Polska – Korea 3:2. Forma na 45 minut, charakter na 90!

Kapitalny gol Piotra Zielińskiego uratował zwycięstwo reprezentacji Polski, którego przeciętna Korea o mało co nie wyrwała jej w dwie minuty w samej końcówce. Zamazując świetne wrażenie „Biało-czerwonych” z pierwszej połowy (niedopuszczalne, żeby na mundialu w Rosji drużyna w podobny sposób nagle przestała grać!).

Tym samym pomocnik Napoli zapewnił sobie status bohatera spotkania, choć wcześniej znów miewał tylko przebłyski: jedno świetne (niestety nie wykorzystane) podanie do Roberta Lewandowskiego, z którym jednak współpraca nie układała mu się idealnie. Ale kiedy kapitan zszedł z boiska, nie wziął na siebie roli lidera. Okazał za to charakter, wolę gry do końca i zimną krew w krytycznych sekundach – co również jest bardzo cenne.

Był to umiarkowanie szczęśliwy powrót reprezentacji Polski na Stadion Śląski, który dziewięć lat temu opuszczała w niesławie po porażce ze Słowacją przy garstce widzów. Wyposzczeni kadry śląscy kibice, którzy wypełnili giganta do ostatniego krzesełka zobaczyli dobrze zorganizowaną, dominująca polską drużynę, ale niestety tylko w pierwszej połowie. I gola Lewandowskiego, który wystąpił, choć nie musiał. Nie wypadało mu jednak opuścić uroczystego powrotu na legendarny stadion (obligowała go także okładka „Przeglądu”, na której znalazł się w szeregu legend;). Przypieczętował to piękną bramką na 1:0, przełamując złą passe kadry 304 minut bez gola. I potwierdzając zasadę, że jak Lewy strzela gola, to reprezentacja wygrywa.

Przy golu świetnie kapitalnie dośrodkowywał Kamil Grosicki, który po raz kolejny udowodnił, że niezależnie od kłopotów ze zdrowiem czy jazdą w klubie na „zaciągniętym hamulcu”, w kadrze zawsze wrzuca turbodoładowanie. Pozytywnie podrażniony brakiem występu choćby przez parę minut przeciwko Nigerii, pokazał charakter, oprócz asysty strzelił także gola do szatni, zasłużenie przybierając po bramce pozę Zbawiciela z Rio.

Zasłużenie też schodzący z boiska w drugiej połowie Kamil Glik przekazał mu opaskę kapitana – Grosik jest kluczową postacią w drużynie Adama Nawałki (12 goli i 14 asyst w 34 meczach u tego selekcjonera – przed nim 0 goli i 3 asysty w 22 meczach), choćby nawet przestał grać w klubie. Lepiej jednak, żeby nie przestawał, bo sił starczyło mu tylko na pierwszą połowę. W drugiej kompletnie zniknął. Jest zbyt ważny, by pełnić zaledwie rolę jockera czy super-rezerwowego. Turbo tylko przez 45 minut daleko na mundialu nie zajedziemy…

„Dotknięcie” Nawałki znów podziałało, zwłaszcza na piłkarzy Ekstraklasy. Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk, których większość polskich kibiców pewnie w ogóle nie powołałaby z powodu przeciętnej formy w Legii, wyszli przeciwko Korei w pierwszym składzie (o dziwo Jędrzejczyk jako wahadłowy na prawej stronie, Łukasz Piszczek znów został ustawiony w trójce obrońców) i do feralnej końcówki zagrali niezły mecz. Choć w przypadku Jędrzejczyka trudno uwierzyć, żeby Nawałka jeszcze raz zdecydował się na podobny eksperyment.

Poprawny mecz zagrali obaj środkowi pomocnicy – debiutujący w biało-czerwonych barwach Taras Romanczuk, do którego trudno się o cokolwiek przyczepić i Krzysztof Mączyński, który może nie zachwyca ostatnio formą w klubie, ale tu popisał się świetnym dograniem do Grosickiego przy drugim golu. Udowodniając, że w kadrze istnieje życie bez Grzegorza Krychowiaka – przynajmniej w obecnej formie, bo wciąż tęsknimy za tą z eliminacji Euro 2016 i samego turnieju we Francji.

Brawa dla Wojciecha Szczęsnego za świetne interwencje w pierwszej połowie i Łukasza Skorupskiego (mimo utraty dwóch goli), w drugiej.

Korea nie okazała się szczególnie wymagającym rywalem. Wyszła na mecz wyraźnie przestraszona, jakby jej piłkarze mocno wzięli sobie do serca słowa swego trenera, że „Biało-czerwoni” prezentują poziom reprezentacji Niemiec. W drugiej połowie, gdy zszedł Lewandowski, a gra Polaków wyraźnie siadła, ruszyli do walki i Polaków musiał ratować Skorupski, a ostatecznie Zieliński.

Zostaw odpowiedź