Depresja Aarona Lennona

Aaron LennonGdy w ostatnich dniach wszyscy zachwycaliśmy się strzeleckimi rekordami Messiego w El Clasico, Cristiano Ronaldo w Lidze Mistrzów i w ogóle wielkim futbolem, na jego przeciwległym, zacienionym krańcu szczęśliwie udało się uniknąć wielkiej tragedii. Brytyjska policja zatrzymała i na mocy ustawy o zdrowiu psychicznym „Mental Health Act” doprowadziła do przymusowego leczenia Aarona Lennona, 21-krotnego reprezentanta Anglii.

„Zarabiający 55-tysięcy tygodniowo zawodnik leczony z powodu stresu!” wybił w tytule jeden z brukowców, jakby fakt zarabiania sporych pieniędzy automatycznie zapewniał dożywotnią nirwanę. Niestety, jak przekonujemy się już po raz kolejny, gra w piłkę nożną, a zwłaszcza ciężar związanych z tym oczekiwań potrafią doprowadzić do załamania nerwowego.

Lennon został zatrzymany w niedzielne popołudnie na przedmieściach Manchesteru. Policję wezwał ktoś, czyj niepokój wzbudził „mężczyzna w klubowym dresie, przechadzający się w niepewny sposób wzdłuż ruchliwej autostrady M602”. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, po krótkiej rozmowie z piłkarzem uznali, że skrzydłowy Evertonu mógł próbować popełnić samobójstwo i odwieźli go do szpitala w Salford.

Klub wydał lakoniczne oświadczenie: „Aaron Lennon znajduje się obecnie pod opieką lekarzy. Przechodzi leczenie ze względu na chorobę związaną ze stresem. Wspieramy go i prosimy wraz z rodziną o uszanowanie prywatności”.

W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo słów wsparcia, życzenia powrotu do zdrowia i modlitwy ze strony obecnych i byłych kolegów z drużyny jak Stan Collymore, który publicznie opowiadał o swojej walce z depresją. Były napastnik reprezentacji Anglii, Andy Johnson zorganizował akcję charytatywną – za każde podanie dalej jego tweeta przeznaczył 10 pensów na fundację zdrowia psychicznego „Mind”. A były klub, Tottenham wezwał kibiców by podczas najbliższego meczu z West Ham Utd wsparły Lennona owacją w 7. minucie (grał z tym numerem na koszulce).

Piękne gesty, jak dobrze, że napływają po szczęśliwie niedoszłej tragedii. Pytanie czy środowisko zrobiło wystarczająco dużo, żeby do niej nie doszło? Czy Lennon nie powinien dostać wsparcia wcześniej?

Stowarzyszenie Zawodowych Piłkarzy (PFA) ujawniło przy tej okazji, że co rok rośnie liczba zawodników korzystających z pomocy psychologicznej zapewnianej przez organizację od 2012. W ubiegłym roku skorzystało z niej 62 piłkarzy (i 98 byłych piłkarzy). Jej szef Michael Bennett zastrzegł jednak, że depresja nie jest problemem piłkarskim, ale społecznym. „Skoro dotyka w coraz większym stopniu społeczeństwa, to również i futbolu. Bo piłkarze to po prostu ludzie”.

Na razie nie wiadomo czy korzystał z niej i Lennon. Jak poczytać angielską prasę, powinien. Z ciężarem oczekiwań zmagał się bowiem od 12 roku życia. To wówczas młodego juniora Leeds okrzyknięto „nadzieją angielskiego futbolu”, a prezesi i trenerzy podkreślali, że „nie mogą doczekać się kiedy będzie mógł grać w pierwszym składzie”. Musieli zaczekać do 2003 aż skończył 16 lat i 129 dni. Trzy lata później już jako zawodnik Tottenhamu przegrał walkę o tytuł Najlepszego Młodego Piłkarza Premier League z Wayne Rooney’em.

