Liga Narodów i podatek od luksusu

Wystartowała Liga Narodów. Samego losowania nie chcę już komentować. Jest dobre, bo nie mogło być słabe. Ale zaczekajmy do jesieni, kiedy będzie wiadomo po pierwsze kto będzie wówczas prowadził reprezentacje Polski i naszych grupowych rywali – Portugalię i Włochy. A po drugie jacy piłkarze będą w nich grać i w jakich nastrojach po mundialu w Rosji.

Natomiast nowe rozgrywki UEFA witam z radością, jak chyba zwłaszcza każdy polski kibic. Koniec z meczami towarzyskimi o nic i bez prestiżu, letnich, poprzedzanych wyliczanką jakich to największych gwiazd naszej drużyny i rywala zabraknie. Wiadomo jak traktowane są sparingi – jak zło konieczne, obowiązek do odbębnienia. Od lat coraz bardziej traciły na znaczeniu, a trenerzy klubowi z coraz większą niechęcią puszczali na nie swoje ciężko opłacane gwiazdy, które nie raz,  nie dwa ściemniały kontuzję, byle tylko uwolnić się od przykrego obowiązku.

Co prawda polscy kibice idąc za „modą na kadrę” zapełniali ostatnio stadiony nawet podczas jej meczów o pietruszkę. Ale przynajmniej u samych zawodników wrośnie znaczenie tych spotkań. Polskę czekają cztery mecze z silnymi, prestiżowymi rywalami, podczas których nie wypada się nie pokazać.

Poza tym zamiast pietruszki pojawia się stawka – po pierwsze pieniądze, bo nadawcy telewizyjni zapłacą więcej niż za zwykły mecz towarzyski, a po drugie ułatwiony awans do mistrzostw Europy.

***

Znaleźli się jednak i sceptycy. W Polsce jeszcze w miarę umiarkowani, jak Tomasz Hajto, który woli najpierw poczekać nim przekona się do nowych rozgrywek. Jak mówi, na razie to dla niego półprodukt, którym nie wypada się podniecać, bo jest jak pierwsze rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

Tyle że w eliminacjach Champions League polskie kluby mierzą się z drużynami, których nazwy ciężko dziś nawet przytoczyć z pamięci. A w Lidze Narodów czeka nas zaś rywalizacja z zespołami z prawdziwej elity – choćby aktualnymi mistrzami Europy, czyli to tak jakby polski klub mierzył się z Realem Madryt.

Najostrzej skrytykowali ideę Ligi Narodów Niemcy. Prezydent Bayernu Monachium, Karl-Heinz Rummenigge stwierdził, że jej rozgrywki tylko wycisną z zawodników dodatkowe siły, ci zaś i tak już dochodzą w sezonie do limitu możliwości, co kończy się przewlekłymi kontuzjami. „Nikt nie tęskniłby za meczami towarzyskimi, gdyby je zlikwidowano. Nie potrzebujemy ich wcale, a nie nowych rozgrywek w ich miejsce”.

Z kolei dyrektor Bayeru Leverkusen, Rudi Voeller stwierdził, że Liga Narodów to niewypał i szybko zostanie zniesiona. Jego zdaniem to taki kolejny Puchar Konfederacji, którym kibice szczególnie się nie przejmują, a Niemcy wysłały na niego ostatnio swój rezerwowy skład (i tak go wygrywając).

Pomysł skrytykował też były szef FIFA, Sepp Blatter, który stwierdził, że Europy dystansuje się od innych kontynentów. Nie  będzie już bowiem terminów, żeby jej zespoły grały spotkania towarzyskie przeciwko drużynom z Azji, Afryki i obu Ameryk.

***

Niemcy traktują Ligę Narodów jako kolejny skok UEFA na kasę, którą ta co prawda podzieli się ze wszystkimi federacjami, ale akurat niemiecka kompletnie jej nie potrzebuje. Jednak inne, biedniejsze kraje na pewno ją docenią. Zaś kibice takich krajów jak Polska możliwość rywalizacji z najlepszymi zamiast, z całym szacunkiem, Litwą, Węgrami czy Łotwą.

O wiele mniejsze szanse powodzenia wróżę drugiej reformie UEFA, Finansowemu Fair Play 2.0, mającemu zastąpić obecne przepisy, które okazały się fikcją. Założenie było proste – klubom nie wolno było m.in. zadłużać się, zalegać ze spłatami i przede wszystkim wydawać więcej, niż zarobiły w poprzednim sezonie. Najbogatsze kluby drwiły sobie jednak z zakazów, sprytnie je obchodząc. Najbardziej spektakularnie PSG, które ostatniego lata sprowadziło Neymara i Kyliana Mbappe za 402 mln euro, przekonując, że tego ostatniego tylko wypożycza. Choć prezes La Liga Javier Tebas składał oficjalne skargi, a UEFA groziła konsekwencjami, skończyło się jak zwykle, czyli na niczym.

Teraz wg dziennika „Le Parisien” zamierza m.in. wprowadzić przepis,

Że kluby będą mogły wydać maksymalnie 100 mln euro więcej niż zarobiły ze sprzedaży swoich piłkarzy. Czyli PSG we wspomnianej sytuacji musiałoby najpierw sprzedać zawodników za 300 mln euro.

Kto nie spełni kryteriów, tego UEFA obciąży tzw. „podatkiem od luksusu”, które federacja rozdzieli później między biedniejsze kluby. Tyle, że bogatych inwestorów z Zatoki Perskiej czy rosyjskich oligarchów stać na płacenie owego „luxury tax”, który po prostu wliczą w koszty transferu. Poza tym zacznie się fikcyjna sprzedaż zawodników za 100 mln euro do zaprzyjaźnionych klubów, jak w swoim czasie ze sprzedażą praw do nazw stadionów, nadmiernie pompowanych.

Dopóki UEFA nie zacznie naprawdę karać klubów za obchodzenie jej przepisów – np. odsunięciem od gry w europejskich albo krajowych rozgrywkach, nie powstrzyma bogatych przed wydawaniem jeszcze większych pieniędzy na swoje ulubione zabawki.

 

Zostaw odpowiedź