Cibicki, „farbowany lis” w szwedzkiej kadrze

Paweł CibickiNiech mi wybaczą najbardziej wnikliwi czytelnicy „Przeglądu”, bo pisaliśmy Pawle Cibickim od dawna, ale wydaje mi się, że większość polskich kibiców pierwszy raz usłyszała, że istnieje taki piłkarz dopiero przy okazji Euro U21. Za sprawą rozterek jakie przeżywa. Przyjechał na turniej z reprezentacją Szwecji, kraju w którym się urodził i wychował. Czeka go mecz przeciwko „ojczyźnie rodziców”, dla której mógł grać i grał – w reprezentacji Polski U-19 i U-20 – aż w sierpniu ubiegłego roku wybrał jednak drużynę „Trzech koron”.

Wyboru dokonał przy tym w mało elegancki sposób: trener naszej młodzieżówki, Marcin Dorna czekał na Cibickiego na zgrupowaniu w Arłamowie przed meczem z Węgrami. Tymczasem zawodnik odnalazł się na zgrupowaniu młodzieżówki… szwedzkiej, nie informując o tym polskiego sztabu, bez słowa wyjaśnień.

Dziś trochę żałuje. Deklaruje, że zawsze czuł się Polakiem, rozmawia w domu po polsku. Wie też, że podczas meczu w Lublinie jego ojciec na trybunach w biało-czerwonych barwach będzie trzymał kciuki… za porażkę syna. I zastanawia się jak przyjmą go polscy kibice, czy będą gwizdać. Deklaruje, że w razie zdobycia gola nie będzie się cieszył jak Lukas Podolski po bramkach strzelonych Polakom na Euro 2008.

Ponieważ właśnie odpaliliśmy ze Szlachetną Paczką akcję „Lubię Ludzi”, której celem jest zmniejszenie ilości hejtu w naszym podzielonym do bólu w każdej sprawie społeczeństwie, bardzo chciałbym zgodnie z manifestem spojrzeć na dylematy Pawła z życzliwością i zrozumieniem. Niestety ciężko współczuć akurat temu „rozdartemu sercu”.

Owszem, takie wybory zawsze są trudne. Pozornie wydaje się to proste: „jeśli czujesz się Polakiem, to grasz dla Polski”. Młody chłopak poddawany jest na miejscu presji rodziny, przyjaciół, kolegów z którymi się wychował, zawodników z klubu, w którym gra. Federacje widząc zainteresowanie rywala, często oferują chłopakowi złote góry. Albo straszą problemami w klubach. Te z kolei nie puszczają swoich zawodników na zgrupowania w terminach nie „fifowskich”. Zdarza się, że do walki o zawodnika przyłączają się szkoły, blokując wyjazdy, zwłaszcza w przypadku słabych uczniów.

Bywa, że zawodnik wybiera po prostu tę reprezentacją, w której go chcą. Gdy rozbłysł talent 18-letniego Łukasza Podolskiego, jeszcze przed podpisaniem pierwszego kontraktu w Bundeslidze deklarował wraz z ojcem na łamach polskiej prasy, że chciałby grać dla Polski i doprasza się powołania. Rozmawiał z trenerem Edwardem Klejndinstem, asystentem selekcjonera Pawła Janasa, ale nie dostał odpowiedzi. Kiedy Rudi Völler zaproponował mu miejsce w kadrze na Euro 2004, nie odmówił.

Matka nastoletniego Piotra Trochowskiego pisała do PZPN niemal błagalne listy, by ktoś w Polsce zainteresował się urodzonym w Tczewie utalentowanym synem, zwłaszcza że za chwilę dostanie powoływanie od Niemców. I tu nikt nie pofatygował się z odpowiedzią.

Uczciwie postawił sprawę Mirosław Klose, jeden z najbardziej utytułowanych piłkarzy urodzonych w Polsce, którzy wybrali grę dla nowej ojczyzny. Tłumaczył mi kiedyś w wywiadzie, że zrobił to, bo po prostu piłkarsko czuł się Niemcem. Uznał, że inny wybór byłoby nie fair po tym wszystkim, co dostał od Niemiec.

