Ekstraklasa. Za co powinniśmy podziękować Arce

Arka Gdynia. Puchar Polski. Okładka Przeglądu Sportowego

Chwała Arce nie tylko za dopisanie kolejnego rozdziału do Księgi Futbolowych Bajek z 1001 Meczów, w których słabszy i biedniejszy pokonuje wbrew logice silniejszego (wszak Lech to statystycznie najlepsza drużyna w 2017 roku, a Arka… najgorsza). Ale i za to, że dzięki niespodziewanemu triumfowi piłkarzy trenera Ojrzyńskiego (i Nicińskiego) i tak ciekawa końcówka ekstraklasy zrobi się jeszcze ciekawsza. Oto bowiem przestała istnieć „wielka czwórka”, czyli grupa drużyn, które bez względu na to jakie ostatecznie zajmą miejsca w tabeli i tak zagrają w europejskich pucharach. Koniec komfortu! Czwarte miejsce stało się paląco bezwartościowe. Klub, który jej zajmie, śmiało będzie mógł podsumować sezon jako katastrofalny. Jagiellonia, bo skończyła rundę zasadniczą jako lider. Legia, bo raz że dla mistrza Polski byłby to wstyd, a jeszcze budżetu nie zasiliły pieniądze nawet Ligi Europy. Lech, bo przecież miał „podwójną koronę” na wyciągnięcie ręki. Wreszcie Lechia, w której aspiracje nie dość że były o niebo wyższe, to jeszcze poczucie klęski zwiekszyłaby świadomość, że pośrednio zadał ją rywal zza między. W którymś z klubów na koniec sezonu rozlegnie się więc zgrzytanie zębów i walenie pięścią w stół. Stąd ich determinacja w sześciu ostatnich meczach powinna być jeszcze większa, a bezpośrednie mecze jeszcze bardziej zacięte. Dla kibiców to znakomita wiadomość. Dzięki, Arko!

Zostaw odpowiedź