Rafał Wilk, czyli był pot, była krew, nie było łez

Rafał WilkRafał Wilk, chorąży polskiej ekipy paraolimpijskiej obronił złoty medal z Londynu w kolarstwie ręcznym. Chwilę po nim wyścig w swojej kategorii wygrał Alessanrdo Zanardi, chorąży ekipy włoskiej, były kierowca Formuły 1, który stracił nogi w kraksie na torze. Dwaj wielcy sportowcy, którym wypadki nie zamknęły, ale otworzyły nowy etap w życiu…

– No i proszę, na igrzyskach paraolimpijskich nie obowiązuje „klątwa chorążego”. Okazuje się, że chorąży nie tylko może zdobyć medal ale i z najcenniejszego kruszcu. Obronić to złoto było trudniej, niż zdobyć te pierwsze w Londynie. Każdy chce bić mistrza, podpatruje, wymyśla strategię – mówił po dekoracji Wilk.

Rafał był w swoim czasie okrzyknięty jednym z najbardziej utalentowanych młodych polskich żużlowców i przyszłością dyscypliny. Syn byłego zawodnika Stali Rzeszów walnie przyczynił się do awansu klubu do Ekstraligi. Karierę w żużlu przerwał mu wypadek na torze. 3 maja 2006 na stadionie – nomen omen – „Wilków” czyli KSŻ Krosno. – To był ósmy wyścig. Prowadziłem, do mety brakowało ze 30 metrów. Uderzyłem w bandę i upadłem. Wtedy wpadł na mnie Martin Vaculik – wspomina. Wypadek można sobie obejrzeć na YouTubie, wygląda makabrycznie. Po kilkudniowym pobycie w szpitalu lekarze wydali werdykt, że Rafał na zawsze stracił władzę w nogach. I że o sporcie może zapomnieć do końca życia.

– Pamiętam, że kiedy usłyszałem tę diagnozę, rzuciłem do ordynatora: „to ja ci jeszcze k… pokażę. Przyjdę tu na zdrowych nogach i będę jeździł na motocyklu”. Włączyła mi się złość sportowa, jak to, ktoś mnie z góry przekreśla? To była reakcja obronna – mówi. – Inna rzecz, że na początku wierzyłem, że medycyna dokona jakiegoś cudu. Pamiętam, że w szpitalu odwiedził mnie kolega na wózku, tetraplegik, z czterokończynowym porażeniem. I powiedział, że i tak jestem farciarzem, bo mam sprawne ręce. Odpowiedziałem wtedy: „chrzanić ręce, ja chcę chodzić!” Ale z czasem doceniłem sytuację. Ręce nie raz pozwoliły mi się podnieść. I dziś mogę powiedzieć, że są złote.

Po rehabilitacji postanowił wziąć się za kolarstwo. Przed wypadkiem sporo jeździł na MTB. Był nawet mistrzem Polski amatorów w kolarstwie górskim. – Postawiłem na handbike’a. Uznałem, że medale można zdobywać nie tylko siedząc na rowerze, ale także na nim leżąc – opowiada. Pierwszy handbike pożyczył od kolegi. I podczas pierwszej jazdy tak przykozaczył, że na pierwszym zakręcie wywrócił się zdzierając na asfalcie cały bok. – Ale pomyślałem sobie: to jest to! Był pot, była krew, nie było łez. Chce to robić w życiu.

Rafał Wilk w RioJeśli chodzi o ceny handbike’ów obowiązuje zasada: każdy kilogram mniej kosztuje 10 tys. złotych. Pierwszy profesjonalny rower kupił dzięki wsparciu brata oraz sponsorów w 2010 roku. Szybko przyszły pierwsze sukcesy. Największy w Nowym Jorku, gdzie w słynnym maratonie, oklaskiwany na trasie przez dwa miliony ludzi Rafał zajął drugie miejsce w konkurencji handbike’ów. Przegrał tylko z Włochem Alessandro Zanardim, byłym kierowcą Formuły 1, którego karierę również przerwał tragiczny wypadek na torze.

Zdjęcia kraksy 15 września 2001 roku obiegły cały świat. Podczas wyścigu amerykańskiej formuły CART na niemieckim torze w Lausitz w wyjeżdżający z pit stopu bolid Włocha wjechał Kanadyjczyk Alex Tagliani z prędkością 320 km/h. Zanardiego w stanie bardzo ciężkim przetransportowano helikopterem do szpitala. Odzyskał przytomność dopiero po tygodniu. Lekarze zdołali uratować mu życie, ale musieli amputować obie zmiażdżone nogi.

Zanardi od razu po wyjściu ze szpitala zaszokował wszystkich deklaracją, że zamierza wrócić do ścigania. Dotrzymał słowa. Dwa lata po wypadku, mając 37 lat wziął udział w mistrzostwach Europy samochodów klasy turystycznej na słynnym torze Monza. Zaczął regularnie startować w World Touring Car Championships, wygrywał wyścigi. W wieku 40 lat symbolicznie wrócił do F1 – stajnia BMW Sauber, w barwach której jeździł wówczas Robert Kubica skonstruowała dla niego specjalnie przystosowany bolid. Testy odbyły się na hiszpańskim torze Cheste.

Wówczas postanowił spełnić swoje kolejne marzenie: złoty medal igrzysk paraolimpijskich. Tak jak Rafał Wilk postawił na handbike, tyle że startuje w kategorii dla osób o odrobinę większej niepełnosprawności.

Alessandro ZanardiPodobnie jak Rafał sięgnął w Londynie po dwa złote medale. – Różnica między nami polega na innej pozycji podczas jazdy. On jedzie na siedząco, ja leżę. Jemu jest łatwiej podczas jazdy pod górkę, bo może sobie pomagać balansem tułowia. Ja mam tylko ręce, ale leżąc stawiam mniejszy opór powietrza. Na płaskiej trasie przegrał ze mną o całą minutę – opowiada Wilk.

Obaj podobnie patrzą na sport. – Wcześniej chciałem zwyciężać, być najlepszy. Po wypadku zdałem sobie sprawę, że o wiele ważniejsze jest to, by jak najlepiej wykorzystać możliwości otrzymane w darze od losu. Nawet przy dużych ograniczeniach możemy osiągnąć wspaniałe rezultaty. Proszę spojrzeć na fizyka Stephena Hawkinga. Ludzkość zawdzięcza mu tak wiele, choć jest całkowicie sparaliżowany – stwierdził Zanardi w niedawnym wywiadzie dla „Sueddeutche Zeitung”.

– Kiedyś obiecałem nieżyjącemu już tacie, że będzie ze mnie dumny. Cieszę się, że nadal dotrzymuję słowa. Zadedykowałem mu medal w Londynie. A ten z Rio – mamie, której jestem wdzięczny za to, że wychowali mnie na takiego człowieka, jakim jestem – mówił po dekoracji Wilk. – Nie traktuję wypadku jako kary, która mnie spotkała. To dla mnie raczej dar od Boga. Jeden etap w moim życiu się zakończył, ale rozpoczął się zupełnie nowy. Gdyby nie wypadek, nie miałbym tylu złotych medali paraolimpijskich i nie niósłbym biało-czerwonej flagi na ceremonii otwarcia igrzysk.

Rafał Wilk. Chorąży reprezentacji paraolimpijskiej

4 komentarze

  1. ~Stanik

    15 września 2016 at 13:29

    Miałem okazję poznać Rafała na nartach w Bystrem On będzie wiedział o czy piszę.Bo nic nie napisano że był doskonałym narciarzem i instruktorem narciarskim.Gratuluje sukcesów.

Zostaw odpowiedź