Emigracja była dla 8-letniego bajtla koszmarem. Nauka języka szła mu tak opornie, że został cofnięty o dwie klasy. Pewnie stałby się pośmiewiskiem, zakałą, nielubianym Auslanderem. Gdyby nie dryg do piłki. Dzięki niej zawierał przyjaźnie, rosła jego pozycja. Do tego FC Kaiserslautern zaopiekował się nim i stał mentorem Fritz Walter, mistrz świata z 1954 roku.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Cibicki traktuje reprezentację jak klub. Po kilku występach w biało-czerwonych barwach, jak sam przyznaje, dokładnie rozważył co jest dla niego najlepsze i uznał, że „w tamtym momencie najlepiej było dla mnie grać dla Szwecji i dlatego to ją wybrałem”. Czyli drużynę, w której łatwiej będzie mu się przebić do pierwszego składu. Zapewne także w perspektywie reprezentacji seniorskiej, skoro u nas w ataku grają Lewandowski, Milik, Teodorczyk i Wilczek, a aspirują zawodnicy młodzieżówki.

To poniekąd budujące, że zawodnicy boją się wybrać reprezentację Polski w strachu przed konkurencją. To postawa Eugena Polanskiego à rebours. Urodzony w Sosnowcu zawodnik juniorskich reprezentacji Niemiec wszystkich kategorii wiekowych, kapitan tamtejszej U-21, długo nie wyobrażał sobie gry dla Polski. Aż zrozumiał, że nie przebije się do kadry Joachima Loewa. Dopiero wtedy powiedział „tak” Franciszkowi Smudzie, stając się „farbowanym lisem”.

Definiuję przez to określenie piłkarza, który gra w jakiejś kadrze ze względów koniunkturalnych: bo jest zbyt słaby, by grać dla prawdziwej ojczyzny. Albo gra dla nowej gwarantuje mu wyjazd na turniej, a w efekcie lepsze kontrakty. Ktoś kto nie robi tego z serca, ale „bo to będzie dla mnie najlepsze”. Kogo z nową ojczyzną albo i łączy nic, (np. wyłącznie gra w lidze – przypadek Rogera), bądź dalekie korzenie, ale już nie kultura czy język (Ludovic Obraniak, Damien Perquis).

Jeśli więc Cybicki prawdziwie deklaruje: „zawsze byłem Polakiem i zawsze będę Polakiem. To się nigdy nie zmieni” można gratulować Szwedom „farbowanego lisa” w drużynie.

Paweł Cibicki

2 komentarze

  1. ~Lektor j. szwedzkiego

    16 czerwca 2017 at 19:38

    Panie Michale,
    I znów to samo!!! Trzy Korony??? W piłkę nożną? Toż to Pana wyśmieją u naszego północnego sąsiada. Trzy Korony lub po szwedzku Tre Kronor to tylko i wyłącznie seniorska drużyna w hokeju na lodzie. Punk i kropka i nic więcej. Nawet juniorska drużyna hokejowa nie ma „prawa” używać tej nazwy. Ich nawywa się Småkronor czyli Małe Korony. Ja z tą chorobą w polskich mediach walczę już dwadzieścia lat 0d kiedy ponownie mieszkam w Polsce po 30 latach w Szwecji ale samemu przeciw wszystkim „znafcą” trudno jest coś zrobić. Może jako szef działu ….. idt skontaktuje Pan się z jakimś szwedzkim dziennikarzem (choć w zasadzie wystarczyłby pierwszy napotkany szwed lub szwedka) i zapyta jak to jest bo mnie nie musi Pan wierzyć oczywiście. Ale byłoby miło gdybym miał w Panu sprzymieżeńca w tej nierównej walce. Pozdrawiam i Hejdå

  2. ~Norbert Malecki

    18 czerwca 2017 at 01:01

    Powinien się Cibicki wstydzić że zdradził Polskę . Jeszcze kiedyś w przyszłości polscy kibice mu odpłacą pieknym za na dobre .

Zostaw odpowiedź