To wciąż nie ta drużyna Nawałki, w której się zakochaliśmy

Reprezentacja PolskiWymęczona wygrana z Kazachami, trzy punkty i utrzymana trzypunktowa przewaga w tabeli cieszą, ale jest to jedyny powód do satysfakcji po poniedziałkowym mecz na Stadionie Narodowym. Pokazał on, że niestety klęska z Danią nie była „wypadkiem przy pracy” czy kumulacją błędów, które zdarzyły się jednym spotkaniu, wyczerpując limit pecha na całe eliminacje.

Zaczęło się obiecująco, szybko zdobytym golem Arka Milika (świetny powrót po ponad rocznej przerwie, acz znów ta nieskuteczność) po akcji Macieja Rybusa i asyście Macieja Makuszewskiego. Czyli akurat tych trzech zawodników, których Adam Nawałka wprowadził do pierwszej jedenastki po Danii. Brawo za trafne zmiany.

Potem jednak „biało-czerwoni” skazali nas na festiwal nieporadności, błędów i nieporozumień „zarówno w obronie jak i w ataku”. Zbyt łatwo pozwalali Kazachom na stwarzanie zagrożenia pod własną bramką, co skończyło się kilka razy groźnie, a raz golem, przy na szczęście dla nas arbiter dopatrzył się tam spalonego, bo byłoby 1:1.

Znów wiele do życzenia pozostawała postawa naszego lidera środka pola, Piotra Zielińskiego, który zagrał niewiele lepiej niż w Kopenhadze. Kamil Grosicki także nie „wrzucił turbo”, to był co najwyżej trzeci bieg. Niepewnie grali środkowi obrońcy z tym, że tym razem Kamil Glik zamienił się z Michałem Pazdanem w roli popełniającego więcej błędów. Na szczęście zrehabilitował się w golem w drugiej połowie.

Czy ta nerwowa, szarpana gra wynikała ze strachu przed świadomością braku formy i konsekwencji jakie przyniosłaby strata punktów z Kazachstanem? Czy nie udało się oczyścić do końca głów – o czym mówił przed meczem Grosicki?

Zrobiliśmy ważny krok do awansu do mundialu, wtłoczyć gola, wyszarpać zwycięstwo gdy nie jest się w optymalnej formie to też cenna umiejętność, której niektórym dawnym kadrom brakowało. Ale bardzo dobrze, że mundial w Rosji dopiero w przyszłym roku. Z Kazachstanem wciąż nie oglądaliśmy tej drużyny Nawałki, w której zakochali się kibice w poprzednich eliminacjach i na Euro 2016, skoncentrowana, zdeterminowana, agresywna, bezbłędna w defensywie z „profesorem” Glikiem i „stoperanem” Pazdanem. Gdyby w poniedziałek biało-czerwoni mierzyli się z odrobinę silniejszym rywalem, passa zwycięstw na Stadionie Narodowym mogłaby się skończyć. Niech plusy tego 3:0 nie przesłonią nam minusów. To był tylko Kazachstan, któremu pozwoliliśmy na zbyt wiele.

Reprezentacja Polska

Zostaw odpowiedź