Komu bije cykl

Ranking FIFA - Polska na 12 miejscuNigdy jeszcze sprawdzanie miejsca piłkarskiej reprezentacji Polski w rankingu FIFA nie było tak ekscytujące jak obecnie. Nigdy też od naszego ruchu w górę o parę pozycji tak wiele nie zależało. Kibice oczywiście odnotowywali, że np. w 2013 roku kadra spadła na historyczne dno, a potem mozolnie pięła się w górę. Ale media robiły to raczej z „kronikarskiego obowiązku”, wymieniając egzotyczne kraje, które nas wyprzedziły. Czołówek wiadomości z tego nie było, bo w końcu co za różnica, czy zajmowaliśmy 62. miejsce jak na koniec 2010 roku czy 63. jak cztery lata później? „Rankingi nie grają, decyduje boisko” – pocieszaliśmy się kolejnymi doniesieniami.

Teraz możemy się szczycić, że ranking dobitnie odzwierciedla postawę piłkarze Adama Nawałki na boisku. Z 20 ostatnich meczów o punkty przegrali zaledwie dwa (tylko jeden w normalnym czasie gry) – i to z aktualnym mistrzem świata oraz przyszłym mistrzem Europy. Toteż teraz gdy śrubujemy rekordy, ranking FIFA stał się ulubionym tematem rozmów. Dopiero co staruszek taksówkarz wiozący mnie na lotnisko, zachwycał się, że wyprzedziliśmy takie piłkarskie nacje jak Chorwacja, Anglia czy Włosi. I dopytywał kto tam następny do łyknięcia. „Szwajcaria? No panieeeee…”

Jeśli kadrowicze nie zdejmą nogi z gazu w eliminacjach do mundialu w Rosji, pod koniec roku możemy wejść do czołowej dziesiątki! To zaś z kolei może sprawić, że 1 grudnia na Kremlu reprezentacja Polski będzie losowana z pierwszego koszyka (wiem, że dopiero półmetek eliminacji, że matematyka itd, ale po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie braku Polaków na MŚ).

Pierwszy koszyk to tyleż wielki prestiż co ułatwienie, bo pozwoli uniknąć w grupie największych jak Brazylia, Niemcy, Hiszpania lub Portugalia. Choć z drugiej strony przecież wspomniani Niemcy czy Portugalczycy zupełnie nam nie straszni. Nawet lepiej, byłby wielkie mecze, okazje do rewanżu, starcia Lewego z Cristiano Ronaldo, Manuelem Neuerem, Neymarem… Po to właśnie wymyślono mundial!

Jak to w futbolu, tam gdzie jedni kibice mają wreszcie powody do dumy, inni w desperacji drą szaty i szarpią włosy na głowie, przecierając oczy w zdumieniu, co stało się z ich drużynami. Żeby nasz sen o pierwszym koszyku się spełnił (FIFA prawdopodobnie rozstawi siedem najwyżej notowanych reprezentacji świata oraz gospodarzy) na turniej do Rosji musiałaby nie pojechać Argentyna. Mundial bez wicemistrzów świata, którzy występują na nim nieprzerwanie od 1970 roku i bez Leo Messiego, jednej z największych piłkarskich gwiazd wszech czasów? Byłaby to ogromna sensacja i strata dla widowiska, ale świat przeżył mundial w 2014 bez Lewandowskiego, to przeżyje i bez gwiazdora Barcelony.

Minimalne szanse na awans ma Holandia, której zabrakło już na Euro 2016. Właśnie skompromitowała się przegrywając z Bułgarią i zajmuje czwarte miejsce w grupie. Gdyby w Rosji zabrakło i Oranjes i Albicelestes, nie obejrzelibyśmy drugiej i trzeciej najlepszej drużyny poprzedniego mundialu.

