Pjongczang 2018. Igor przebił szklany sufit

Igor Sikorski zdobył brąz w slalomie gigancie na monoski. To pierwszy medal dla Polski w narciarstwie alpejskich od 30 lat!

Ale ulga! Zdobyłem to! Wreszcie przestaną o nie mówić „Mr DNF” – cieszył się 27-letni Polak tuż za metą. DNF to skrót od Did Not Finished, czyli „nie ukończył wyścigu”. – Igor jest znany z tego, że zawsze jeździ na maksa i albo nie, ale jak już dojeżdża to na podium! Przedwczoraj wypadł z trasy, dziś dojechał i proszę! Niesamowicie wytrzymał presję, bo długo przed igrzyskami wszyscy wskazywali go jako pewniaka do medalu. Więc nam wszystkim też ulżyło. 30 lat na to czekaliśmy – mówił na gorąco prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, Łukasz Szeliga, który sam trzykrotnie startował na igrzyskach paraolimpijskich w narciarstwie alpejskim i przez kilka jat był trenerem Sikorskiego.

Oj była presja! Tym bardziej cieszę się, że zdobyłem ten medal. Dla całej Polski i wszystkich, którzy mnie wspierają. To także ich sukces – dodał medalista.

Igor Sikorski i prezes PKPar Łukasz Szeliga

Strach w oczach

Ostatni medal w narciarstwie alpejskim dla Polski zdobyli na igrzyskach paraolimpijskich w Nagano w 1988 roku Elżbieta Dadok i Stanisław Tracz. Ale w monoski – zwanej śniegową Formułą 1, gdzie rządzi wyścig technologiczny i potrzebne są wyjątkowe umiejętności „kierowcy” Polska jeszcze nigdy medalu nie miała.

– Pamiętam Igora jak pierwszy raz przyjechał do nas na trening kadry w Rzykach dziewięć lat temu. Współpracujemy od pierwszego dnia. Miał wtedy w oczach przerażenie jak zobaczył czym się różni jazda wolna od szybkiej na bramkach po slalomie. Dziś śmiga jak szatan, zero lęku – mówi Bartosz „Piłkarz” Olszewski, serwismen polskiej ekipy i trener.

– Droga do medalu była długa i bardzo ciężka. Igor zawdzięcza ten sukces głównie temu, że w pewnym momencie postawił wszystko na sport. Całe życie podporządkował doskonaleniu się. Cały jego dzień kręci się wokół sportu. Trening za treningiem. W dodatku latem pływa na waveboardingu, co niezwykle pomaga jeżdżącemu na monoski – tu i tam jedna deska, tylko tam na fali, a tu na śniegu. Bardzo poprawia koordynację ruchową i siłę kluczowych mięśni – opowiada Olszewski.

Igor Sikorski na trasie slalomu giganta w Pjongczang – fot. Barłomiej Zborowski

Głupi upadek…

Zanim Igor po raz pierwszy w wieku 19 lat zjawił się przed Olszewskim, jak większość dzieciaków nie mógł usiedzieć na miejscu. Uwielbiał jazdę na nartach i na snowboardzie, trenował kung–fu, każdą chwilę spędzał aktywnie.

1 lipca 2008 roku, zaraz na początku wakacji wyjechał do kolegi na wieś. Coś podkusiło chłopaków, żeby powspinać się na drzewa. Podczas schodzenia Igor oparł się o gałąź, która wyglądała na grubą, ale… złamała mu się w rękach. Poleciał z osiem metrów w dół i wylądował na plecach.

– Głupi upadek… Od razu wiedziałem, że złamałem kręgosłup. Cały czas byłem przytomny ale nie czułem nóg. Ból pojawił się dopiero po chwili… – wspomina.

Diagnoza lekarska skazała go na wózek. – Wszystkie moje plany, marzenia i pasje legły w gruzach… – pisze na swojej stronie internetowej igor-sikorski.com. Nie załamał się. Ledwo minął okres rekonwalescencji, zaczął interesować się sportem niepełnosprawnych. Pływał, grał w koszykówkę na wózkach, ale cały czas szukał czegoś, co zastąpiło by mu snowboard.

