Mohamed Salah czyli Faraon o gołębim sercu

Wprowadził Egipt na mundial, a Liverpool do półfinału Ligi Mistrzów. Angielscy kibice śpiewają mu: „strzel jeszcze parę goli, a ja też zostanę muzułmaninem!” Zapraszam do lektury tekstu, który ukazał się na łamach „Newsweeka”
Druga tura marcowych wyborów prezydenckich w Egipcie. Wygrywa Abdel-Fattah al-Sisi uzyskując ogromną przewagę nad… Mohamedem Salahem, napastnikiem Liverpoolu. Głos na piłkarza oddało aż 5 procent wyborców, którzy po prostu dopisywali jego nazwisko na karcie. To aż milion spośród 25 milionów głosujących. Prawdziwy kontrkandydat al-Sisiego – Mustafa Moussa, zdołał zebrać zaledwie 3 proc.
To dowód uwielbienia z jakim nie spotkał się dotąd żaden piłkarz na świecie. Ale nie wynika tylko z tego, że tak znakomitego zawodnika Egipt jeszcze nie miał. To nagroda nie tylko za rekordowe 39 goli zdobyte dla Liverpoolu we wszystkich rozgrywkach, w tym w sensacyjnie wygranym dwumeczu z Manchesterem City w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. I wdzięczność nie tylko za bramki, które dały Egiptowi pierwszy awans na mundial od 28 lat.
Dawno nie zdarzył się zawodnik o tak wielkim sercu, pamietającego skąd się wywodzi. W rodzinnym Basjun zbudował szkołę i kupił sprzęt dla szpitala, który pomaga finansować. Wysyła do Egiptu ubrania i żywność dla potrzebujących. Założył też fundację charytatywną.
Media co rusz informują o kolejnych niesamowitych gestach. To ofiarował pieniądze Stowarzyszeniu Byłych Egipskich Piłkarzy, które zajmuje się pomocą materialną zawodnikom, którzy po zakończeniu karier lub na starość znaleźli się bez środków do życia, przypierają z głodu. Salah przelał im 30 tys. euro.
To znów odnalazł złodzieja, który go okradł i uchronił go przed karą. Przekazał mu trochę pieniędzy, ale co więcej pomógł w znalezieniu pracy. Bo, jak wyjaśnił, uznał, że facet musiał być bardzo zdesperowany, kara tylko pogorszyłaby jego los. Słuszniej było zaofiarować pomoc.
A choć jest zagorzałym muzułmaninem, nie wzbudza w świecie zachodnim żadnych kontrowersji. Choć manifestuje przywiązanie do religii po każdym udanym występie, każdego zdobytego gola celebruje modlitwą, w mediach społecznościowych zamieszcza zdjęcia i filmy, jak podczas podróży na mecze czyta Koran. Córkę nazwał Makka (od Mekki), a jego żona Magi nosi hidżab, jest bohaterem, który łączy, mimo różnic i podziałów.
Jak napisał „The Economist”, Salah dokonał tego, co nie udało się żadnemu politykowi zjednoczył nie tylko Egipt, ale też Maroko, Tunezję, Kuwejt, kraje afrykańskie i Bliski Wschód. Wszyscy tam są z niego dumni. Stał się idolem dzieciaków i polityków.
Kumpel z podwórka
Przemysław Rudzki, redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”, który komentuje mecze Liverpoolu w Canal+ zwraca uwagę, że przy tym wszystkim Salah jest zaprzeczeniem współczesnego gwiazdora futbolu, trwoniącego kasę na najnowsze modele samochodów, przywiązującego uwagę do ciuchów, którego symbolem jest torebka Louisa Vuitona pod pachą.
– Egipcjanin budzi tak wielką sympatię, bo w poważnych meczach wygląda jak jeden z tych kumpli, których mieliście na podwórku. Rękawy ponaciągane na dłonie, potargane włosy, niby nic mu się nie chce, a nagle – pstryk! i magia – mówi Rudzki.
Wg niego niesamowite w Salahu jest również to, że potrafi przepraszać rywali, kiedy wyjątkowo dobrze mu idzie. Tak było, gdy strzelił cztery gole Watfordowi i przeprosił bramkarza. Tak samo, kiedy powiedział, schodząc do szatni: „I am sorry” do Eymerica Laporte’a z Manchesteru City, po tym, jak dał mu solidny wycisk na Anfield.
– Kibice Liverpoolu mieli wielu idoli: Iana Rusha, Robbiego Fowlera, Fernando Torresa czy Luisa Suareza, ale zdobywanie bramek jeszcze nigdy nie wydawało się rzeczą tak łatwą – mówi Rudzki. I wyjaśnia dlaczego: jako młody chłopak Salah był ustawiany na boku obrony. W juniorskim futbolu w Egipcie jego trener musiał dać mu trochę gotówki, po tym jak chłopak niemal płakał, bo nie wykorzystał kilku sytuacji po przedryblowaniu paru rywali, choć zespół Salaha wygrał 4:0. W decydującym momencie, po długich rajdach, brakowało mu po prostu sił i koncentracji. Trener obiecał sobie, że już nigdy nie wystawi go w defensywie. Wyszło to światowej piłce na dobre.
