#SaveAlfieEvans! Ratujmy życie Alfiego!

Mogło to umknąć Państwa uwadze w ferworze kapitalnego widowiska jakie od pierwszego gwizdka stworzyli piłkarze Liverpoolu i AS Romy we wtorkowym półfinale Ligi Mistrzów. W 23. minucie spotkania na Anfield część kibiców gospodarzy, ale też ci Rzymianie, którzy zorientowali się o co chodzi, nie bacząc na ataki sunące z jednej strony boiska na drugą, unieśli w górę szaliki i przez chwilę skandowali: „Save Alfie’s Life!”

Piękny gest solidarności kibiców z rodzicami toczącymi walkę o życie 23-miesięcznego dziecka (stąd minuta akcji). Bezradnych – jak większość obserwatorów na świecie – wobec tej niesamowitej tragedii. Tragedii rozgrywającej się w dodatku tuż obok, bo zaledwie 6 km kilometrów od stadionu Anfield, w liverpoolskim szpitalu Alder Hey. Jego władze we wtorek po południu zadecydowały o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej życie. Wbrew woli rodziców.

Wieczorem tuż przed meczem Alfiemu przyznano włoskie obywatelstwo, w nadziei, że umożliwi to przewiezienie go do szpitala Bambino Gesu w Rzymie. Bo tamtejsi lekarze w przeciwieństwie do angielskich nie chcą po prostu „dać mu umrzeć”. Chcą opiekować się, dbać by nie cierpiał, nie był głodny, spragniony etc. Nadało to pojedynkowi boiskowemu starciu liverpoolskiej drużyny z rzymską niesamowity wymiar. Przy czym kibice obu drużyn w tej kwestii stanęli po jednej stronie – stronie życia.

***

O co chodzi w tej bulwersującej cały świat sprawie, w którą włączył się nawet papież Franciszek, już kilkukrotnie apelując o ocalenie życia dwulatka? Oddaję głos Kajetanowi Gawareckiemu, specjaliście pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki, który od 18 lat opiekuje się ciężko chorymi ludźmi na pokładach samolotów medycznych. Tak się składa, że to właśnie on przyleciał z ekipą Air Med Escort do Liverpoolu, by przetransportować chłopca do rzymskiej kliniki. Miał możliwość osobistego spotkania z Alfiem oraz jego rodzicami, Tomem i Kate.

„Alfie zapadł na nieznaną chorobę, należącą do grupy tzw. schorzeń neurodegeneracyjnych. Zdrowo urodzone i rozwijające się dziecko zaczęło stopniowo tracić kolejne funkcje mózgu. Dziś proces jest tak zaawansowany, że lekarze nie dają szans na odbudowanie zniszczonej tkanki mózgowej. Z tego też względu wystąpili do sądu o zgodę na zaprzestanie intensywnej terapii i podtrzymywania życia” – tłumaczy w rozmowie z Onetem.

Jak dodaje, angielski sędzia, który wydał zgodę, napisał w uzasadnieniu że „podtrzymywanie życia nie leży w najlepszym interesie samego Alfiego”. Innymi słowy, sąd stwierdził, że w najlepiej pojętym interesie dziecka jest umrzeć, niż żyć tak jak żyje. Gawarecki nie zgadza się z takim podejściem.

„Nikt nie wie jaka to choroba. Są ośrodki, które wyraziły gotowość dalszej diagnostyki. Nawet jeśli choroba poczyniła nieodwracalne spustoszenie, pogłębiona diagnostyka może przybliżyć nas do odkrycia natury nieznanego schorzenia. Daje nadzieję na odkrycie w przyszłości sposobu na powstrzymanie jego przebiegu lub wyleczenie” mówi.

Co ważniejsze, o ile powrót do zdrowia Alfiego jest niemożliwy, o tyle dalsza opieka – jak najbardziej. „Holistyczny wymiar opieki, zwłaszcza w przypadku choroby dziecka musi uwzględniać odczucia i emocje najbliższych. Rodzice pogodzili się z chorobą, ale nie z wymuszonym procedurami odejściem dziecka. Być może potrzeba na to więcej czasu. Ten czas może dać opieka paliatywna. Dziś postęp techniczny daje możliwość prowadzenia jej nawet latami. Gdyby podobnie chore dziecko żyło w Polsce, zostałoby zakwalifikowane do takiej opieki. Zresztą znam takie dzieci”.

***

Nie dziwię się gestowi kibiców Liverpoolu i Romy, którzy najpierw zwoływali się na akcję w mediach społecznościowych pod hasztagiem #ChantsForAlfie, a w drodze na stadion wielu z nich wzięła udział w manifestacji pod szpitalem. Wielu poszło też tam po meczu i jest w kolejnych dniach. Na Twitterze padały hasła „Rzymianie, zabierzcie Alfiego ze sobą do Włoch!” (po angielsku) albo „Alfie, wracaj z nami!” (po włosku).

Kibice to zwykli ludzie, cały przekrój społeczny. Odrzucają podejście „szkiełka i oka” lekarzy i prawników. Kierują się odruchem serca, ludzką wrażliwością, empatią, którą całe szczęście jeszcze w sobie mają. Dla nich decyzja sądu i szpitala jest po prostu nieludzka. Bo co decyzja o skazaniu na głodową śmierć ma wspólnego z człowieczeństwem?

Ciężko im też zrozumieć, że rodzicom Alfiego, którzy przecież nie są pozbawieni praw rodzicielskich, odmówiono prawa do decydowania, gdzie i w jakich warunkach będą opiekować się nieuleczalnie chorym dzieckiem. Że mimo, iż szpital w Rzymie potwierdza gotowość przejęcia opieki nad małym pacjentem, szpital Alder Hey zdecydowanie odmawia. A są sąd daje mu prawo do wyłącznego decydowania o losie chłopca.

Angielscy lekarze argumentują m.in, że mógłby nie przeżyć lotu, np. z powodu zapaści. Jednak Gawarecki przekonuje w oparciu o swe kilkunastoletnie doświadczenie w lotniczym transporcie, że żadnego ryzyka nie ma. A nawet gdyby, to „czy skazańcowi należy dezynfekować skórę i używać sterylnych igieł i strzykawek przy podaniu śmiertelnego zastrzyku?”

***

Pewnie kilku z nich tam na trybunach Anfield, czy przed telewizorami, patrząc na niesamowitości rozgrywające się na boisku – gole Mohameda Salaha, prowadzenie Liverpool 5:0, bramki Romy w dramatycznej końcówce, dające jej nadzieję, że awans do finału wciąż jest sprawą otwartą – pomyślało sobie tak: jesteśmy częścią cywilizacji, która stworzyła tak doskonałą rozrywkę jak piłka nożna. Udowodniły to ćwierćfinały Ligi Mistrzów, udowadniają półfinały. Bezpieczną, radosną, przepełnioną wzniosłymi emocjami. Jak to możliwe, że ta sama cywilizacja jednocześnie dopuszcza, by dosłownie tuż obok tej świątyni radości dokonywała się tak haniebna tragedia?

Cywilizacja, która tworzy prawo – jak zauważyła na Twitterze blogerka Kataryna – pozwalające rodzicom Alfiego zabić go przed urodzeniem i tego prawa dla nich broni. Ale pozbawia ich prawa walki o życie synka.­

Zostaw odpowiedź