Dlaczego Messi z Ronaldo kiwają fiskusa?

Leo Messi i Cristiano RonaldoCiekaw jestem czy po świecie rozniesie się o inicjatywie kibiców Górnika Zabrze, którzy przebadali wykrywaczem kłamstw Adama Dancha, by zweryfikować plotki, że obstawiał u bukmacherów porażki własnej drużyny. Zawodnik skwapliwie zgodził się na badanie (ciekawe jakie byłyby konsekwencje odmowy?), wariograf wykazał czystość jego intencji, słowem atmosfera została oczyszczona. Może i pozostał lekki niesmak, ale nie uważają tak kibice Górnika, którzy w oświadczeniu podziękowali Danchowi za grę w barwach klubu.

Wariograf mógłby zakończyć wiele wątpliwości w świecie futbolu. Np. badaniu na okoliczność niezapłaconych podatków mogliby się poddać Cristiano Ronaldo czy w swoim czasie Leo Messi. Poprzestają na zapewnieniach o niewinności, ale na wszelki wypadek spłacają fiskusowi zaległe kwoty z odsetkami, żeby oddalić widmo więzienia.

W przypadku Argentyńczyka poskutkowało to tym, że hiszpański sąd skazując go na 21 miesięcy więzienia za ukrycie 4,16 mln euro z tytułu praw do wizerunku, zawiesił wykonanie kary. Jak skończy się sprawa Ronaldo, który zdaniem prokuratury ukrył 14,7 mln euro, przekazując prawa do wizerunku firmie z Wysp Dziewiczych, czyli najlepszego raju podatkowego na świecie, dopiero się dowiemy. Nie nastawiałbym się jednak, że zobaczymy Portugalczyka za kratami.

Dlaczego dwaj najlepiej zarabiający piłkarze świata (obaj z pierwszej piątki najlepiej zarabiających sportowców świata wg miesięcznika „Forbes”), słynący z akcji charytatywnych, zachachmęcili parę marnych (jeśli spojrzeć na ich zarobki) milionów? Po co ryzykowali nadszarpując swój tak cenny przecież wizerunek? Mało im? Przecież ciężko o większego krezusa niż piłkarz?

Nie tylko oni zresztą. Skazani za podobne oszustwa skarbowe wobec hiszpańskiego fiskusa zostali m.in. Javier Mascherano, Alexis Sanchez, Xabi Alonso, Angel di Maria czy Radamel Falcao. Pod lupą prokuratury właśnie znalazł się Jose Mourinho, który w okresie gdy trenował Real Madryt miał nie zgłosić 3,3 mln euro. Następni w kolejce czekają jego byli piłkarze Pepe i Fábio Coentrao. Dlaczego podobne skandale nie są udziałem gwiazd futbolu z Premier League czy Serie A, ale właśnie z La Liga?

Zwróciłem się z prośbą o konsultacje do profesora Roberta Gwiazdowskiego, eksperta w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha, którego ekonomiczne opinie bardzo sobie cenię. A przy okazji wielkiego kibica futbolu. Żartem odparł, że na miejscu Messiego i Ronaldo zacząłby od zwolnienia doradców podatkowych, ponieważ wybrali bardzo toporne metody. Istnieją dużo bardziej subtelne i skuteczne, z których korzysta finansowa elita świata.

„Dlaczego Hiszpania? Po pierwsze tamtejsze organy ścigania znane są z gry pod publiczkę i ścigania ludzi ze świecznika, jak żadne inne na świecie. Są arbitrzy piłkarscy, którzy stawiają sobie za cel ukaranie kartką wielkiej gwiazdę, sędziowie w Hiszpanii chcą zniszczyć Messiego czy Ronaldo jak zabójca Jessie Jamesa, który strzelił mu w plecy żeby przejść do historii” – mówi.

