych kobiet świata. O od tego czasu odwiedzała „Terminatora” jeszcze trzy razy.

Na co dzień pracuje w policji, w korpusie służby cywilnej Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej w Grójcu. – Niech pan napisze czytelnikom, że jeśli ktoś w okolicy Grójca będzie miał kolizję albo nie daj boże złamie przepisy, to niech wie, że jego dane przejdą przez moje silne ręce i to ja naliczę mu punkty! – śmieje się.

Opowiada, że zanim osiągnęła pełnoletność, była możliwość by wydłużyć jej kończyny metodą Ilizarowa, polegająca na przewiercaniu kości, wkładaniu specjalnych rozciągających śrub. – Na szczęście rodzice się na to nie zdecydowali. Na szczęście, bo po wydłużeniu nie mogłabym dźwigać ciężarów. Poza tym wychowali mnie małą wśród wysokich i dobrze się z tym czuję – mówi.

U Anny Dymnej stwierdziła, że właśnie dzięki rodzinie patrzy tak pozytywnie na świat. – Rodzice i rodzeństwo nigdy się mnie nie wstydzili. Uczyli mnie też, że muszę radzić sobie sama, bo nie będą żyli dłużej ode mnie.

Justyna Kozdryk

Zostaw odpowiedź