Manchester. City United

CityUnitedTerroryści zataczają coraz ciaśniejszy krąg wokół sportu i wokół piłki nożnej… Futbol i pełne stadiony już jakiś czas temu przestały być tabu dla fanatyków, pragnących zadać cios zachodniej cywilizacji tam gdzie najbardziej zaboli. Wystarczy przypomnieć wybuchy przed Stade de France w trakcie towarzyskiego meczu Francja – Niemcy. Nie bez powodu autor zamachu na autobus z piłkarzami Borussii Dortmund próbował podszyć się pod islamskich ekstremistów, wiedząc że opinia publiczna i służby skrzętnie podchwycą ten trop.

Zresztą o jakim tabu mówimy, skoro terroryści właśnie dokonali zamachu na halę wypełnioną radosnymi nastolatkami, które przyszły do Manchester Arena na koncert ulubionej wokalistki. Skoro najmłodszą ofiarą zamachu stała się 8-letnia Saffie, co powstrzyma ich przed atakiem na kibiców czy piłkarzy?

Martwię się tym bardziej, że brytyjska premier Theresa May podniosła poziom zagrożenia atakiem terrorystycznym w kraju do najwyższego, czyli piątego. Oznacza to, że kolejny atak jest nie tylko bardzo prawdopodobny, ale może do niego dojść właściwie w każdej chwili. A zamachowiec nie był samotnym wilkiem, ale członkiem rozbudowanej siatki, którą trzeba wyłapać. Jego brata aresztowano w środę w Trypolisie… Tymczasem w Anglii i Walii za chwilę odbędą się dwie wielkie piłkarskie imprezy masowe o niezwykle istotnej randze – finał Pucharu Anglii na Stadionie Wembley w Londynie i finał Ligi Mistrzów w Cardiff…

W tych ponurych chwilach po ataku cieszą mnie wszystkie ludzkie gesty solidarności i nie rozumiem, czemu tak wiele osób w mediach społecznościowych irytują hasztagi w rodzaju #PrayforManchester, czy wcześniej #PrayforParis. Dlaczego naśmiewać się osób, które chcą dać wyraz empatii w jedyny sposób w jaki mogą? Przecież nie zaciągną się do armii na wojnę przeciwko Państwu Islamskiemu.

Wspaniała była reakcja mieszkańców miasta, którzy w obliczu tragedii natychmiast się zjednoczyli. W noc zamachu taksówkarze za darmo rozwozili poszkodowanych i wstrząśniętych uczestników do domu, innych obcy ludzie przyjmowali w swoich mieszkaniach.

Ulice i media społecznościowe obiegły niebiesko-czerwone banery z hasłem CityUnited. Następnego dnia tłumy zgromadziły się na czuwaniu w intencji ofiar na Albert Square, by wyrazić sprzeciw wobec terroru. Deklarowali, że nie dadzą się złamać, zastraszyć ani podzielić. Że są dumni z bycia mieszkańcami Manchesteru. A Manchester nigdy się nie poddaje.

Zawodnicy obu rywalizujących klubów z Manchesteru na Twitterze i Facebooku wyrażali wsparcie i deklarowali modlitwę, w tym także byłe gwiazdy MU jak Cristiano Ronaldo, David Beckham, Patrice Evra czy Rio Ferdinand, a Eric Cantona wrzucił wzruszający film na You Tube. Były pomocnik City, Joey Barton, znany z niewyparzonego języka w swoim stylu zbluzgał zamachowca. Kondolencje rodzinom z hasztagiem #Ilovemanchester złożył trener City, Pep Guardiola, którego żona i córki także były na feralnym koncercie Ariany Grande.

Jego klub w noc ataku zapraszał rozproszonych w szoku uczestników koncertu na Etihad Stadium, gdzie czekało na nich jedzenie, napoje, koce i… ładowarki do telefonów komórkowych, by jak najszybciej mogli nawiązać kontakt z bliskimi. Pomocnik City, Yaya Toure wraz z agentem przeznaczył 100 tys. funtów na pomoc dla rodzin ofiar. To samo zadeklarowała ikona MU, Wayne Rooney.

Pięknie zachowali się rywale klubów z Manchesteru w Premier League. Chelsea odwołała zaplanowaną na niedzielę paradę z okazji zdobycia mistrzostwa Anglii, a Arsenal party na swoim stadionie Emirates, gdzie na telebimach miał być transmitowany finał Pucharu Anglii, dla tych którzy nie załapali się na Wembley. Być może po części o odwołaniu imprez zadecydowały względy bezpieczeństwa, ale na pewno nie tylko. Władze Chelsea, której piłkarze mieli przejechać ulicami niebieskim piętrusem bez dachu uznały, że w obecnej sytuacji byłoby to niestosowne. To nie jest odpowiedni moment do świętowania i wyrażania radości. I zamiast tego ogłosiły publiczną zbiórkę pieniędzy dla rodzin ofiar tragicznego zamachu.

Arsenal także zapowiedział rezygnację z parady w razie ewentualnego zdobycia Pucharu Anglii. Jego zawodnicy podobnie jak piłkarze „The Blues” zagrają na Wembley z czarnymi opaskami na ramieniu.

A piłkarze Manchesteru United zadedykowali mieszkańcom (czerwonej) części miasta wygraną w Lidze Europy w Sztokholmie. Wcześniej uczcili ofiary minutą ciszy nie tylko przed rozpoczęciem finału ale i na treningu dzień przed spotkaniem. Może gdyby mogli, zwłaszcza wychowankowie klubu jak Marcus Rashford czy Jesse Lingard, przełożyliby mecz na inny termin, nie dwa dni po tragedii. Pamiętając jedna reakcję UEFA na zamach w Dortmundzie nikt nawet nie wyszedł z taką propozycją.

UEFA zrezygnowała przynajmniej z uroczystej ceremonii otwarcia finału. A Jose Mourinho z brylowania na przedmeczowej konferencji prasowej. Odczytał tylko krótkie oświadczenie, łącząc się w bólu z rodzinami zabitych i zniknął, nie odpowiadając na pytania. Uznał, że w dniu w którym w mediach dominują dramatyczne opisy tragedii i apele zdesperowanych rodziców, poszukujących zaginionych dzieci, nie ma miejsca na kwestie taktyczne czy ulubione gierki psychologiczne…

Manchester - CityUnited

1 Comment

  1. ~qwerty

    1 czerwca 2017 at 13:00

    ja się cały czas dziwię, że jeszcze nikomu nie udało się wnieść bomby na stadion podczas jakiejś wielkiej imprezy sportowej. Chyba bardziej skutecznego zamachu nie dałoby się zrobić z poziomu zwykłego terrorysty, który nie będzie potrafił prowadzić samolotu

Zostaw odpowiedź