Pjongczang 2018. Mentel-ność Bibian

Dwa miesiące temu, w styczniu Holenderka Bibian Mentel-Spee przeszła operację wycięcia guza rakowego, a w 2017 roku przechodziła wycieńczającą radio i chemoterapię. Na igrzyskach paraolimpijskich w Pjongczang zdobyła dwa złote medale w snowboardzie (boarder crossie i banked slalomie). W dodatku to pierwsze zwycięstwo przypieczętowała gestem fair play, zatrzymując się w finale i sprawdzając czy z rywalką, która miała upadek wszystko w porządku.

45-letnia Mentel-Spee to ikona ruchu paraolimpijskiego w Holandii. W 2002 miała wystartować na igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City w snowboardzie, ale zdiagnozowano u niej rak kości w lewej nodze. Musiała poddać się amputacji. Na deskę wróciła zaledwie cztery miesiące po operacji – szybciej niż nauczyła się chodzić o kulach. Wygrywała mistrzostwa Holandii pełnosprawnych, jednocześnie walcząc o wpisanie snowboardu do programu igrzysk paraolimpijskich. Dopięła swego dopiero w Soczi w 2014 roku, gdzie zdobyła złoty medal. W międzyczasie skończyła zarządzanie w sporcie w Instytucie Johana Cruyffa i założyła „Mentelity foundation”, zachęcającą niepełnosprawne dzieci do uprawiania sportu, także ekstremalnego.

Niestety rak nawracał. Przeszła w sumie pięć operacji. W 2016 kazano jej już żegnać się z rodziną, ale nowa terapia okazała się skuteczna. W 2017 kolejne przerzuty na kręgosłup sprawiły, że musiała poddać się radio i chemioterapii. Lekarze przekonywali, żeby odpuściła starania o wyjazd do Pjongczang, bo są zbyt wyczerpujące. Ostatni zabieg przeszła w 3 stycznia. Lekarze początkowo zabronili jej sportu, bo jak wyjaśnili, guz umiejscowiony był w jednym z kręgów szyjnych – upadek na snowboardzie groziłby paraliżem. Ale w końcu dali jej zielone światło, żeby leciała do Pjongczang.

Za to w połowie roku odwrócili się od niej sponsorzy, którzy nie wierzyli, że wystąpi na igrzyskach. Finansowania przygotowań odmówił Holenderski Komitet Paraolimpijski, bo i tam nie wierzono, że będzie w stanie wystartować. Zebrała więc pieniądze na starty w internetowej zbiórce (crowdfundingu). Tak naprawdę intensywnie trenowała przed igrzyskami  tylko przez trzy tygodnie.

„Przez ostatnie lata miałam wystarczająco dużo powodów, żeby zostać w domu na kanapie i zawinięta w koc oglądać telewizję. Ale uważam, że najlepszą rehabilitacją po tych wszystkich operacjach i radioterapiach jest dla mnie wyczynowy sport. Moje ciało po prostu dostało sygnał, że musi się zmobilizować. Poza tym dlaczego miałabym rezygnować z tego co kocham, z powodu jakiegoś raka – tłumaczyła po zejściu z podium.

Brytyjski miliarder, założyciel Virgin Group, Richard Branson po przeczytaniu jej książki „Rak to gówno!” napisał: „To historia niesamowitej kobiety. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto cieszyć się życiem na maksa”.

Zostaw odpowiedź