Pjongczang 2018. Kilka pytań o igrzyska

Dziennikarz sportowy jest pod tym względem jak polityk. Codziennie musi być przygotowany, że o ile zostanie rozpoznany, rodacy zasypią go trudnymi pytaniami, na które albo nie będzie znał odpowiedzi, albo nie będzie mógł powiedzieć. W roku takim jak ten, spotykam dwa zasadnicze pytania: jak daleko Polska zajdzie na mundialu w Rosji i ile medali przywieziemy z Pjongczang? Na drugie i jeszcze parę postaram się odpowiedzieć tutaj.

Czy Kamil Stoch powtórzy sukces z Sochi?

A kto to może wiedzieć, panie kochany! Pewnie, że go na to stać. Dopiero co wygrał Turniej Czterech Skoczni, stawał na najwyższym podium w każdym konkursie. Emanuje pewnością siebie. Widać, że i wie i kocha to co robi. Rewelacyjnie wypadł na treningach i w kwalifikacjach w Pjongczang. W dodatku, jak sam przekonuje, o ile fizycznie jest w tak samo dobrej formie jak na igrzyskach cztery lata temu, to w głowie ma poukładane jeszcze lepiej niż wtedy. A jak wiadomo, głowa u skoczka to 80 procent sukcesu.

Tyle że w tej dyscyplinie tak dużo zależy od niuansików, na które zawodnik nie ma wpływu! Każą mu ruszyć z belki w nieodpowiednim momencie i już po medalu. Zdradliwy wietrzyk ściągnie na dół, to samo. Za to poniesie ciut dalej rywala i złoto zgarnia ku zaskoczeniu ktoś jak Lars Bystøl w Turynie, o naszym Wojtku Fortunie w Saporro nie wspominając. Ale liczę na trzy medale.

Kto będzie najbardziej sfrustrowanym polskim kibicem?

Już wiadomo, że pisarz Wojciech Kuczok. Od trzech felietonów na stronach sportowych „Gazety Wyborczej” szydzi z religijności skoczków i wiary w ogóle. Irytują go zawodnicy, bo przed zjazdem z belki czynią znak krzyża, czym „obrażają moje uczucia ateistyczne”. Dodaje łaskawie, że mniej go drażnią ci, którzy po sukcesie dziękują Bogu, niż ci, którzy wzywają go na pomoc przed startem. „Skoczek (…) nie powinien się zachowywać jak pan Zenek z aerofobią, który umiera ze strachu w kołującym aeroplanie” – pisał. Dodając, że „żadną pracę z psychologiem nie uwierzę, dopóki to nerwowe »Wymię ojca…« będzie poprzedzało każdy dojazd do progu”.

Po drugim felietonie przywołany do pionu Dawid Kubacki odpowiedział Kuczokowi, że znak krzyża pomaga mu być lepszym zawodnikiem. „Dzięki temu czuję, że mam na skoczni dodatkowe wsparcie. Tak, jakbym miał przy sobie psychologa. Dzięki temu ze spokojem podchodzę do pewnych rzeczy, mając świadomość, że ma się wsparcie z góry.”

Już sam fakt, że ktoś został z powodu wyznawanej wiary napiętnowany i  zmuszony, żeby się z niej tłumaczyć jest wystarczająco żenujący. A tu jeszcze wielki sportowiec, pochodzący z pobożnej góralskiej rodziny. Igrzyska to będzie trudny czas dla pana Wojtka. Tyle najazdów kamery na żegnających się zawodników w krótkim czasie, takie stężenie przywiązania do wiary… Trzymajmy kciuki, żeby to jakoś przetrzymał, stłumił obrzydzenie. A najlepiej jakby zdołał stłumić chęć pisania o skoczkach.

Czy w ekipie Norwegii wystąpią astmatycy?

Tak. Wydaje się, że w Pjongczang rzeczywiście wystąpi paru cierpiących na tę przypadłość sportowców, co jest powodem szczególnego podziwu. Jak ujawniła norweska telewizja NRK, ekipa z tego kraju przywiozła do Korei ponad 6000 dawek leków na astmę. Wg oficjalnego raportu w torbach norweskich lekarzy znajdzie się m.in. 1800 dawek Symbicortu, 1200 Atroventu, 1200 Alvesco, 360 Ventoline oraz 1200 Airomiru.