Byliśmy świadkami sporych przetasowań na szczycie reprezentacyjnego futbolu już podczas Euro 2016. Zamiast tradycyjnych nacji sukcesy odnosiła Islandia, Walia, Polska, a ten największy Portugalia. Patrząc na to przypominają się słowa Jose Maria Bakero, który wiosną 2010 wieszczył mi koniec fenomenalnej passy FC Barcelona. Drużyna Pepa Guardioli zdobyła sezon wcześniej wszystkie trofea jakie były do zdobycia i wydawało się, że w kolejnym jako pierwsza obroni zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Za chwilę w finale mundialu w RPA miało zagrać aż siedmiu wychowanków jej akademii, La Masia

Ale Bakero machał ręką i jak mantra powtarzał słowo: „ciclo, ciclo, ciclo”. Wg niego i ta dominacja kiedyś się skończy, bo wszystko jest kwestia cyklu. Trafiła się generacja świetnych piłkarzy, ale kiedy zacznął kończyć kariery, długo przyjdzie poczekać na następców. Oczywiście szkolenie jest bardzo ważne, mówił, La Masia uczy systemu i dodatkowo wpaja istotne wartości. Daje przewagę nad klubami, które nie mają tak rozwiniętych akademii. Pozwoli wyłuskać największe talenty, ale one muszą się trafić. Ale nie łudźmy się, że po Xavim, Inieście czy Puyolu od razu przyjdą godni następcy. Tak samo było z „Dream Teamem” Johana Cruyffa, którego byłem częścią. Barcelona musiała czekać kilkanaście lat, aż przyjdzie kolejny cykl.

Tak jak nasz polski sukces trudno przypisać fenomenalnemu systemowi szkolenia, tak trudno zarzucić Holendrom, że nagle przestali umieć uczyć gry w piłkę. Po prostu trenerzy dostali gorszy materiał. My mieliśmy szczęście, że Nawałka miał kogo skrzyknąć i komu rozdzielić role. Zwolniony właśnie Danny Blind, którego drużyna z ośmiu ostatnich meczów wygrała tylko te z Luksemburgiem i Białorusią, zamiast Sneijdera, van Persiego, van der Vaarta i van der Sara musiał wystawiać Depay, van Ginkela, Jansena, a ostatnim pod swoją wodzą meczu z Bułgarią 17-letniego Matthijsa De Ligta.

Argentyńczycy przypadek warty osobnego felietonu. Zajmują dopiero piąte miejsce w tabeli i o ile je utrzymają – a właśnie na cztery mecze stracili Messiego, zdyskwalifikowanego za zwyzywanie sędziego – zagrają o mundial w barażach. Ich kryzys to nie wina końca cyklu – na świecie nadal gra mnóstwo zdolnych piłkarzy, których symbolem jest Paulo Dybala – tylko chwilowo nie w reprezentacji Edgardo Bauzy. Argentyńska federacja pogrążyła się w totalnym chaosie po śmierci wieloletniego szefa, Julio Grondony, niczym bliskowschodnie państwa po obaleniu dyktatorów – póki byli szerzyła się korupcja i bezprawie, ale przynajmniej panował porządek. Teraz trwa bezwzględna walka o władzę.

Leo Messi

1 Comment

  1. ~sebastian

    11 kwietnia 2017 at 23:11

    Cóż, po tylu latach świetnie widzieć naszą kadrę wysoko. Oby na jak najdłużej. Zawsze zachwycaliście się Holendrami. Ileż to oni mają talentów! Van der Vaart, Sneijder, później następowali coraz inni, coraz młodsi i mniej znani. Gdzie oni dzisiaj są? A gdzie my dzisiaj jesteśmy? Coraz więcej naszych grajków gra w Lidze mistrzów, i to nie tylko w klubach, które są nabijaczami punktów w fazie grupowej. Panie Boniek, Panie Nawałka, Piłkarze. Dziękujemy. Oby więcej dobrych emocji 🙂

Zostaw odpowiedź