Nawałka musi ściągnąć lejce i świsnąć batem


Adam Nawałka

Mało brakowało, a mielibyśmy za sobą najsmutniejszy tydzień w polskim futbolu od lat. UEFA utrzymała decyzję o zamknięciu stadionu Legii zamknięty na mecz z Realem Madryt, obrońcą trofeum Ligi Mistrzów na kulminację obchodów 100-lecia klubu, trwa przykry konflikt między jego właścicielami, którzy odnieśli najbardziej spektakularny sukces w polskiej piłce klubowej. Tylko brakowało, że skompromitowała się jeszcze reprezentacja Polski.

Było o włos! Uratował nas Robert Lewandowski, strzelając zwycięskiego gola w ostatnich sekundach meczu z Armenią. Piłkarze zwykle marzą o takich golach, dzięki nim przechodzi się do legendy. Ależ byłaby to piękna i niezapomniana historia, gdyby wydarzyła się w meczu z równorzędnym lub silniejszym rywalem! Dwóch piłkarzy, Lewy i Kuba Błaszczykowski, których łączy „szorstka przyjaźń” poza boiskiem, ale jeden cel na nim, daje wygraną w ostatniej akcji meczu. Wspominalibyśmy ją z nostalgią jak bramkę w Glasgow ze Szkocją, bez której awansować na Euro 2016 byłby o wiele trudniej.

Niestety tę będziemy wspominać z lekkim wstydem. I zamiast skupiać się na wyczynie kapitana kadry, który właśnie przegonił Ernesta Pohla na liście najskuteczniejszych reprezentacyjnych strzelców, zastanawiamy się dlaczego dopiero w ostatniej akcji wtłoczyliśmy gola najgorszej drużynie naszej grupy? Grającej przez większość meczu w dziesiątkę. Pozwalając jej wcześniej zdobyć pierwszego gola w eliminacjach. I to u siebie, w miejscu uświęconym historycznym zwycięstwem z Niemcami i awansem do mistrzostw Europy.

Że mechanizm Nawałki zgrzyta, widzieliśmy w drugiej połowie z Kazachstanem, Danią i przez całego spotkanie z Armenią. Po wczorajszym artykule Łukasz Olkowicza i Tomasza Włodarczyka „Przeglądzie” wiemy więcej skąd wziął się piach w trybach. Rozprężenie i nadmierny luz u niektórych kadrowiczów, tam gdzie była koncentracja i skupienie. Pycha i pewność siebie tam gdzie była pokora. Przekonanie, że i tak damy radę i nasycenie to co kadra już osiągnęła tam gdzie był głód sukcesu i determinacja, wreszcie podejście, że „wszystko wolno” nie tylko po meczu, ale i przed meczem.

I wszystkie tego konsekwencje: zgrupowanie przed meczami o punkty wyglądające jak to rodzinne w Juracie przed Euro 2016. Huczne świętowanie po meczu z Danią, a później „oddychanie rękawami” i problemy z kondycją w meczu z Armenią. Niestety także u tych, którzy nie zdążyli się zmęczyć z Duńczykami. Fatalnie byłoby gdyby tę reprezentację, którą już tak bardzo polubiliśmy miała rozsadzić jakaś nowa „grupa bankietowa”. I zniweczyć misję: Rosja 2018.

Po artykule w „PS” spotkałem różne reakcje. Ktoś napisał mi na Twitterze: „I po co mącicie? Czy to już ma być typowo polskie podejście, że jak za dobrze idzie to trzeba szukać dziury w całym?” Otóż napisaliśmy, co napisaliśmy, bo gołym okiem widać, że przestało iść dobrze. Bo to cud, że nasz bilans w eliminacjach to trzy mecze bez porażki.

A „mącimy”, bo tak bardzo nas taka kadra w sobie rozkochała. Nie tylko wynikami, ale głównie stylem gry i podejścia zawodników. Nawałka zbudował fajną drużynę z grupy lubiących się ludzi i dążących w jednym kierunku. Drużynę, która najpierw jednym meczem z Niemcami, potem eliminacjami, wreszcie mistrzostwami Europy zjednała sobie serca kibiców, ba stała się ostatnią radosną sprawą, która połączyła wszystkich Polaków.

