Jak Krzysiek wystartował ze złamaną nogą i zakrzepicą

Krzysztof ŻyłkaNiesamowitą historię opowiedział mi przed chwila na lotnisku w Rio Krzysztof Żyłka, tenisista stołowy na wózku, kiedyśmy czekali na odlot samolotu do Polski!

Drugiego dnia w Rio spadł z wózka w wiosce olimpijskiej i… złamał nogę. Na jakieś nierówności, których pełno. Poleciał dwa metry. Ekipa tenisistów żartowała, że w takiej formie powinien wystartować w skoku w dal. Nie wiedział, że noga jest złamana. Nie czuje nóg od wypadku samochodowego w 1992 roku. Pojechał więc normalnie na trening. Tam się zresztą widzieliśmy. Zrobiłem mu wówczas zdjęcie (poniżej) z partnerem z debla, Rafałem Lisem i Maciejem Nalepką.

Pojechał też na Ceremonię Otwarcia igrzysk. Ale czuł, że coś jest nie tak. Miał mdłości duszności. Lekarz prześwietlił nogę, okazało się, że złamany jest piszczel. Włożyli nogę w ortezę i dali zielone światło na występ.

Szczęśliwym trafem lekarz kadry paraolimpijskiej, Andrzej Folga jest też kardiologiem. Zaniepokoiły go te duszności, to że Krzysztof nie mógł złapać tchu po wysiłku. Zabrał go do Hospital Vitoria w Rio na badanie tomografem komputerowym z kontrastem płuc. Okazało się, że Krzysztof ma zator! Wdała się zakrzepica tłuszczowa, ta sama na którą zmarła Kamila Skolimowska. Przez pięć dni lekarze walczyli o jego życie.

– Byłem załamany. To moje pierwsze igrzyska. Cztery lata przygotowań na marne? A czułem się mocny. Przed igrzyskami wygrywałem z zawodnikami z czołówki. Z Rafałem Lisem mieliśmy spore szanse na medal w deblu. Za wszelką cenę chciałem wystartować. Miałem myśli, że jak się nie uda, skończę z tenisem – opowiada.

Lekarze zlikwidowali zator. Przetrzymali Krzysztofa jeszcze jeden dzień. Pani trener kadry Elżbieta Madejska i dr. Folga dali zielone światło na występ. Opuścił szpital o 12.00 w południe, a o 16.00… zagrał w turnieju singlowym ze Słowakiem Petrem Michalikiem. Przegrywał już w setach 0:2, ale doprowadził do remisu. Mecz przerwano na osiem minut, żeby podać mu tlen. W piątym secie przegrał 11:8. – Strasznie żałuję tej porażki. Gdybym wygrał, zostałbym bohaterem… – wzdycha.

Krzysztof Żyłka, Rafał Lis, Maciej NalepkaOd prawej Krzysztof Żyłka, Rafał Lis, Maciej Nalepka

– To było szaleństwo – mówi Rafał Lis. – Obojętnie na kogo Krzysiek by trafił, to by przegrał. W deblu przegraliśmy z Nigerią, którą normalnie byśmy spokojnie ograli. Ale nie był w formie ani fizycznej ani psychicznej. Przez sześć dni nie trzymał w ręku rakietki. A do tego głowa pełna wątpliwości: „czy dam radę?” Najważniejsze, że wyszedł z tego cały i zdrowy, bo mogło się skończyć dużo gorzej.

– Wystąpiłem w Rio, nie uważam przyjazdu za kompletnie stracony. Nie rzucam tenisa i za cztery lata spróbuję to sobie odbić na igrzyskach w Tokio. Cieszę się, że żyję, że już normalnie oddycham. Trzy miesiące temu się ożeniłem. Mam dla kogo żyć – kończy.

Krzysztof Zyłka i Rafał LisKrzysztof Żyłka trenuje w parze z Rafałem Lisem. Nie wiedział jeszcze wtedy, że ma złamaną nogę

 

10 komentarzy

  1. ~Marek

    22 września 2016 at 14:13

    „Gdybym wygrał, zostałbym bohaterem… – wzdycha.” Panie Krzysztofie, i tak Pan nim jest!

  2. ~Marcin anestezjolog

    22 września 2016 at 15:14

    Kamila miała zator tętnicy płucnej Skrze płyną, tutaj doszło do uwolnienia drobinki tłuszczu z tkanki kostnej. Są to dwie różne rzeczy, nie ma czegoś takiego jak skrzreplina tłuszczowa. Lekcja nieodrobiona.

    1. ~Marcin anestezjolog

      22 września 2016 at 15:15

      Skrzepliną*

  3. ~Anna też anestezjolog

    22 września 2016 at 17:07

    Oboje wiemy, że niezależnie od tego czy była to zator t.plucnej czy zatorowosc tłuszczowa Krzysztof miał dużo szczescia

    1. ~Marcin anestezjolog

      22 września 2016 at 20:42

      No pewnie, w odróżnieniu od Kamili, u której objawy występujące na kilka miesięcy przed śmiercią zlekceważono. Na szczęście zator tłuszczowy nie powoduje nagłego zatrzymania krążenia i jest czas na rozpoznanie. Chwała dr Foldze, ale reporter mógłby staranniej pisać, wystarczy zajrzeć do Wikipedii

  4. ~ivona

    22 września 2016 at 18:55

    jesteście OLBRZYMAMI gratulacje

  5. ~Grazus

    23 września 2016 at 03:46

    Nazywa sie to Pulmonary emboli , i był napewno leczony dożylnie heparyna aby rozpuścić skrzepy w płucach . Bardzo częsta komplikacja po złamaniach nóg i siedzacym trybie życia .

Zostaw odpowiedź