Biegnę w ciemności, Michał to moje oczy

Joanna Mazur i Michał StawickiFot. Bartłomiej Tott

Nazywam się Asia. Joanna Mazur. Jestem sportowcem. Startuję na 200 i 400 m. Nie widzę. Biegam z opaską na oczach. W zupełnej ciemności. Startuję z przewodnikiem, Michałem Stawickim. Biegniemy obok siebie, połączeni opaską. Jeden koniec mam owinięty wokół nadgarstka, drugi trzyma w dłoni Michał. On jest moimi oczami, ponieważ nie widzę toru, rywalek, mety…

Podczas biegu mamy do dyspozycji dwa tory, ale jeśli chcemy możemy biec po jednym, albo przebiec z jednego na drugi. Nie wolno nam tylko ich przekroczyć. Przewodnik nie sprawi, że pobiegnę szybciej. Biegnie obok. Towarzyszy. Musi wczuć się w mój rytm. Nie wolno mu mnie wyprzedzić, ani pociągnąć za sobą lub popchnąć na finiszu, choć czasem aż korci. Ale jeśli wbiegnie na metę pierwszy – dyskwalifikacja. Może puścić opaskę, ale dopiero 10 metrów przed metą.

Musimy być zgrani podczas startu, bo oboje ruszamy z bloków. Podczas biegu Michał mnie informuje: „wyjście z wirażu”, „prosta”, „wejście”, „wyjście”, „prosta”. W Rio musiał krzyczeć bardzo głośno, bo biegła z nami Brazylijka i publiczność gospodarzy szalała na stadionie. Ale ja Michała zawszę słyszę. Uspokoił mnie, bo po wejściu na bieżnię dostałam ataku paniki. Przez akustykę. Zmysł słuchu mam tak wyostrzony, że rejestruję dźwięki, które wam przechodzą koło ucha. Wejście na tak ogromny stadion sparaliżował mnie.

Joanna Mazur i Michał Stawicki

Fot. Bartłomiej Tott

Wzrok zaczęłam tracić w wieku siedmiu lat. Mieszkamy w Szczucinie, mam trzech starszych braci, którzy widzą świetnie. A ja najpierw zaczęłam widzieć jednym okiem ciemniej, a drugim jaśniej. Rodzice zabrał mnie do okulisty, stwierdził, że mam rzadką wadę wzroku, która nie ma nawet nazwy. Cierpi na nią parę osób na świecie i nie ma na nią lekarstwa. Postawiłam sobie na półce figurkę miśka i z dnia na dzień przestawałam go widzieć…

W wieku 12-13 lat przestałam sobie dawać radę w szkole. Nie było przystosowanych książek, a wstydziłam się korzystać z lupy. Wiadomo, dzieci potrafią być okrutne. W moim przypadku były okrutne za bardzo. Dogryzano mi, dokuczano, podstawiano nogi, szydzono. Nie umiałam się odnaleźć w sytuacji utraty wzroku, a tu jeszcze zamiast wsparcia – codzienny koszmar, mimo że klasa była integracyjna.

Pewnego dnia gdy spłakana wróciłam ze szkoły postanowiłam, że więcej do niej nie pójdę. Podjęłam decyzję z dnia na dzień – ja, 13-letni dzieciak w 2. klasie gimnazjum. Opowiedziałam mamie, a wieczorem przypadkiem w telewizji w wiadomościach nadano reportaż o szkole dla niedowidzących i niewidomych w Krakowie. To aż 150 km od nas, ale powiedziałam: „mamo, to jedyne rozwiązanie”. Po paru dniach pojechaliśmy tam i z miejsca mnie przyjęli. Zamieszkałam w internacie, mimo że byłam bardzo zżyta z rodzicami i rodzeństwem.

Tam poznałam mnóstwo niewidomych, którzy fantastycznie sobie radzili. Wszędzie wychodzili, żyli zupełnie normalnie. Byli dla mnie wielką motywacją. Na początku byłam wystraszona całą sytuacją, bo coraz bardziej traciłam wzrok. Ale pomyślałam, że wstyd siedzieć w czterech ścianach, skoro tu wszyscy tacy aktywni. Każdy coś trenował. Ja też kochałam sport, ale jak go uprawiać skoro przestałam widzieć piłkę, czy deskę z której powinnam się odbić przy soku w dal? Usłyszałam, że niewidomi świetnie biegają i pływają, postanowiłam spróbować.

