Mistrzostwa w Mekce niepełnosprawnych sportowców

Para Athletics

W Londynie ruszają Mistrzostwa Świata Osób Niepełnosprawnych w Lekkiej Atletyce (World Para Atlethics). A ja znów jak podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio będę miał zaszczyt pełnić rolę attache prasowego naszej reprezentacji i donosić państwu o sukcesach polskich sportowców. Te na pewno przyjdą. Wysyłamy największą ekipę w historii – 49 zawodników i dwójkę przewodników niewidomych. Na poprzednich MS w Doha w 2015 roku Polacy zdobyli 21 medali, teraz wcale nie musi być gorzej.

Impreza zapowiada się rekordowo. Organizatorzy chwalą się, że sprzedali już 230 tys. biletów na trybuny Stadionu Olimpijskiego (przerobionego na powrót z piłkarskiego na lekkoatletyczny, bo ostatnio stał się siedzibą klubu Premier League – West Ham United). Do dopingowania paraolimpijczyków osobiście zachęcał brat następcy brytyjskiego tronu, Książę Harry. W kampanię włączyło się wielu celebrytów, aktorów, piosenkarzy i zawodników londyńskich klubów piłkarskich, promując w mediach społecznościowych hasztag #fillthestadium – wypełnijmy stadion.

Nie będzie z tym problemu, bo Londyn to prawdziwa mekka sportów paraolimpijskich. Udowodniły to igrzyska w 2012 – wypełnionymi po brzegi trybunami i fantastyczną atmosferą. – Po Pekinie, gdzie trybuny wypełniono urzędowo i kompletnie pustych Atenach to był szok. Takiego dopingu nie mieliśmy nigdy. Nie dało się opuścić stadionu z medalem na szyi, bo ludzie zatrzymywali o autografy, zdjęcia – opowiada Alicja Fiodorów, mistrzyni świata na 400 m, wielokrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich.

– W Anglia to jeden z tych krajów, gdzie sport niepełnosprawnych traktuje się na równi ze sportem pełnosprawnych. Zresztą trenują wspólnie, mają tę samą opiekę, stypendia. A kibice doskonale rozumieją zasady zawodów, podziału na kategorie niepełnosprawności, rozpoznają najlepszych zawodników – dodje.

Takie podejście marzy się Maciejowi Lepiato, największej polskiej nadziei na złoto w Londynie. Dwukrotny mistrz paraolimpijski w skoku wzwyż, trzykrotny mistrz świata w gorzkim wpisie na Facebooku zaapelował do mediów o większą uwagę, a do kibiców o wsparcie.

– Sport niepełnosprawnych nie cieszy się zainteresowaniem mediów. Czas to zmienić. Pokażmy, że jest wiele osób, które to interesuje. Czy chcecie znajdować takie informacje na stronach sportowych głównych mediów? Jeżeli tak, to kliknijcie i udostępniajcie innym! – zapisał, zyskując póki co 7,5 tys. polubień.

– Z badań opinii publicznej wynika, że Polacy interesują się sportem niepełnosprawnych. W praktyce tego nie widać. Nie czuję się znany. Po paraolimpiadzie zdarza się, że ktoś obcy rozpoznaje mnie na ulicy. Ale to trwa krótko, najwyżej kilka tygodni. Potem wszystko wraca do normy. Zapominają też dziennikarze. Czasami po zawodach ktoś zadzwoni, ale są to sporadyczne sytuacje i raczej media lokalne – napisał na łamach wyborcza.pl.

Jego zdaniem winne są stereotypy. Ludziom wydaje się, że sport niepełnosprawnych jest bardziej amatorski i uprawiany tylko dla przyjemności. – Sukcesy rzeczywiście sprawiają mi przyjemność, ale mój trening nie ma nic wspólnego z amatorstwem. Poświęcam się sportowi tak jak zawodowcy – na pełen etat – zapewnia.

Lepiato ma końskoszpotawe zakończenie stopy, lewą nogę krótszą o 5 cm, duży ubytek mięśniowy poniżej kolana i praktycznie nieruchomy staw skokowy. Mało tego, nie skacze w specjalnie przystosowanym bucie, bo nikt takiego dla niego nie zaprojektował ani nie wykonał. Zamiast tego dokleja taśmą do buta kilka podeszw. Mimo to jego rekord życiowy i zarazem świata wynosi 2,22 m. Na igrzyskach w Rio mając już złoty medal w kieszeni, atakował 2,30 m. Stąd jego marzenie o występie na igrzyskach olimpijskich.

– Moje skoki w Rio utwierdziły mnie, że to nie mrzonka. Na igrzyskach w Tokio w 2020 roku chciałbym rywalizować ze sportowcami w pełni zdrowymi. Droga do tego nie będzie usłana płatkami róż. Czeka mnie jeszcze cięższa praca. Ale kocham to! Pierwszy przystanek – Londyn! – mówi.

Maciej LepiatoLepiato to odkrycie słynnego łowcy paraolimpijskich talentów, trenera Zbigniewa Lewkowicza, który namówił na sport wielu przyszłych mistrzów. W Londynie wreszcie zostanie godnie uhonorowany. MŚ będą pierwszą imprezą sportową tej rangi w historii, na której medalami tego samego koloru co zawodnicy zostaną nagrodzeni również ich szkoleniowcy. Nikt nie zasługi na takie wyróżnienie bardziej niż trener sekcji lekkoatletycznej Gorzowskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych Start!

Drugi z jego najbardziej utytułowanych zawodników, Bartosz Tyszkowski, leci do Londynu powetować sobie wielkie rozczarowanie z Rio, walkę o złoto w pchnięciu kulą przegrał o… jeden centymetr!

Bartek startuje w kategorii F40 oznaczającej niskorosłość. Dotknęła go w młodości podobna choroba co Leo Messiego, niestety nie przeszedł kuracji hormonalnej jak przyszła gwiazda futbolu. Urósł tylko do 140 cm. Ale nigdy nie czuł się niepełnosprawny. Też kochał piłkę, grał w nią jak długo się dało. Ma nawet na koncie jedną oficjalną bramkę w barwach Stilonu Gorzów.

Lewkowicz namówił go na pchnięcie kulą i rzut dyskiem. Okazał się do tego stworzony. W wieku 21 lat miał już na koncie rekordy świata w obu dyscyplinach i tytuł „Niepełnosprawnego Sportowca Roku 2015” w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

Tym boleśniejsza była porażka w Rio z największym rywalem, Niemcem Niko Koppelem, z którym wcześniej nie przegrał ani jednych zawodów od… trzech lat! Zapowiedział po niej zmianę techniki rzutu z dwukroku tyłem na obrotową. Plan na Londyn: znów usłyszeć z podium Mazurka Dąbrowskiego!

Medale Para Athletics

Zostaw odpowiedź