Kamień milowy Mino Raioli

Mino Raiola i Paul PogbaTo nie mógł być przypadek, że parę dni po transferze Paula Pogby do Manchesteru United za rekordową w historii futbolu sumę 105 mln euro, pośredniczący przy tej transakcji agent piłkarza, Mino Raiola kupił sobie w Miami willę należącą niegdyś do Ala Capone. Dom, w którym najsłynniejszy gangster w historii świata pomieszkiwał od 1928 roku do śmierci w 1947 ma co prawda siedem sypialni, basen i prywatną plażę, ale kosztował 8 mln euro, czyli nawet nie połowę prowizji jaką Raiola zainkasował za transfer, czyli – jak nam się wtedy wydawało – 23 mln euro. Jak na rezydencję na wschodnim wybrzeżu USA to wcale nie jakaś zawrotna suma. Ot, choćby znany baseballista, Alex Rodriguez dopiero co kupił w Miami rezydencję za 24 mln. Włoch spokojnie mógł znaleźć bardziej luksusowe lokum. Ale liczył się symbol. Raiola znany z zamiłowania do prowokacji, ostrych słów w wywiadach gdy trzeba bronić swoich zawodników (potrafił wygarnąć Pepowi Guardioli, że może jest dobrym trenerem, ale jako człowiek nie jest wart złamanego grosza) wysłał środowisku sygnał kto tu jest „cappo di tutti cappi”.

Dotąd za największego rekina w branży całkiem słusznie uchodził Jorge Mendes. Może Raioli nie wystarczyło, że z pomocą Pogby pobił rekord transferowy Portugalczyka. Może chciał pokazać, że teraz nadchodzi jego czas, bo ma bardziej przyszłościowych zawodników w stajni. Trudno co prawda nazwać najsłynniejszego piłkarza Mendesa i zarazem jego przyjaciela, Cristiano Ronaldo zachodzącą gwiazdą, bo ustanawia kolejne rekordy, jest na najlepszej drodze po obronę trofeum w Lidze Mistrzów i kolejną Złotą Piłkę. To określenie bardziej pasuje do Zlatana Ibrahimovića, którego karierę prowadzi Raiola. Ale przyszłość zdecydowanie bardziej należy do takich jego piłkarzy jak Gianluigi Donnarumma, Romelu Lukaku czy właśnie Pogba niż do Angelo di Marii, Thiago Silvy czy Diego Costy ze stajni Mendesa.

Paradoksalnie pozycję Włocha i środowiskowy szacunek dla jego niekonwencjonalnych metod działania, na pograniczu prawa niczym słynny rodak z Chicago, mogą wzmocnić najnowsze rewelacje. FIFA potwierdziła w tym tygodniu, że sprawdza legalność transferu Pogby z Juventusu Turyn do MU. Zastrzegając, że nie chodzi o kwestie dyscyplinarne, ale wątpliwości jakie zgłosił wykrył Transfer Matching System, czyli narzędzie analizujące dane wszystkich transferów i przepływ pieniędzy w futbolu.

Kulisy odsłaniają fragmenty nieopublikowanej jeszcze książki „Football Leaks: The Dirty Business of Football”, będącej efektem śledztwa dziennikarzy tygodnika „Der Spiegel” na temat m.in. transferów Pogby i Ibrahimovića do MU. Dziennikarze ujawnili, że prowizja Raioli za transfer Francuza wyniosła tak naprawdę oszałamiające 49 mln euro! A to dlatego, że agent… reprezentował podczas negocjacji wszystkie trzy strony transakcji.

Tylko od Juventusu otrzymał aż 27 mln euro, przy czym nie była to prowizja za sprzedaż zawodnika, ale nagroda za wynegocjowanie tak wysokiej kwoty. Okazuje się, że kiedy w 2012 roku 19-letni zawodnik odchodził z MU za 2 mln euro (po tym jak wkurzył Sir Aleksa Fergusona, bo nie chciał przedłużyć kontraktu), Raiola podpisał z turyńskim klubem klauzulę, na mocy której zapewnił sobie przy kolejnym transferze 50 procent od sumy wynegocjowanej ponad 40 mln euro. Juve nie przewidziało, że padnie transferowy rekord świata, agent twierdzi dziś, że cały czas było to dla niego oczywiste.

Z kolei MU w 2016 był tak zdesperowany po kiepskich rządach Davida Moyesa i Louisa van Gaala, że zawarł z Raiolą kontrakt na „sprowadzenie Pogby na warunkach akceptowalnych przez klub”. Normalnie taka osoba walczyłaby o maksymalne zbicie ceny, ale przecież Raioli zależało na czymś wprost przeciwnym. MU był jednak tak zadowolony, że młoda gwiazda jednak wróci na Old Trafford, że wypłacił agentowi 19.4 mln euro. Doszła do tego jeszcze prowizja 3 mln euro od samego Pogby, któremu Raiola wynegocjował roczne zarobki w wysokości 10 mln euro za sezon.

Kwota prowizji agenta poraża. 49 mln euro – 99% procent klubów świata może pomarzyć o takim rocznym budżecie na wszystkie transfery. Kiedy w 1999 roku Lazio sprzedało Cristiana Vieriego do Interu Mediolan za 50 mln dolarów, watykański dziennik „Osservatore Romano” nazwał sumę transferu „obrazą dla ubogich”, ciekawe jak skomentowałby teraz?

Ale nie suma zarobiona przez Raiolę jest tu problemem, ale jego postawa, która wygląda na ewidentny konflikt interesów. Ale tylko pozornie, bo deregulacja przez FIFA zawodu agenta piłkarskiego w 2014 roku, zastępująca agentów pośrednikami, pozostawiła stronom decyzję czy zgadzają się na podobne konflikty. Jeżeli wszystkie dają zielone światło, nie ma problemu. W Premier League jest na porządku dziennym, że ta sama osoba reprezentuje piłkarza, któremu zależy, żeby zarobić jak najwięcej i klub, w którego interesie leży żeby zapłacić mu jak najmniej.

Raiola odpiera też zarzuty, że w przypadku Pogby doszło do zakazanej przez FIFA third-party ownership, czyli sytuacji gdy właścicielem zawodnika lub jego części jest ktoś jeszcze oprócz klubu np fundusz inwestycyjny, agencja menadżerska czy agent. Przecież gdyby Francuz poszedł za 40 mln euro, nie miałby z tego ani grosza.

Tak więc reprezentowanie przez Raiolę trzech stron transferu i zagarnięcie za to najwyższej prowizji w historii futbolu, trzeba mu uznać za kamień milowy i wejście na nieosiągalny dotąd poziom. I to zupełnie legalnie. Włoch mógłby powtórzyć za Al’em Capone w czasach prohibicji: „Jestem zwykłym biznesmenem, po prostu daję ludziom to czego tak bardzo potrzebują”.

Mino Raiola i Mario Balotelli

1 Comment

  1. ~tyska

    14 maja 2017 at 14:37

    może kiedyś jak sobie będzie przekopywał działkę to coś znajdzie i mu się zwróci za dom 😉

Zostaw odpowiedź