Choć w barwach reprezentacji Anglii zagrał na dwóch mundialach (w 2006 i 2010) trudno nazwać jego karierę spełnioną. Jego wyjątkowa szybkość zamiast przynieść mu splendor, stawała się powodem do żartów w mediach społecznościowych, zwłaszcza że nie szła za nią skuteczność.

W Tottenhamie nie widział dla niego miejsca Mauricio Pochettino, a w Evertonie z czasem – Ronald Koeman. W tym sezonie Premier League wystąpił w 11 meczach, ale od 2 stycznia spędził na boisku zaledwie 17 minut. Koeman tłumaczył niedawno jego nieobecność w składzie tym, że zawodnik nie jest w odpowiedniej formie fizycznej. Czy nie zdawał sobie sprawy z pogarszającego się stanu psychicznego swego zawodnika?

Niestety sytuacja przypomina okoliczności tragicznej śmierci niemieckiego bramkarza Roberta Enke, który w 2009 roku rzucił się pod pociąg osierocając córeczkę. Podobnie jak Lennonowi, od dziecka wróżono wielką karierę i widziano w nim przyszłą ostoję reprezentacji Niemiec. Przekleństwem okazało się dla niego spełnienie marzeń czyli transfer do Barcelony w wieku 25 lat, gdzie musiał zmierzyć się gigantyczną presją i krytyką za puszczane gole, także ze strony kolegów. Wypożyczony do Fenerbahce, nie został zaakceptowany przez kibiców, tęskniących za oddanym do Barcy ulubieńcem Recberem Rustu. Obrażany, obrzucany butelkami, monetami i zapalniczkami przez własnych fanów po przegranym meczu, nigdy nie zagrał już Turcji.

Wrócił do Bundesligi, gdzie wydawało się, że odżył w Hannoverze. Ale odrzucenia i przegrania rywalizacji o bramkę reprezentacji bał się tak bardzo, że popadł w depresję. Potęgowaną przez strach, że w razie jej ujawnienia straci i pracę i adoptowaną córeczkę. O tym co naprawdę przeżywał ten, z którym spędzili tyle wspólnych treningów, koledzy z klubu dowiedzieli się dopiero z pożegnalnego listu.

W przypadku Lennona koledzy z drużyny również mówią o szoku. Nikt się tego nie spodziewał, nikt się nie zorientował co w nim się gotuje, Aaron nie wysyłał żadnych sygnałów, że może być tak źle…

Dobrze, że udało się powstrzymać przed wysłaniem najbardziej desperackiego sygnału z możliwych… Aaron Lennon

5 komentarzy

  1. ~Damian P

    5 maja 2017 at 10:49

    Jako oddany kibic Fc Liverpoolu, modlę się o stan zdrowia Lennona. Najgorsze w tej całej sytuacji jest właśnie to, o czym napisałeś, a mianowicie, że nikt wcześniej – ani trener, ani koledzy z drużyny, ani ktokolwiek inny – nie zauważył ogromnego problemu z jakim zmaga się ich kumpel z drużyny. Oby wszystko skończyło się dobrze. Takie sytuacje cholernie uczą. Tak naprawdę te wszystkie podziały pomiędzy kibicami przeciwnych drużyn są bez sensu. Szkoda, że pokory nabieramy często dopiero w przypadku tragedii.
    Pozdr.

