Nie widać końca transferowego szaleństwa

Neymar i PiqueTrwa najbardziej wariackie okro transferowe w historii futbolu. Właściciele klubów przypominają owładniętego manią gracza w kasynie, pchającego na środek stołu górę żetonów, zza której ledwo go widać. Ledwo rozpętała się afera z aktywacją przez PSG klauzuli wykupu Neymara z Barcelony w wysokości 222 mln euro, a już musimy otrząsać się po informacji, że Real Madryt zgadza się zapłacić 180 mln za Kyliana Mbappe.

Swoją drogą jeśli „królewscy” gotowi są tyle wyłożyć na 18-latka mającego za sobą świetny sezon, ale dopiero pierwszy w zawodowym futbolu, to ile powinien kosztować kapitan reprezentacji Brazylii, triumfator Ligi Mistrzów i już sprawdzona marketingowa maszyna do zarabiania pieniędzy?

Zaczadzone szalonymi kwotami media zamiast analizować sens wydawania takich 180 mln na nastolatka, który jeszcze w styczniu wg Transfermarkt.de był wart 10 mln, licytują się przeliczaniem co można by za to kupić. Hiszpańska „Marca” informuje, że Mbappe jest wart tle, co dwa obrazy Muncha „Krzyk”, 1800 nocy w najdroższym hotelu świata i lot na księżyc. Wg „L’Equipe” starczyłoby na 704 000 konsol PlayStation, 110 000 iMaców czy pięć modeli Ferrari 250 GTO, a szacowny „The Times”, że na 64 modele Bugatti Chiron, dwa startujące pionowo jednosilnikowe myśliwce wielozadaniowe piątej generacji F-35B, 1112-letnią miesięczną pensję premier Theresy May i 100 mln kopii „Timesa”. Fascynujące.

Szaleństwo potęguje chaos informacyjny, plotki i spekulacje mieszają się z prawdziwymi wiadomościami, te z ewidentnymi fake-newsami. Poraża bierność klubów. Barcelona milczy, nie wydaje oświadczenia np. ustami swego prezydenta, że „Neymar nigdzie nie odejdzie, kocha klub, a my potrafimy przekonać go do pozostania” albo „niestety PSG aktywowało klauzulę, nic nie możemy zrobić, ale jesteśmy gotowi ściągnąć za te pieniądze godnych zastępców”.

Zamiast tego kibice żyją przez kilka dni tweetem Gerarda Pique, który publikuje swoje zdjęcie Neymara z zapewnieniem, że ten „Zostaje!” Obrońca Barcy od jakiegoś czasu zachowuje się jak nieformalny prezes klubu. Osobiście namówił na współpracę potężnego japońskiego sponsora, który wyparł z koszulek Blaugrany Qatar Airways. Skoro załatwia takie rzeczy, to może i ma decydujący głos w sprawie Neymara – mają prawo myśleć fani.

A jeszcze ostatnio, rozczarowany mediami Pique, zapowiedział stworzenie alternatywnego kanału komunikacyjnego, który pozwoli na bezpośredni kontakt między piłkarzami a fanami. – A nuż dokonał pierwszego aktu komunikacji po nowemu? – łamali sobie głowę ci ostatni.

W każdym razie to koniec sagi? Nic z tych rzeczy. Po dwóch dniach: buum! Pique usprawiedliwia się, że tylko wyraził własną opinię. Po prostu sam bardzo by chciał, żeby Brazylijczyk został w klubie, dlatego dał takie zdjęcie. Ale nic nie jest przesądzone. Głos musi zabrać sam Neymar.

Ciekawe jak przy takiej huśtawce nastrojów zachowywałyby się akcje Barcy na giełdzie, gdyby klub był tam notowany? Szły by w górę dzięki perspektywie zarobku 222 mln euro, czy leciały w dół z powodu utraty gwiazdy?

Jeśli PSG ostatecznie skusi Neymara „możliwością bycia liderem” oraz 150 mln euro za pięć lat kontraktu, nie licząc 100 mln euro dla taty oraz trudnych do wyceny udziały w sieci hoteli należących do właściciela paryskiego klubu, Nassera Al-Khelaifiego, zacznie się inne szaleństwo. A mianowicie próba sił między PSG i UEFA, której reguły Finansowego Fair Play Katarczycy muszą bezczelnie obejść, żeby sfinalizować transfer.

Wiadomo z grubsza jak to zrobią: firma Qatar Sports Investments, której szefem, tak się szczęśliwie składa, jest tenże sam Al-Khelaifi, podpisze z Brazylijczykiem umowę na promowanie mundialu w 2022 roku. Wartą – co za przypadek – 222 mln euro. Zawodnik wykupi za tę sumę swój kontrakt w Barcelonie i będzie mógł zupełnie rozpocząć karierę w Paryżu. PSG pozyska tym samym zawodnika zupełnie za darmo.

Pytanie czy UEFA pozwoli się tak ograć. Czy przymknie oko, nie chcąc wchodzić w konflikt z najprężniej inwestująca w futbol nacją świata? Czy też pójdzie na zwarcie, broniąc własnej zasady, że klubom nie wolno wydawać więcej niż wynoszą ich przychody? Bo jeśli ugnie się raz, wszystkie te zasady będzie można wyrzucić do kosza.

Jeśli nawet transfery Neymara i Mbappe nie dojdą do skutku, tylko trochę zmniejszy to szaleństwo transferowego okna. Napompowane fortuną z praw telewizyjnych na potęgę szastają kluby Premier League. Stoke wydaje na transfery więcej niż regularny półfinalista Ligi Mistrzów Atletico Madryt, a Manchester City aż za trzech zawodników zapłacił ponad 50 mln euro (Benjamin Mendy, Kyle Walker i Bernardo Silva). Na fali tej koniunktury Manchester United płaci za Romelu Lukaku 85 mln, Chelsea za Alvaro Moratę – 65 mln, obaj jeszcze niedawno kosztowaliby pewnie góra 30 mln.

Jak głos na puszczy brzmią deklaracje prezesa Bayernu Monachium, Uli Hoenessa który cenę jaką PSG chce zapłacić za Neymara nazwał oznakę słabości i oznajmił, że jego klub nie da wciągnąć w transferową spiralę. Nie będzie kupować piłkarzy za 150-200 mln euro, nie wyda też 80-100 mln na takie gwiazdy jak Marco Verratti czy Alexis Sanchez, których pensje muszą później oscylować w granicach 25 mln euro. Woli już przebudowywać zespół stawiając na młodych.

Że z takimi nabytkami jak Sebastian Rudy, Niklas Suele, Serge Gnabry czy Corentin Tolisso ciężko będzie odnieść sukces w europejskich pucharach? Hoeness nie ma złudzeń i przyznaje, że Bayern nie będzie stawiał sobie za cel wygrania Ligi Mistrzów, dopóki transferowe szaleństwo nie ustąpi. Trudno, trzeba przeczekać.

Kylian Mbappe i 180 milionów euro

Zostaw odpowiedź