Finansowe tricki do jakich uciekają się gwiazdy La Liga wynikają zdaniem Gwiazdowskiego z tego, że owszem, zarabiają oni najwięcej, ale też najwięcej muszą oddać fiskusowi, co u każdego rodzi niechęć.

„Różne podatki mają różne konsekwencje” mówi. „Zły podatek od nieruchomości był przyczyną secesji Niderlandów od Hiszpanii w XVI wieku, obecnie zaś jest przyczyną upadku centrów wielu miast w USA. Złe podatki były też przyczyną „tej osobliwej łatwości, z jaką mahometanie dokonali swoich zdobyczy” – jak pisał Monteskiusz. „W miejsce nieustannych udręczeń, jakie wymyśliła chciwość cesarzy, ludy spotykały się z daniną prostą, łatwą do płacenia i do ściągania: wolej im było podlegać barbarzyńcom, niż skażonemu rządowi.”

Futbol też coś o tym wie. „W swoim czasie przecież to nie ilość dni słonecznych w roku tylko reforma podatków dla najbogatszych premiera Gordona Browna spowodowały, że Ronaldo przeniósł się z Manchesteru do Madrytu, gdzie obowiązywało tzw. „prawo Beckhama”, czyli linowy podatek dochodowy od nie-rezydentów w wysokości 24%”.

I przypomina zdarzenie z naszego podwórka, gdy okazało się że dwaj piłkarze wspomnianego Górnika, Robert Jeż i Michal Gasparik to… cypryjscy biznesmeni. Na Słowacji obowiązywał podatek liniowy, u nas progresywny, do tego jeszcze składki na ZUS i OFE, tylko dołożyliby do interesu. Płacili więc podatki na Cyprze. Gdzie zresztą rezydentami podatkowymi było kilku biznesmenów z listy najbogatszych Polaków „Wprost” i „Forbesa.

Zdaniem profesora Gwiazdowskiego samo tworzenie w rajach podatkowych tzw. trustów, czyli formy powierniczego zarządzania majątkiem przez ojców Messiego i innych piłkarzy nie jest niczym złym. „Skoro w Panamie czy Brytyjskich Wyspach Dziewiczych mogą to robić największe firmy świata jak Apple to czemu nie Ronaldo? Poza tym trust pomagający w ochranie majątku, planowaniu podatków i ewentualnej sukcesji majątkowej to instytucja o ponad 800-letniej tradycji. Zaczęło się od rycerzy udających się na wyprawy krzyżowe, którzy musieli jakoś zabezpieczyć finansowo rodzinę i siebie samych, nie wiedzieli bowiem czy wrócą, a jeśli tak, to kto będzie wówczas królem i jakie będzie miał wobec nich zamiary. Messi i spółka dziś grają, ale jutro przestaną. Chcą po prostu zabezpieczyć byt rodzinie na długie pokolenia” – mówi.

To więc nie przypadek, że po ujawnieniu kłopotów Messiego i Ronaldo kibice wcale się od nich nie odwrócili, ani nie wygwizdywali z trybun z tego powodu. Mało tego, skazaniu Argentyńczyka towarzyszyła wielka kampania w mediach społecznościowych #WeAreAllLeoMessi. „Wsparcia udzielali mu nawet fani wywodzący się z biedoty, dowodząc słuszności badań psychologicznych, że ludzie wcale nie są zwolennikami równego dzielenia dóbr. Uważają, że ci którzy mają większy udział w sukcesie, powinni dostawać więcej” – mówi prof. Gwiazdowski.

Cristiano Ronaldo i Leo Messi

 

 

1 Comment

  1. ~rzetelny podatnik

    8 lipca 2017 at 23:11

    Chyba kluczowy element to właśnie to, że organy w Hiszpanii bardziej niż gdzie indziej lubią pokazać się na świeczniku. Biorąc pod uwagę skalę tych ukrywanych dochodów, które dla osoby fizycznej rzeczywiście są kolosalne, to jednak nic przy optymalizacji podatkowej największych korporacji…

Zostaw odpowiedź