  2. ~Michał Pol

    5 maja 2017 at 12:20

    Brawo za postawę, Damian.
    Widzę po komentarzach w necie, że w Anglii jest podobne podejście, a zwłaszcza w kwestii hejtu na Daily Mail za ich podejście: piłkarz dostaje kupę kasy to jak śmie marudzić…

  3. ~a-c10

    5 maja 2017 at 17:56

    @ Daniel, Michał:

    1) Z tym zdziwieniem (oburzeniem?) że to niby nikt nie zauważył, to ja bym radził bardzo powoli. W świecie zachodnim średnio jedna na cztery osoby boryka się z jakimiś zaburzeniami mentalnymi. Jedna. Na. Cztery. Wynika z tego niezbicie, że tacy ludzie są także w naszych kręgach znajomych, rodzinach, pracach, etc. Potraficie ich zidentyfikować? Wszystkich? No to może choć połowę? Ćwierć? Ano właśnie. Nie, ja też nie potrafię. Depresja – zostańmy przy niej, ok? – tym się różni od, dajmy na to, grypy, czy innej ospy, że bardzo często jej nie widać. Tym bardziej, że…

    2) Daily Mail można do woli oblewać pomyjami. I nie żebym tak generalnie miał coś naprzeciw. Sęk w tym, że podobne podejście prezentuje – choć za cholerę się do tego nie przyzna – cała masa ludzi. Również takich, którzy z brukowcami nie mają (ani mieć by nie chcieli) nic Na Wspólnej. Ba, woleliby uchodzić za światłych, otwartych i w ogóle. Tymczasem gdyby ich spytać, czy trzydziestoletni mężczyzna inkasujący miliony funtów rocznie za kopanie piłeczki może w ogóle mieć depresję, roześmialiby się w głos. Bo to przecież młody, piękny i bogaty. Robi to, co ponoć kocha i jeszcze mu za to płacą tygodniowo tyle, na ile „normalny” człowiek musi tyrać o-ho-ho i jeszcze ciut. I jakoś mało komu chce się w głowie zmieścić, że depresja – choć, jako się rzekło, różna od grypy i ospy – też jest chorobą. A jako taka, najnormalniej w świecie nie wybiera.

    3) A gdyby miała wybierać, przypuszczam że właśnie na środowisko zawodowych piłkarzy zwróciłaby pilną uwagę. Bo dzisiejszy profesjonalny futbol to bardzo często dżungla. Liczy się tylko najsilniejszy, pozostali giną i nikt po nich nie płacze. Można sobie pier*olić farmazony o znaczeniu drużyny, można stawać przed meczem w kółeczku i wywrzaskiwać jakieś hasełka, ale „na koniec dnia” sprawa jest w miarę prosta: do gry na skrzydle w takim Tottenhamie, czy Evertonie aspiruje co najmniej kilku graczy, którzy już tam są plus mrowia takich, którzy chcieliby tam być. Strata takiego Lennona to ich zysk. A że stratę spowodowała depresja? Pies drapał, taki lajf.

    Na to wszystko nakładają się nierzadko koszmarnie wygórowane oczekiwania dziennikarzy, a za nimi kibiców. Krzywo kopnął? Patałach! Drewniak! Kto go kupił w ogóle?!? (tak jakby można było kupić człowieka, ale to chyba temat na osobną dyskusję) Kozy mu pasać, nie grać w Przenajświętszej Premier League! Wy*ebać na zbity pysk i a piat’ dawać tam jakiego następnego! No śmiało, chłopaki – który z Was zastanawia się w podobnych momentach, czy za tym krzywym kopnięciem nie stoi aby czarna kotara w psyche piłkarza? Nie. Ja też nie.

    pees.
    Ciekawa wypowiedź Clarka Carlisle’a w temacie: https://www.theguardian.com/football/2017/may/03/clarke-carlisle-aaron-lennon-football-mental-health-issues

  4. ~dr Dre

    7 maja 2017 at 13:24

    no niestety ludzie z depresją potrafią się bardzo dobrze maskować :/

  5. ~KrzychoTV

    8 maja 2017 at 16:05

    Niestety, ale depresja spotyka sporą część społeczeństwa. Ma na to wpływ stres, brak snu, rozmowy, wyścig szczurów etc. Śmieszą mnie ci, którzy mówią: masz dobrze, są co mają gorzej, a ty narzekasz! To nic nie radzi.

Zostaw odpowiedź