Ulica i zagranica
W karierze Salaha niesamowite nie jest to, że zaczynał grać na ulicy. To normalna droga dla chłopaków z jego regionu, Czarnej Afryki czy Ameryki Południowej. Ale że grał na ulicy aż do 14 roku życia, kopiąc „kora sharab”, skarpetę napchaną gąbkami, która zastępuje egipskiej biedocie piłkę. Dopiero wówczas upomniał się o niego klub, w którym zaczął profesjonalne szkolenie.
Jego ojciec przymykał oko na to, że Mohamed większą wagę przykładał do piłki niż nauki. Gdy w końcu w wieku 14 lat trafił do kairskiego Al Mokawloon, od świtu do nocy zajęty był w szkole, lub na treningach. Od razu spadła mu na barki misja: stać się tak dobrym, żeby zarobić na całą rodzinę. Rodzinny pomysł na biedę wydawał się jednak karkołomny. W Europie do regularnego szkolenia w klubach trafiają sześciolatkowie, a nawet młodsi.
To pokazuje jaki dystans musiał pokonać Mohamed. Ale w sporcie liczy się niezłomność i upór, pod tym względem bił rówieśników z innych krajów. Może to tłumaczy dynamiczny rozwój piłkarza w ostatnich latach, w który jeszcze do dziś niektórzy niedowierzają. Mimo wszystko sezon w Liverpoolu jest pierwszym, od kiedy Salah znalazł się na szczycie. Teraz musi dokonać trudniejszego – udowodnić, że potrafi na nim wytrwać.
W lutym 2012 roku rozgrywki ligi egipskiej zostały wstrzymane po dramacie na stadionie w Port Said, w którym zginęły 74 osoby, a ponad pół tysiąca zostało rannych. Ligę zawieszono na dwa lata. Dla 19-letniego Salaha, od pięciu lat zawodnika kairskiego Al Mokawloon oznaczało to przymusową emigrację.
Kiedy musiał opuścić Egipt w poszukiwaniu pracy trafił do Bazylei, klubu słynącego z wychowywania i promowania gwiazd piłki. Miał zastąpić Xherdana Shaqiriego, który przechodził do Bayernu Monachium. Szwajcarzy zaprosili na mecz towarzyski olimpijską reprezentację Egiptu. Salah strzelił dwa gole. Został i tak zaczęła się jego europejska przygoda.
Willa? Nie, dziękuję
Georg Heitz, były dyrektor sportowy FC Basel wspomina, że wątpliwości dotyczyły wyłącznie tego, czy zdoła się zaaklimatyzować w Europie. Jego rodacy zawsze mieli z tym problem. Np. wielki talent Ahmed Hossam Mido wywoływał nieustanne konflikty, europejskie kluby pozbywały się go jeden po drugim nie dając sobie rady. Trener Tottenhamu Martin Jol nazwał go piłkarzem nieodpowiedzialnym i pozbawionym szacunku dla kogokolwiek.
Salah okazał się jednak kompletnym przeciwieństwem rodaka. – Na początku trudno było się z nim porozumieć. Ale to człowiek otwarty, skromny, inteligentny. Po dwóch miesiącach płynnie mówił po angielsku – wspominał Heitz.
W Bazylei spędził dwa lata. Kiedy podpisywał kontrakt z włoską Fiorentiną wybrał numer 74 dla upamiętnienia ofiar dramatu w Port Said. Wtedy bazował głównie na szybkości, ma start jak torpeda, z piłką przy nodze potrafi osiągać prędkość 35 km/h. W 2014 roku dostał ofertę z Liverpoolu, ale zdecydował telefon od prowadzącego Chelsea Jose Mourinho. Wybrał Londyn, gdzie spotkał go taki sam los jak Belga Kevina de Bruyne. Obaj się nie przebili na Stamford Bridge, obu Mourinho oddał bez żalu.
Dziś obaj walczą o tytuł piłkarza sezonu w lidze angielskiej. De Bruyne dokonał już wyboru, złamał regułę, że w tego typu plebiscytach głosuje się na kolegów z drużyny. A już w żadnym razie na największego rywala. W plebiscycie „Złota Piłka” Leo Messi nigdy nie głosuje na Cristiano Ronaldo, a Ronaldo na Messiego. Tymczasem De Bruyne wskazał Salaha jako nr 1 w Premier League. Bo, jak wytłumaczył, to jest jedyny logiczny werdykt.
