Pjongczang 2018. Pita Taufatofua znów spełnił marzenie

Jego nazwiska pewnie nie kojarzycie, ale na pewno pamiętacie obrazek z ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie na czele jednej z ekip szedł rozebrany do pasa, cały lśniący, bo nasmarowany olejem kokosowym mężczyzna w słomkowej sukience i koralikami na rękach. Wyglądał jakby urwał się z planu „Gry o Tron”, gdzie grał jednego z wojowników barbarzyńskich Dothraków. Zaszczytną rolę chorążego reprezentacji Tonga pełnił Pita Taufatofua, 34-letni zawodnik taekwondo.

Okazuje się, że obejrzymy go i na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu, gdzie zakwalifikował się w biegach narciarskich, mimo że zaczął je trenować zaledwie rok temu – na początku 2017 roku. Jak mówi Pita, występ w Rio było dla niego tak ogromnym przeżyciem, że gdy odpadł już w I rundzie turnieju taekwondo, postanowił nie czekać aż cztery lata na kolejne letnie igrzyska w Tokio, ale spróbować wystartować już w zimowych. Przyglądając się obecnym tam dyscyplinom postanowił wybrać biegi narciarskie, bo jak uznał, najważniejsza jest w nich siła fizyczna. W dodatku do treningów na wyspach Tonga, czyli na południowym Pacyfiku, gdzie średnia roczna temperatura to 24-29 stopni, słońce świeci 350 dni w roku i nigdy nie spadł tam śnieg, do treningu wystarczą nartorolki i asfaltowe drogi. Nie potrzebne są ani skocznie, ani kryte lodowiska, ani skomplikowane tory bobslejowe.

Zawodnik znalazł sponsorów, którzy sfinansowali mu udział w cyklu zawodów przedolimpijskich FIS. Zadebiutował od razu na mistrzostwach świata w  narciarstwie klasycznym w fińskim Lahti, gdzie zajął 153. miejsce na 156 sklasyfikowanych zawodników. Nie był ostatni, co dodało mu motywacji. „To było szaleństwo. Serce łomotało mi jak szalone jeszcze 24 godziny po biegu, przez dwa dni nie mogłem nawet pić, bo tak paliło mnie gardło” – opowiada w reportażu w „Wall Street Journal”.

Taufatofua wziął też udział w mistrzostwach Polski na Polanie Jakuszyckiej, gdzie w biegu na 15 kilometrów „łyżwą” zajął 40 miejsce, tracąc do zwycięzcy – Dominika Burego aż 45 minut. Jak tłumaczył, przez pecha – na pierwszym okrążeniu puściło mu wiązanie i narta zjechała muz góry. „Musiałem jej szukać i przez to straciłem wiele czasu. To spowodowało, że reszta biegu nie była dobra. Ale my ludzie z Tonga nigdy się jednak nie poddajemy i walczymy do końca” – mówił na mecie.

Udało mu się zakwalifikować dopiero podczas ostatnich zawodów w cyklu, na Islandii. „To była moja ostatnia szansa, ostatni dzień kiedy awans był możliwy i do tego jeszcze ostatni bieg tego dnia! Udało się! Moje wielkie marzenie się spełniło! Ludzie nie wiedzą jak wiele pracy włożyłem, żeby znaleźć się w Pjongczang. Myśla, że to wszystko zabawa, pamiętają tylko lśniącego faceta z flagą. A ja treningom poświęciłem się całkowicie. Finansowo jestem w najgorszej sytuacji w życiu, ale jednocześnie nigdy nie czułem się bardziej szczęśliwszy. Dokonałem niemożliwego! Zakwalifikowanie się na letnie igrzyska zajęli mi 20 lat treningów taekwondo. A na zimowe tylko rok!” – opowiada w rozmowie z „WSJ”.

Zostaw odpowiedź