Zaczęłam od spacerów, nauki orientacji, tego żeby więcej słyszeć, skoro nie nie mogę widzieć. Potem delikatnych truchtów. Łapałam mnóstwo otarć, obić, siniaków, bo nie widziałam barierek, stopni. Upadałam, ale za każdym razem zaciskałam zęby i podnosiłam się. Nauczyciel WF dostrzegł moją determinację, zaczął zabierać mnie na spartakiady, żebym oswajała się z zawodami, stadionami. Pojawiły się małe sukcesy, co mnie bardzo nakręcało.

Skończyłam technikum, potem studia – pedagogikę terapeutyczną z rehabilitacją ruchową oraz szkołę masażu. Robiła to, co lubię. Pracowałam w zawodzie i starałam łączyć to z treningami. Aż kolega ze Startu Tarnów, Michał Derus, który w Rio zdobył srebro w biegu na 100 m, powiedział mi: „albo na poważnie, albo wcale”.

Próbowałam nawiązać współpracę z trenerami biegania pełnosprawnych. Bez skutku, przez rok nikt mi nawet nie odpisał. Za milionowym podejściem dodzwoniłam się do Lecha Salamonowicza, byłego trenera kadry. To człowiek o wielkim doświadczeniu i wielkim sercu. Zobaczył mi powiedział: „spróbujmy”. Tu na igrzyskach w Rio niemal za każdym startem, każdą historią jest jakiś trener, który powiedział „spróbujmy”. Przez rok trenowaliśmy razem, ja jeszcze bez przewodnika. Więc często zmieniałam tory, wpadałam na kogoś. To był ten moment, w którym zrozumiałam, że trzeba pogodzić się z wadą wzroku i wziąć do ręki białą laskę. Zaakceptować sytuację i radzić sobie w życiu. Wcześniej broniłam się przed przyjęciem klasyfikacji 11 – niewidomi z przewodnikiem. Nie, nie, nie, jaki przewodnik, przecież ja widzę. Ale na kolejnych zawodach znów katastrofa, nie trafiłam w wiraż. Na kolejnej komisji odpuściłam i zaczęłam szukać przewodnika.

Z tym był wielki problem. Bo od przewodnika wymagane jest wielkie poświęcenie. To musi być ktoś, kto na co dzień realizuje ze mną wszystkie treningi. A mam ich dwa, trzy dziennie w kluczowych dniach przed startem. Jeden kolega Krakowa, drugi. Niestety nie podołali treningów. Męczyli się. Przewodnik musi być silniejszy ode mnie, nie odwrotnie. To musi być były sportowiec… nie… to musi być po prostu Michał Stawicki. Były lekkoatleta i triatlonista.

Joanna Mazur i Michał StawickiZaczęliśmy współpracować w listopadzie, w grudniu tego roku mieliśmy pierwsze zgrupowanie. Wciąż się siebie uczymy, swoich zachowań. Wciąż się docieramy na bieżni. Tu w Rio zaliczyliśmy dopiero czwarty wspólny start w zawodach na 400 m. Moje rywalki znają swoich przewodników od lat. Na tak niewielki staż nieźle sobie poradziliśmy.

Mam do Michała stuprocentowe zaufanie. Daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Na początku jeszcze dobrze nie znałam jego głosu. Pamiętam na pierwszym obozie na hali, Michał stał z boku. Miał powiedzieć „hop!” ja na to ruszyć do biegu i na jego „luz!” stanąć. Ktoś krzyknął z boku zdaję się „możesz!”, myślałam, że to Michał i pobiegłam najszybciej jak umiałam. Zawadziłam o niego barkiem, przekoziołkowałam niebezpiecznie i wywaliłam na bieżnię. Dziś jak Michał krzyknie „stop!”, natychmiast wrastam w ziemię. Nie ważne jak szybko biegła i co mi się wydaje. Dziś po prostu on jest moimi oczami. Ufacie się swoim oczom, prawda? No poza wyjątkami, kiedy mnie podpuszcza. Np kiedy na schodach robię przez niego dodatkowy, niepotrzebny krok na nieistniejący stopień. Albo jak wchodzę do pokoju i nie wiem, czy ktoś w nim jest czy nie ma, dopóki nie dotknę, albo nie usłyszę parsknięcia ze śmiechu. Ale to jest bardzo przyjemne.