Ktoś mógłby wyrazić zdziwienie czy to nie za dużo i skąd w Skandynawii, gdzie tak czyste powietrze, aż tylu chorych. Dla porównania Finowie zabrali do Pjongczang 10-krotnie mniejszy zapas leków, a Szwedzi w ogóle żadnych, bo uznali, że ewentualny atak choroby powinien być leczony w klinice olimpijskiej.

„Zabraliśmy tyle dawek, aby mieć pewność, że niczego nie zabraknie” – wyjaśnia członek norweskiej ekipy, Thor Oistein. Zbiegło się to z reportażem szwedzkiej telewizji SVT, wg którego 70% medali olimpijskich Norwegów w ostatnich 26 latach zdobyli sportowcy astmatycy. Jak to możliwe? – „Nie mam astmy, ale biorę leki na astmę i będziemy tak w norweskiej kadrze robić dalej. To prewencja” – wyjaśnia mistrz świata w biegach narciarskich, Finn Hågen Krogh.

Czy w Korei wystąpią „Ruscy”?

Trochę tak, a trochę nie. Wystąpić będą mogli tylko ci zawodnicy, którzy przeszli weryfikację i nie ciągnie się za nimi żadna dopingowa historia. Ale nie jako Rosjanie, ale „Olimpijscy atleci z Rosji” i nie pod flagą rosyjską, ale MKOl. A jeśli zdobędą złoty medal, nie zagrają im hymnu narodowego. Nie będą mogli ich też oklaskiwać, ani – nomen omen – dopingować przedstawiciele rosyjskiego rządu.

Czy warto oglądać hokej na igrzyskach?

Oczywiście! To prawda, że po raz pierwszy od 20 lat w olimpijskim turnieju zabraknie gwiazd NHL, czyli najsilniejszej ligi świata. To tak jakby na MŚ w Rosji zabrakło piłkarzy Premier League, ba, wszystkich grających w Lidze Mistrzów! Wyobrażacie sobie mundial bez Leo Messiego i Cristiano Ronaldo? A tu fani hokeja muszą sobie wyobrazić turniej bez Aleksandra Owieczkina, Erika Karlssona, Sidney’a Crosby’ego czy Patricka Kane’a.

Wszystko przez to, że władze NHL nie dogadały się z MKOl. kto ureguluje rachunek za przelot i zakwaterowanie gwiazd oraz co do wpływów marketingowych. Przeciwko oddaniu swoich najlepszych zawodników tradycyjnie lobbowali właściciele klubów, bojąc się kontuzji.

Mimo wszystko będzie jednak kogo oglądać. „Olimpijczycy z Rosji” postawili na hokeistów St. Petersburga i CSKA Moskwa, Kanada, która walczy o trzecie  złoto z rzędu na graczy z przeszłością w NHL, w tym urodzonego w Polsce Wojtkowi Wolskiemu. Warto kibicować byłemu zawodnikowi który przed rokiem podczas meczu złamał dwa kręgi szyjne i miał wstrząśnienie mózgu, ale wrócił do formy i wywalczył sobie wyjazd na igrzyska.

Czy w Pjongczang będzie śnieg?

Aż za dużo. Podczas ostatnich igrzysk w Sochi i Vancouver trzeba było dowozić go ciężarówkami, temperatura była na plusie, świeciło słoneczko. We temperatura odczuwalna zbliżała się o świcie do -30 stopni, a koreańscy meteorolodzy przewidują ostre opady. Doszło do tego, że niektórzy sportowcy rezygnują z treningów i udziału w Ceremonii Otwarcia, inni jak saneczkarka Ewa Kuls-Kusyk narzekają na zbyt twardy lód, których nie chcą się trzymać płozy, albo jak biatlonista Grzegorz Guzik, że ciężko sprawnie wymienić magazynek, a pocisk ze zmrożonej lufy nie leci tam gdzie trzeba. A tradycyjnym powiedzeniem lokalesów jest: „chyba przemarzł ci mózg”.

Zostaw odpowiedź