W tym czasie z reprezentacją Egipt zaszedł na ostatnim Pucharze Narodów Afryki do finału. Najbardziej spektakularny sukces zanotował w październiku 2017 zapewniając reprezentacji kraju pierwszy występ na mundialu od 1990 roku. W decydującym meczu z Kongo (2:1) strzelił oba gole. Drugiego z karnego w… 95. minucie!
Niemal 100 tys kibiców zamarło, a chwilę później oszalało z radości. Za gola na wagę awansu szczodry lokalny biznesmen postanowił sprezentować mu… luksusową willę. Odmówił. Poprosił, by ofiarodawca przekazał równowartość na szpital w jego rodzinnej miejscowości.
Kibice w Egipcie śpiewają mu „Nasze życie jest bezpieczne w twoich nogach”, fani Liverpoolu wymyślili inną piosenkę: „Strzelisz jeszcze parę bramek, a ja też zostanę muzułmaninem”. Na sukces Salaha zapracował też trener Juergen Klopp. Charyzmatyczny Niemiec, dzięki któremu kiedyś rozwinął się Robert Lewandowski, jest człowiekiem otwartym, trzymającym się blisko piłkarzy. Mourinho w Chelsea był jak pan Bóg, który surowym okiem patrzy na to co robią jego dzieci (piłkarze). Klopp to kumpel, potrafi być serdeczny, pomocny. Kiedy trzeba poklepie po plecach. Salah potrzebował, by szef w niego wierzył, dlatego z Niemcem znacznie lepiej się dogaduje. Gdy Salah jest obrażony, bo trener go zmienia, Klopp komentuje to słowami: „świetnie, graczy o takiej mentalności i ambicji mi trzeba”.
Liverpool zapłacił za jego transfer 42 mln euro. Dział skautingu nalegał na zakup Egipcjanina i Klopp dał się przekonać. Cena okazała się wyjątkowo niska, tego samego lata Chelsea zapłaciła za hiszpańskiego napastnika Alvaro Moratę dwa razy tyle. Hiszpan jest dziś rezerwowym, zdobył 11 bramek w lidze angielskiej i zaledwie jedną w Champions League. Do dokonań Salaha mu daleko.
Egipski Messi w drodze na szczyt
Został wybrany niedawno na najlepszego gracza Afryki 2017 roku. Tego zaszczytu nie dostąpił żaden Egipcjanin odkąd nagrodę przyznaje Afrykańska Konfederacja Piłkarska (CAF). W wyborach biorą udział trenerzy CAF, działacze i dziennikarze. Wcześniej, od 1970 do 1994 roku premię przyznawał francuski magazyn „France Football”. Afrykańska Konfederacja powołała własny plebiscyt w 1992 roku. Wygrywali go z reguły reprezentanci czarnej Afryki: Wybrzeża Kości Słoniowej, Kamerunu, Nigerii i Senegalu. Najwięcej, po cztery razy Kameruńczyk Samuel Eto’o i Yaya Touree (WKS). Wielkie wyzwanie wciąż przed Salahem.
– Chciałbym zdobyć tę nagrodę także w przyszłym roku, bo odkąd opuściłem Egipt moim celem jest, by zostać najlepszym piłkarzem w historii mojego kraju – powiedział po odebraniu nagrody.
Być może już nim jest? Entuzjazm wokół niego jest ogromny. Salah jednoczy Afrykę i Bliski Wschód. Kiedy Liverpool gra mecz, w kawiarenkach całej Afryki Północnej przed telewizorami jednoczą się Jego koszulki sprzedają się wspaniale we wszystkich krajach arabskich.
Do tego ujmuje wszystkich niecodziennymi gestami jak ten z listopada 2017 kiedy zaprosił na mecz do Liverpoolu… byłego prezesa największego egipskiego klubu, Zamalek, który siedem lat wcześniej zablokował jego transfer. Salah miał wtedy 18 lat, a prezes stwierdził, że musi się jeszcze dużo nauczyć, by grać w jego klubie. Na Anfield Road w Liverpoolu na własne oczy mógł się przekonać jakie ten niedoceniany chłopak wyrosły z egipskiej biedy zrobił postępy.
W tamtym meczu z Chelsea Salah zdobył gola, dziś ma ich w lidze angielskiej najwięcej, choć nominalnie jest skrzydłowym, a nie środkowym napastnikiem.
Jeszcze w Romie w ubiegłym sezonie Salah wyglądał na ten gatunek gracza, który zdaje się wyłącznie na instynkt. Zanim pomyśli już przebiera nogami na pełny gaz. Szare komórki nie nadążały za stopami Egipcjanina. Ostatnie 10 miesięcy wszystko zmieniło. Pojawiły się porównania do pięciokrotnego laureata „Złotej Piłki” Leo Messiego. Tylko Argentyńczyka już w Lidze Mistrzów nie ma, a Salah zagra w półfinale. Już dziś interesuje się nim Real Madryt. W piłce to szczyt szczytów.

 

Zostaw odpowiedź