Niestety obje musieliśmy zrezygnować z pracy. Z Michałem nie przedłużono umowy w szkole gdzie uczył WF. Ja pracowałam w przychodni jako masażystka, ale 18 osób dziennie i do tego trening wytrzymałościowy, trzy godzinna siłownia było ponad moje siły. Wykańczałam się. Postawiliśmy wszystko, żeby pojechać do Rio. To było zarówno moje marzenie jak i Michała. Teraz czeka nas ciężkie zderzenie z rzeczywistością, ale uważamy że było warto.

Najważniejsze w tym wszystkim, że akceptuję siebie, idę do przodu i spełniam marzenia. Każdy powinien. Niepełnosprawność nie może wykluczać z walki o marzenia. Wymaga to ciężkiej, żmudnej pracy, ale jaka satysfakcja na końcu!

Michał

Jestem byłym lekkoatletą. Ściganie się to mój żywioł. Człowiek ma zakodowane, żeby być najlepszym za wszelką cenę. Szarpnąć na finiszu, rzucić na mecie. Ale tu są inne cele. Z Asią muszę się hamować. Dbać tylko o nią, towarzyszyć jej w biegu. Choćbym chciał przyśpieszyć, nie wolno mi, bo grozi dyskwalifikacja.

Często widzę brak zgrania między zawodnikiem, a przewodnikiem. Nas spotkało to tylko raz, na mistrzostwach Europy w Grosetto. Ania puściła uchwyt, ja nie zdążyłem złapać, zbiegła na tor obok i dyskwalifikacja. Ale uczymy się na błędach, wyciągamy wnioski, zgrywamy coraz bardziej.

Porównuję bieg z przewodnikiem do jazdy figurowej na lodzie w parach. One też muszą być maksymalnie zgrane, doskonale zsynchronizowane, muszą rozumieć każdy swój ruch. Wynikiem końcowym za pracę jest punktacja sędziów, u nas wynik. Im lepsza technika wspólnych ruchów im lepsza koordynacja, synchronizacja i jak najmniejszy wydatek energetyczny tym lepszy wynik. Dlatego po sukcesie przewodnik dostaje medal tak samo jak zawodnik.

Joanna Mazur i Michał StawickiAsia i Michał przed Ceremonią Zamknięcia Igrzysk Paraolimpijskich na Maracanie

36 komentarzy

  1. ~Rafał

    19 września 2016 at 16:17

    Wielki szacunek dla obojga.

  2. ~J

    5 października 2016 at 06:47

    Wielkie gratulacje, dla Was obojga. Asiu, kiedys Ciebie ktos motywował – teraz Ty motywujesz innych, takze mnie, zdrowego (choc co to do konca znaczy ?). Trzymajcie sie.
    PS
    I gratulacje dla autora tekstu.

  3. ~eskel

    5 października 2016 at 06:47

    Brawo Asia, brawo Michał. Nieprawdopodobna siła woli i nieprawdopodobne poświęcenie. Szkoda, że oboje napotykacie tyle przeszkód w życiu bo to co robicie jest bezcenne

  4. ~hrabia_wronski

    5 października 2016 at 06:59

    Dzieki .Zrozumialem ,co jest w zyciu najwazniejsze.
    Szacun i uklony

  5. ~Obserwator2

    5 października 2016 at 07:34

    Wielkie uznanie i szacunek…..tak trzymać
    mam nadzieję że ktoś pomoże Wam znależć sponsorów a może tez pracę
    ….a gdzie to ministerstwo sportu?!!!

  6. ~teresawosicka

    5 października 2016 at 08:17

    GRATULACJE!!! Trzymajcie się razem i powodzenia.

  7. ~Jarek

    5 października 2016 at 08:21

    ……………..super pozytywny artykuł od rana………….dał mi kopa…………………………….łza mi poleciała………….cudownie sie odnaleźliście…………..pozdrawiam i zycze wytrwałości…………

  8. ~ChudyPudelek

    5 października 2016 at 08:23

    brawo,jesteście pięknymi,dobrymi ludźmi!

  9. ~qq

    5 października 2016 at 08:24

    Ciekawe czy dupy też mu daje w ciemno HAHAHAHA

    1. ~Piotr Kowalski

      5 października 2016 at 08:37

      Rzadki z ciebie skur..syn

    2. ~emi

      5 października 2016 at 08:52

      Komentarz z dzisiaj, 5.10.16r., godz. 8:24 – do usunięcia.

    3. ~tomek

      5 października 2016 at 09:10

      Ty fiucie, za ten „komentarz” powinieneś dostać po mordzie !!!

