Rozkaz: grać! czyli fałszywy powrót do normalności

Borussia DortmundCiężko w pierwszym odruchu nie stanąć po stronie piłkarzy Borussii Dortmund, wyrażających żal że UEFA kazała im rozegrać ćwierćfinał Ligi Mistrzów z AS Monaco już następnego dnia po zamachu na ich autokar. Zwłaszcza mnie, który byłem na Signal Iduna Park i na własne oczy widziałem jak bardzo roztrzęsieni atakiem i rozgoryczeni postawą federacji byli po meczu zawodnicy gospodarzy.

W momencie gdy w strefie mieszanej z Tomkiem Włodarczykiem skończyliśmy rozmawiać z Kamilem Glikiem, spostrzegliśmy, że stojący obok niego, równie postawny Sokratis Papastathopoulos ma łzy w oczach. Właśnie wypowiedział słowa, które obiegły media, że rozkazem gry, bez pytania zawodników o zdanie i ich kondycję psychiczną, poczuł się potraktowany jak zwierzę, a nie osoba („like an animal, not a person”).

Chwilę później podczas konferencji prasowej trener Borussii, Thomas Tuchel stwierdził, że drużyna poczuła się potraktowana przez UEFA „jakby ktoś rzucił w autokar puszką piwa”. Tłumaczył, że piłkarze potrzebowali więcej czasu, żeby dojść do siebie. Poczuli się bezsilni, kiedy przyszła decyzja z Nyonu – w dodatku wysłana sms – że grają za 24 godziny.

Tuchel dał zresztą zawodnikom prawo wyboru: kto nie czuł się na siłach wystąpić w środę, mógł odmówić bez konsekwencji. Ale żaden z nich nie chciał zostawić kolegów w takiej sytuacji. Jak wyznał w emocjonalnym wywiadzie Nuri Sahin, dopiero gdy po zamachu wrócił do domu, do żony i syna, dotarło do niego, co się stało i jak wielkim jest szczęściarzem. Następnego dnia aż do momentu wejścia na boisko kompletnie nie myślał o meczu. „Wiem, że futbol jest ważny, kochamy go, dzięki niemu zarabiamy ogromne pieniądze i prowadzimy uprzywilejowane życie. Ale przede wszystkim jesteśmy ludźmi” stwierdził.

Borussia Dortmund. Marc Bartra tributeNie zgadzam się z niedowiarkami, że piłkarze Borussii być może użyliby innych słów, gdyby wygrali spotkanie. Oni naprawdę przeżyli wielką traumę. Nie wolno kwestionować ich uczyć. A wręcz trudno nie czuć empatii, zwłaszcza jak słyszy się Sahina, opowiadającego, że nigdy nie zapomni scen z autokaru. Twarzy i reakcji swoich kolegów, a zwłaszcza spojrzenia Marcela Schmelzera, obok którego siedział.

Utkwiły mi też w pamięci słowa Romana Burki, szwajcarskiego bramkarza, który siedział obok jedynego ranionego w zamachu Marca Bartry. Opowiadał, że najbardziej paniczne były chwile tuż po wybuchu, kiedy wszyscy padli na podłogę autokaru w oczekiwaniu co dalej, czy to już koniec…

Borussia DortmundUważam jednak, że ataki wymierzone w UEFA, zarzucające organizacji bezduszność i kierowanie się wyłącznie pazernością są mocno niesprawiedliwe. Nie wierzę, że zmusiła obie drużyny do rozegrania meczu 24 godziny po incydencie wyłącznie z chęci zysku. To było zarządzanie kryzysowe. Nie istnieją póki co procedury – choć obawiam się, że niestety szybko będą musiały powstać – co robić w podobnych sytuacjach. Zwłaszcza przy tak napiętym kalendarzu rozgrywek, gdy oba zespoły walczą na trzech frontach, a sezon zaraz się kończy. Jak nam tłumaczył Kamil Glik, po prostu nie było na kiedy przenieść spotkania, Bo zaraz rewanż w Champions League, a jeszcze Puchar Francji, zaległe mecze w ligach…

Pojawiła się np. propozycja żeby odczekać z meczem do terminu rewanżu i rozegrać wówczas jedno spotkanie, na neutralnym stadionie. Abstrahując czy to na pewno dobry pomysł, a nie dodatkowa kara dla obu drużyn i ich kibiców, przecież na to potrzebne są procedury. Zmienianie reguł w trakcie rozgrywek może sprawić, że wzrośnie rzesza pokrzywdzonych. Jedyna procedura jaka zadziałała to „mecz się nie odbył, trzeba go rozegrać w najbliższym możliwym terminie”.

Myślę też, że podejmującymi decyzję kierowała też zwykła w takich przepadkach chęć „nie dania satysfakcji zamachowcom”, niezgoda na to żeby „zatriumfował terroryzm”. Zabrzmiało to w wypowiedzi szefa Borussii, Hansa-Joerga Watzke, który stwierdził, że jego piłkarze zagrają po to, by wysłać przesłanie do całej społeczności. I pokazać wartości klubu, którymi są siła, jedność i nieustraszenie.

Oczywiście to nie piłkarze powinni prowadzić „wojnę z terroryzmem”. Jednak ich rola daleko wykracza poza piłkę. Są idolami, wzorami dla wielu. Ich status społeczny jest wyjątkowy, wyjątkowe są więc też wymagania jakie stawia im społeczeństwo. Właśnie z powodu swego statusu stali się celem zamachu. I pewnie dlatego ich reakcja po ataku, czyli jak najszybsze doprowadzenie do meczu było przez wielu – także decydentów – postrzegane jako „powrót do normalności”. Rozumiem to podejście, choć jest ono fałszywe. Bo życzeniowe. Niestety świat, w którym żyjemy staje się coraz mniej normalny. Musimy zacząć się odnajdywać w nim na nowo. Piłkarze, kibice, media i UEFA też.

3 komentarze

  1. ~KrzychoTV

    15 kwietnia 2017 at 17:55

    Cóż, kasa, miśki, kasa.

  2. Sidik

    19 kwietnia 2017 at 01:04

    Działacze UEFA każą grać piłkarzom Borussi Dortmund dzień po zamachu terrorystycznym w którym wszyscy mogli zginąć. Proponuję zrobić zebranie wszystkich decyzyjnych członków UEFA. Wrzucić im na salę obrad parę granatów, a tym co przeżyją kazać następnego dnia wystąpić w Tańcu z Gwiazdami. Niech dają przykład.
    To by był pokaz UEFA Fair Play a tak SKANDAL GONI SKANDAL.

Zostaw odpowiedź