Gdy upada twój idol

To zawsze bardzo przykra sprawa, kiedy twoi idole z dzieciństwa przegrywają po zakończeniu kariery. Zachwycali na boisku, ale kiepsko radzą sobie z resztą życia. Ich koledzy robią karierę na ławkach trenerskich albo w studiach komentatorskich, są dyrektorami sportowymi w klubach, działaczami w federacjach. Ich niszczą nałogi, złe biznesy lub związki. Nie umieją odnaleźć się w nowych czasach.

Po jednej stronie ci, dla których zamknięcie przygody z czynnym sportem było rozpoczęciem równie udanego nowego etapu: np. Zbigniew Boniek, Adam Nawałka czy Marek Koźmiński. Lub – żeby nie ograniczać się tylko do piłki nożnej – Monika Pyrek, Robert Korzeniowski czy Artur Siudmiak. Wciąż rozpiera ich energia z boiska i bieżni, wciąż nakręca ich głód sukcesów. Spełniają się w innych rolach, ale wciąż rozwijają dyscyplinę, która wyniosła ich na szczyty.

A na przeciwległym biegunie postaci takie jak opłakiwany przez nas niedawno śp. Stanisław Terlecki, któremu inteligencja, niepokorny charakter i  bezkompromisowość nie pozwolił osiągnąć więcej na boisku, a później np. stać się czołowym komentatorem. Na końcu ani sam nie był w stanie sobie pomóc, ani skorzystać z pomocy przyjaciół. Odszedł przedwcześnie, przegrywając samotną walkę z własnymi słabościami, z powodu wieloletniego wycieńczenia organizmu.

***

Każdy kraj ma swoje podobne historie, swoich wygranych i upadłych idoli. Np. w Anglii zachwyca Gary Lineker, który zrobił błyskotliwą karierę w mediach, prowadzi m.in. najbardziej renomowany program piłkarski na Wyspach – „Match of the Day” w BBC. Jak w czasach gry nadal ma mnóstwo kontraktów reklamowych, firmę produkcji filmowej, jest też prowadzącym prestiżowej gali Sportowej Osobowości Roku BBC.

Tymczasem jego dawny kolega z boiska, który zgarnął tę nagrodę w 1990 roku, Paul Gascoigne balansuje na granicy życia i śmierci, depresji i upojenia alkoholowego. Policja już kilka razy zatrzymywała go na podstawie ustawy o zdrowiu psychicznym, bojąc się, że popełnieni samobójstwo. Raz odratowano go w pokoju hotelowym, gdy pijany o mało nie utopił się w wannie.

Nazywany przez samego Linekera „najbardziej uzdolnionym zawodnikiem, jakiego wydała Anglia”, „geniuszem” przez Alan Shearera „Gazza” co rusz trafia w fatalnym stanie na czołówki tabloidów. Za przemoc wobec żony Sheryl, także po rozwodzie, jazdę po pijanemu (kiedy jeszcze miał czym jeździć), przed wejściem i po wyjściu z kliniki odwykowej. Ostatnio jako wrak człowieka w starym szlafroku, z raną na głowie i złamanym petem w ustach…

Nie pomagają zrzutki robione przez byłych kolegów, wysyłanie na przymusowe leczenie. Prób znalezienia roboty już nikt nie podejmuje. Nałogi i pęd do destrukcji władają „Gazzą” niepodzielnie.

***

Ze smutkiem obserwuję w mediach upadek kolejnego byłego reprezentanta Anglii, innego wielkiego idola Newcastle United, Petera Beardsley’a. Klub zawiesił go właśnie w funkcji trenera drużyny U-23 po oskarżeniach przez jego własnych zawodników o rasizm, mobbing i zastraszanie.

Beardsley nie był może moim idolem, ale pamiętam go doskonale z boiska, zagrał w kadrze 59 razy w tym na dwóch mundialach. A zwłaszcza pamiętam bombę jaka posłał z prawego narożnika do bramki Józefa Wandzika w eliminacjach ME w 1992 na Wembley.

Trzy lata później rozmawiałem z nim o tym golu podczas wywiadu. Jako wówczas jeszcze stażysta „Gazety Wyborczej” trafiłem na St James Park. Beardsley okazał się niezwykle miły i uprzejmy (nie każdy palił się udzielić wywiadu dziennikarzowi z Polski). Po wszystkim zaproponował nawet, że przyprowadzi z szatni dowolnego kolegę.

Kilka dni temu Newcastle zwiesił go i wszczął dochodzenie po incydencie w parku rozrywki Go Ape, dokąd zabrał drużynę. Widząc jak grupa czarnoskórych piłkarzy nie radzi sobie ze wspinaczką na linie, miał do nich rzucić: „Co tak wolno? Akurat wasza grupa powinna być w tym dobra”. Nie wytrzymał urodziny w Londynie marokański skrzydłowy, Yasin Ben El-Mhanni i złożył oficjalną skargę w klubie.

Kiedy o tym usłyszałe, zapaliła mi się czerwona lampka. W dobie poprawności politycznej zarzuty o rasizm mają siłę bomby atomowej, zniszczą każdą karierę. A co jeśli są tylko pomówieniami, zemstą nie wystawianego zawodnika?

Niestety media zaczęły prześcigać się w relacjach obecnych i byłych zawodników, narzekających na traktowanie przez trenera. Czarnoskórzy zarzucali mu, że nieustannie kwestionował ich wiek i oskarżał o fałszerstwo. Inni, że nie mógł znieść gdy któryś dostawał powołanie do pierwszej drużyny lub reprezentacji. Po powrocie od razu traktował kogoś takiego gorzej, poniżał i upokarzał w obecności reszty. Jakby wkurzało go, że się robią kroki w rozwoju.

Wg „Daily Mail” z tego powodu pożegnał się z klubem utalentowany obrońca reprezentacji Anglii U-17, Lewis Gibson. Jeden z asystentów Beardsley’a miał mu doradzić, żeby uciekał spod skrzydeł trenera. Rodzice piłkarza opisali sytuację w liście o Angielskiej Federacji.

Władze klubu prowadzą dochodzenie, ale najwyraźniej o trudnym charakterze swojej legendy (108 goli w 276 meczach) wiedziały od dawna. W 2003 roku władze Premier League prowadziły badały oskarżenia, że zastraszał trzech piłkarzy Akademii, ale uniewinniono go z braku dowodów.

W 2006 ówczesny menedżer Newcastle, Glenn Roeder przeniósł Beardsley’a ze sztabu szkoleniowego do… działu PR. Przedostatni trener, Alan Pardew kazał mu się wynieść z pokoju trenerskiego do jednoosobowego gabinetu. Jego następca, Rafa Benitez zaś przeniósł całą drużynę U-23 do Akademii, byle nie musiała się spotykać z pierwszą. Przerzucano go niczym gorący kartofel aż doszło do przykrej sytuacji. Dla wszystkich, którzy go lubili, cenili i mają w pamięci jako świetnego piłkarza. Szkoda.

Zostaw odpowiedź