    4. ~Petr

      5 października 2016 at 09:13

      „Błysnąłeś” buraku… wspaniałe poczucie tylko właśnie czego, bo nie humoru.

  10. ~tak myślę

    5 października 2016 at 08:25

    Nie jedna osoba zdrowa morze Ci pozazdrościć . Najbardziej cenie właśnie takich ludzi nie bzdurnych rzekomych celebrytów znanych z tego że są znani i to by było na tyle . Żenujące kukły.Jest wielu ludzi okaleczonych przez los. Dlaczego ubolewa się nad idiotami którzy na własne życzenie są niepełnosprawni ,wariatów na motorach ..nie mówię o normalnie jeżdżących … lub wariatach za kierownicą .Zawsze mam wielki szacunek dla takich LUDZI JAK TY. Powodzenia

  11. ~zuk

    5 października 2016 at 08:38

    Niesamowite i wzruszające. Jestem Wami zachwycony

  12. ~Piotr Kowalski

    5 października 2016 at 08:39

    Wielki szacunek i potężny pozytywny kop dla nas „normalnych”

  13. ~ekc

    5 października 2016 at 08:48

    Świetny pozytywny artykuł , wspaniali ludzie GRATULACJE !!!

  14. ~emi

    5 października 2016 at 08:53

    Fajna para. Pozdrawiam.

  15. ~Marek M.

    5 października 2016 at 08:54

    Serce rośnie jak czyta się ten artykuł . Życzę dalszych sukcesów

  16. ~Elle

    5 października 2016 at 08:57

    Gratulacje ale czy ta broda nie zwiększa oporów powietrza? Ogól się będziesz ładniejszy i młodszy.

  17. ~gosia

    5 października 2016 at 09:12

    Jesteście niesamowici! Gratuluję i pomyślności w przyszłości!

  18. ~zaniek

    5 października 2016 at 09:16

    nawet niewidoma bym ja wzial 😀 jeszcze taka zla nie jest bo bym ja potrenowal 😉

  19. ~ghebreselasi

    5 października 2016 at 09:19

    Mój wielki szacunek i gratulację Asiu za to że się nie poddałaś i miałaś odwagę podążać za swoimi marzeniami mimo wielu bardzo przeciwności. Jesteście wspaniałymi osobami, życzę Wam wielu sukcesów w życiu sportowym i poza nim.

  20. ~Maria

    5 października 2016 at 09:20

    Jestem pod ogromnym wrażeniem. Kapelusze z głów. Jestem pełnosprawna fizycznie ale w porównaniu do bohaterki tego artykułu czuję się ułomna. To niesamowite jak wiele człowiek jest w stanie pokonać rzeczy, które wydają się nierealne.

  21. ~ewa

    5 października 2016 at 09:22

    Życzę medali i zwycięstw, jesteście wielcy, brawo WY !!!!

  22. ~zaboberek

    5 października 2016 at 09:37

    Szanowny moderatorze,uważam,że z urzędu powinno się usuwać takie
    wpisy jak ten z godz.8,24.To jest niedopuszczalne,aby pozwalać na takie coś,to jest poniżej krytyki.

  23. ~Jamys

    5 października 2016 at 09:50

    Wielkie gratulacje dla obojga bohaterów

  24. ~apud

    5 października 2016 at 09:59

    Zostawic ten artykul jak najdluzej na pierwszej stronie ! O takich rzeczach ludzie powinni czytac, zeby byli spokojniejsi i usmiechnieci, a nie ciagle uchodzcy, aborcja, pedaly, pis, po i nie wiadomo jaka jeszcze zaraza

  25. ~szreku

    5 października 2016 at 10:06

    No stawa, graty, jednak zajęcia z mgr Wróbel okazały się przydatne 🙂

  26. ~kadan

    5 października 2016 at 11:25

    Gratuluję Pani Joanno i Panie Michale. Ten artykuł wyjaśnił mi część niejasności w zawodach osób niepełnosprawnych. – Żałuję tylko, że telewizja nie pokazuje Waszych wysiłków na zawodach i olimpiadach, a skupia się tylko na IO dla osób pełnosprawnych, choć są przypadki, że uczestnicy paraoliompiad są lepsi od mistrzów olimpijskich.

  27. ~Piotr

    6 października 2016 at 09:55

    Brawo. Tak trzymać. Osiągniecie sukces.

  28. ~mailcondo

    7 października 2016 at 09:52

    Jesteście oboje – THE BEST!

Zostaw odpowiedź