Nie żałuję jak niektórzy, że nie zremisowaliśmy z Armenią, bo „to byłby zimny prysznic”. Ten i tak wylał się na głowy niektórych, a brak tych trzech punktów mógłby się jeszcze okazać nazbyt bolesny. Świadczy o tym burzliwa dyskusja między selekcjonerem i kapitanem kadry, niezadowolonym z poziomu niektórych kolegów. Oraz rozmowa Nawałki z prezesem PZPN, Zbigniewem Bońkiem, który zapowiedział zbadanie sprawy i twarde konsekwencje. To właściwa reakcja.

Niektórzy domagali się od nas nazwisk nieprofesjonalnych winowajców, ale po pierwsze niektóre informacje ciężko byłoby udowodnić, a po drugie nie chodzi przecież o lincz. Chodzi o to, żeby grupa chłopaków, którą polubiliśmy przypomniała sobie priorytety i zaczęła się zachowywać jak w eliminacjach do Euro 2016. Żeby selekcjoner pomógł im w tym „ściągając nieco za bardzo popuszczone lejce”, zapewne z sympatii do grupy, z którą przeżył coś niezapomnianego. My też przeżyliśmy i chcemy powtórki. Nie wyrzuca się dziecka z domu po pierwszej uwadze w dzienniczku. Może wystarczy ostra rozmowa, może potrzebne będzie lanie, jeśli dla kogoś przyjazd na zgrupowanie ma wyłącznie cel towarzyski.

Jestem pewien, że każdy kibic, ale i chyba rozsądnie myślący kadrowicz oczekuje, że Nawałka pokaże w tym momencie twardą rękę. Ściągnie lejce, świśnie batem i wszyscy na jednym wózku pojedziemy tam, gdzie wiedzie ta droga: na mundial w Rosji. A on stanie drugim po Antonim Piechniczku polskim selekcjonerem, który awansował z drużyną na dwie wielkie imprezy z rzędu.

9 komentarzy

  1. ~Robert

    14 października 2016 at 08:59

    Panie Michale. 100% racji. Wg mnie, to mega uderza w Nawałkę, bo pokazuje, że nie ma kontroli nad kadrą i to media zamiast niego muszą robić porządek. Dziwi też, że pozostałe media boją się o tym pisać, jakby bały się PZPN…

  2. ~kosztorysant

    14 października 2016 at 10:20

    Dobrze, że Teodorczyk nie puścił pawia w trakcie meczu!

  3. ~krisowy

    14 października 2016 at 10:22

    Mam wrażenie, że wraz z nominacją na stanowisko selekcjonera, Nawałce obcięto jaja. Facet będąc trenerem Górnika potrafił (jeżeli zajdzie potrzeba) wrzeszczeć na piłkarzy albo zdjąć i opieprzyć przy bocznej linii. Generalnie widać było, że przeżywał to wszystko. Odkąd objął kadrę, wypowiada się tak jakby był na jakimś cenzurowanym. „Poprawność polityczna” w każdym zdaniu, a i sam sprawia wrażenie jakby był jedynie biernym obserwatorem tego co się dzieje na boisku, a nie częścią zespołu. Moim zdaniem Nawałka po prostu boi się zadzierać z piłkarzami, bo co tu dużo mówić, nie jest on dla większości z nich żadnym wielkim trenerskim autorytetem. Pytanie tylko czy luzowanie dyscypliny kosztem morale, to aby na pewno słuszna droga na dłuższą metę?

  4. ~dnn1410

    14 października 2016 at 10:55

    >>A on stanie drugim po Antonim Piechniczku polskim selekcjonerem, który awansował z drużyną na dwie wielkie imprezy z rzędu.

    Ale Piechniczek wcale nie awansował na dwie wielkie imprezy z rzędu. Po Espana’82 przegrał eliminacje do mistrzostw Europy we Francji w 1984, a udało się mu awansować dopiero 2 lata później w Meksyku. Awansował 2 razy ale awanse te były przedzielone jednym niepowodzeniem, więc nie można powiedzieć, że to było z rzędu. Chyba, że Euro’84 nie było wielką imprezą 😉

  5. ~kibic

    14 października 2016 at 13:24

    Podaliscie nazwiska, chyba jednak chodzilo o lincz

  6. ~Krzycho

    15 października 2016 at 17:08

    Cóż, to nie fair w stosunku do kibiców to zachowanie zawodników naszej kadry. My, fani, tak przeżywamy każde minuty, gdy nasi są na boisku, a oni nie mogą przez balowanie pokazać się z jak najlepszej strony. Coś tu nie gra.

Zostaw odpowiedź