Dlaczego świat zamarł po golu Ronaldo

 

Cristiano Ronaldo nie jest pierwszym piłkarzem w historii futbolu, który zdobył gola przewrotką. Ani pierwszym, który dokonał tego w ważnym meczu, jakim jest ćwierćfinał Ligi Mistrzów, tu w dodatku będący rewanżem za ostatni finał w Cardiff. Były już przewrotki bardziej istotne, padające w meczach ważniejszych i przesądzające o wynikach, jak choćby ta Wayne Rooney’a w derbach Manchesteru. Luba pamiętne nożyce Rivaldo, które zapewniły Barcelonie kwalifikacje do Champions League. Były z pewnością przewrotki ładniejsze i bardziej efektowne. O czym osobiście przypomniał autor jednego z takich, Zlatan Ibrahimović, który komentując trafienie Portugalczyka z Juventusem, rzucił w swoim stylu, że to „fajny gol, ale niech Cristiano spróbuje to zrobić z czterdziestu metrów…”

Dwa dni wcześniej media społecznościowe zachwycały się golem Szweda w debiucie w MLS w derbach Los Angeles. Jednak szumu jaki powstał po bramce Ronaldo nie da się porównać z niczym. Cały świat jakby zatrzymał się na chwilę w podziwie, żeby po ochłonięciu natychmiast dać temu wyraz. To był najbardziej viralowy gol ostatnich lat, jeśli nie w historii futbolu. Zdjęcie Alberto Pizzolego z agencji AFP obiegło okładki wszystkich dzienników sportowych świata, od „Przeglądu Sportowego” przez „Marcę”, która w tytule dała po prostu „Ten gol” po „AS’a”, który pytał Cristiano „z jakiej planety przybyłeś?!”

O niesamowitej bramce wypowiedział się chyba każdy z wielkich futbolu, zaczynając od najbardziej „poszkodowanego”, czyli Gianluigi Buffona, który wymienił Portugalczyka jednym tchem obok Leo Messiego, Diego Maradony i Pelego, po LeBrona Jamesa, który napisał na Instagramie, że to co robi Cristiano „po prostu nie jest fair. Niesamowite!” opatrując wpis koroną.

Filmiki z golem i łapiącym się za głowę Zinedine Zidanem zalały media społecznościowe. Podobnie jak grafiki z wyliczeniami jak wysoko wzbił się w powietrze (wg telewizji BeIN Sports – 2,23 m, wg „Marki” – 2,38 m, zaś wg architekta Nacho Tellado, który stworzył własny model 3D, nawet 2,40 m).

Wreszcie fantastyczna reakcja kibiców Juventusu, bijących Portugalczykowi oklaski na stojąco. Na tak wyjątkowe traktowanie mogą liczyć tylko wyjątkowi piłkarze. Nawet Ronaldo, który ma przecież o sobie samym znakomitą opinię, był wzruszony tym hołdem. Przyznał, że zostać tak docenionym na stadionie gdzie grało tak wielu znakomitych zawodników to jeden z najpiękniejszych momentów w karierze. I prosił, żeby wszystkim Włochom na trybunach przekazać od niego „grazie!”

Dlaczego właśnie ta bramka tak bardzo zachwyciła nas wszystkich. Może dlatego, że doskonale definiuje Ronaldo. Którego cenimy nie za geniusz dany od Boga, ale za ciężką pracę jaką włożył by znaleźć się w miejscu w jakim się znajduje. Do sieci natychmiast trafiło też zdjęcie z treningu dzień przed meczem z Juventusem, na którym Cristiano został uchwycony dokładnie w tej samej pozie co na zdjęciu Pizzolego podczas spektakularnego gola. Sam przyznał zresztą, że już od jakiegoś czasu miał nadzieję na taką bramkę, ale nie wychodziło albo sytuacja w meczu na to nie pozwalała. Bo rzeczywiście próbował od lat, narażając się na śmieszność i memy, bo ale piłka leciała wysoko nad bramką w trybuny, albo daleko od niej.

Ale zawziął się i próbował. I dopiął swego.  jak wszystkiego innego co osiągnął w karierze: kolejnych triumfów w Lidze Mistrzów, odebrania najlepszej Barcelonie w historii dominacji w lidze hiszpańskiej, a Messiemu w plebiscycie o „Złotą Piłkę”. Mimo iż za każdym razem wydawał się być na straconej pozycji.

I to dopiął swego nie przeciwko któremuś z szaraczków z La Liga, ale finaliście Ligi Mistrzów, który miał odebrać zemstę za przegrany finał. Nie przeciwko nieznanemu, sparaliżowanemu bramkarzowi, ale wielkiemu Buffonowi, owładniętemu ostatnią obsesją w karierze – wygraniem Champions League.

Tak jak w ubiegłym sezonie, gdy mówiono, że już wiek zrobił mu swoje, że wyczerpał energię i dynamikę. Nagle na wiosnę jego gole okazały się kluczowe w walce o mistrzostwo La Liga, a w Lidze Mistrzów strzelał kolejno pięć bramek Bayernowi w ćwierćfinale, trzy Atlético Madryt w półfinale, wreszcie dwa w finale, którego został najlepszym zawodnikiem i kazał krytykom „schować gitary do pokrowców”.

W tym sezonie znów jakby nie starszy o rok, ale o rok młodszy, znów śrubujący rekordy i udowodnił, że nigdy nie wolno w niego wątpić. Dopiero co wymawiano mu, że zdobył w lidze mniej goli niż Paulinho z Barcelony. Dopiero drwiono, że domaga się podwyżki, kazano szukać innego klubu i skazywano na porażkę w ulubionych plebiscytach. W sondzie „AS’a” prawie 70 procent kibiców Realu widziało klub w przyszłym sezonie bez niego, za to z Neymarem. Jeszcze w grudniu nie był nawet w dziesiątce najlepszych strzelców w Europie. A tu, bach, już im przewodzi z 39 bramkami we wszystkich rozgrywkach.

I przekracza kolejne granice, choć wydawało się, że ma je za sobą już wszystkie. Właśnie jako pierwszy strzelił gola w dziesiątym z rzędu meczu Champions League, czym przebił osiągnięcie Ruuda van Nistelroya. Właśnie Zrównał się z Ikerem Casillasem liczbą wygranych meczów w Lidze Mistrzów i mając przed sobą rewanż z Juve, pewnie to wyśrubuje. Zdobył 24 bramki w ostatnich 14 meczach Champions League. To zdecydowanie jego rozgrywki. A on sam, choć w lutym skończył 33 lata, wydaje się być odporny na wiek. I nie mieć żadnych limitów. Im bardziej przestajemy w niego wierzyć, tym bardziej zaskakuje.

 

Zostaw odpowiedź