– W 2009 znalazłem się na szkoleniu monoski w Karpaczu. Powrót w góry i pierwsze jazdy były czymś niesamowitym. Zrozumiałem, że wózek nie jest już ograniczeniem, a narty czymś czym pragnę zająć się na poważnie – wspomina.

Po maturze w 2010 roku w całości poświęcił się treningom. Szybko trafił do kadry, dwa lata później był już mistrzem Polski w slalomie. Od tego czasu pędzi i nie chce się zatrzymać. Dotąd wczoraj jego największym sukcesem był wywalczony w ubiegłym roku tytuł wicemistrzem świata w slalomie we włoskim Tarvisio.

Igor będzie lokomotywą

– Nie było by tego medalu, gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności, że prezesem PKParu został Łukasz Szeliga, który świetnie znał z kariery środowisko narciarstwa alpejskie, nasze bolączki, nasze potrzeby i zainwestował w nas. Dla nas kluczowe są dni na śniegu. I np. trzech wyjazdów na treningi rocznie zrobiło się dziesięć. Nie mieliśmy wyników, więc inny prezes by nam na to nie dał. Ale mieliśmy bardzo obiecujących zawodników jak Igor, a Szeliga to doskonale wiedział, bo przecież był jego trenerem – mówi Olszewski.

– Cieszę się podwójnie, bo raz że długo współpracowaliśmy z Igorem. Ale także dlatego, że to przełomowy moment dla Polski. Przebiliśmy szklany sufit. Polak udowodnił, że może wygrywać z Austriakami, Francuzami i innymi alpejskimi potęgami. Nikt w to nie wierzył. Ciężko było namówić zarząd Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych „Start” do finansowania narciarstwa, co tu dużo mówić – drogiego sportu. Ale bardzo ważnego. Stok to świetne miejsce do integracji – mówi Szeliga, dodając z przekonaniem, że medal na igrzyskach otworzy nowy rozdział. – Igor będzie naszą lokomotywą, która pociągnie następnych zawodników.

Za dwa dni w Pjongczangu odbędą się zawody w slalomie, w którym Sikorski jest aktualnym wicemistrzem świata. – Powalczę i tam. Czuję się silniejszy po dzisiejszym medalu – mówi Igor. – Jak go znam to pojedzie, w ogóle nie kalkulując, że już ma medal, że już nic nie musi. On kombinuje tak: ma medal, ale nie złoty. Więc na pewno pojedzie po swojemu czyli na 100 procent – przekonuje Szeliga.

Monoski bez tajemnic

Monoski, na której Igor Sikorski zdobył brązowy medal w slalomie służy do jazdy na siedząco. Nie trzeba być osobą niepełnosprawną, żeby zjeżdżać na niej na stoku, trzeba posiadać silne mięśnie ramion, obręczy barkowej i niektóre mięśnie pleców. – Monoski składa się z ramy zrobionej ze stopów aluminium i żelaza, dwóch wahaczy, a wszystko oparte jest na amortyzatorze podobnym jak stosowane w motocyklach. Spełnia on rolę kolana zawodnika i oddaje energię przy skręcie. Amortyzator wrośnięty jest w aluminiową stopę, którą wpina się w normalne wiązanie, umocowane do normalnej narty. Wiązanie musi być jednak bardzo mocne i rozkręcone maksymalnie na 200 kg – opowiada Igor Sikorski. Zawodnik siedzi na specjalnym siedzisku, a jego nogi przykryte są karbonową, aerodynamiczną pokrywą. W przypadku Igora bardzo poharataną i popękaną przez uderzające tyczki od jego agresywnej jazdy zwłaszcza w slalomie. Podczas jazdy zawodnik podpiera się krótkimi aluminiowymi kulami z płozami, zwanymi narto-kijkami, dla zachowania równowagi. Złożone służą do odpychania się, podchodzenia pod górę i wsiadania na krzesełko. Po pociągnięciu sznurka płozy rozkładają się do jazdy. Służą wówczas do inicjacji skrętu i utrzymywania równowagi, ale nie podpierania się podczas zjazdu, bo nie ma krawędzi i mogłaby zawodnikowi zdradziecko odjechać.

 

Zostaw odpowiedź