Tren dla Kariusa. Czeka go piekło…

Nie milkną reakcje po koszmarnych błędach Lorisa Kariusa w finale Ligi Mistrzów, ale też trudno się dziwić. Ciężko sobie przypomnieć, żeby bramkarz aż tak zawalił kolegom mecz o taką stawkę. W meczu swego życia, na oczach setek milionów. I to zaliczając aż dwie wpadki podczas spotkania.

Chyba tylko Oliver Kahn może wiedzieć co naprawdę przeżywa jego rodak. Wybrany dzień przed finałem mistrzostw świata w 2002 z Brazylią na Najlepszego Zawodnika Turnieju, zawalił Niemcom mecz „wypluwając” piłkę po strzale Rivaldo prosto pod nogi Ronaldo… Dziś Kahn współczuje młodszemu koledze i martwi się że „taki wieczór może mu całkowicie zniszczyć karierę”.

Nie wszystkich poruszył widok Kariusa długo leżącego samotnie na murawie i ze łzami przepraszającego kibiców Liverpoolu po meczu. Lothar Matthaus, mistrz świata z 1990 zastanawiał się czy rodaka w ogóle można nazywać bramkarzem. Empatii nie wykazał też Paul Scholes, którego zirytowały łzy Kariusa (i Mohammeda Salaha). Komentował, że on sam ostatni raz płakał na boisku w wieku 11 lat.

Trwają nieprzerwane drwiny i kopanie leżącego. W Internecie cały czas powstają żarty i memy. Ostatnio ktoś umieścił w serwisie Ebay (odpowiednik naszego Allegro) parę rękawic okrojonych nożyczkami tak, że tworzą wielką dziurę z opisem, że to Kariusa z finału. Kiedy ostatnio zaglądałem na licytację, suma sięgała 4 tys. funtów.

Chyba za trolling, czyli specyficzną internetową drwinę, należy wziąć ofertę jaką Niemcowi złożył prezes włoskiego klubu Rimini, beniaminka Serie C (trzeci poziom rozgrywek). Giorgio Grassi zaproponował mu roczne wypożyczenie podczas którego bramkarz „odetchnie i nabierze na nowo pewności siebie, a przy okazji zrelaksuje się na słynnych plażach, chętnie odwiedzanych przez jego rodaków…”

***

Przy tej okazji powstało jednak i wiele tekstów mądrych, zgłębiających wyjątkowość i samotność roli bramkarza. Np. Michał Okoński na łamach „Tygodnika Powszechnego” przywołał słynny cytat z książki Jonathana Wilsona „Bramkarz, czyli outsider”: „Dobrzy bramkarze rujnują swoją reputację pojedynczymi, nieszczęśliwymi wpadkami, inni zaś stają w blasku chwały dzięki jednej czy dwóm obronom (…) „Złe rzeczy dzieją się dobrym ludziom i niekoniecznie każdy dostaje to, na co zasługuje – taka jest smutna prawda, dla której Biblia szuka usprawiedliwienia w historii Hioba”.

„Z pewnością żaden sportowiec z taką regularnością nie mierzy się z arbitralnością losu co bramkarz. Rykoszet, kozioł, powiew wiatru, zła ocena sytuacji i wszystko inne, z czym musi się zmagać, a czego nie doświadczają inni gracze” – pisał Wilson.

***

Może niekoniecznie do Rimini, ale kto wie czy odejście Kariusa z Premier League nie byłoby głupim pomysłem. Doradza mu to były bramkarz reprezentacji Anglii Robert Green, zapowiadając że po wakacjach Niemca czeka piekło. Nie ma siły, żeby ktokolwiek kiedykolwiek zapomniał mu nieszczęsne błędy. Będzie wygwizdywany, wyśmiewany i obrażany na każdym stadionie w Premier League. Co z kolei będzie miał wpływ na jego występy, koncentrację, psychikę – wieszczy Green.

Wie co mówi, przeżył to sam. W meczu otwarcia mundialu w RPA popełnił błąd, który pozwolił USA zremisować z Anglią 1:1 i w efekcie zająć pierwsze miejsce w grupie, co skazało Anglików w 1/8 na Niemców i pamiętne lanie 1:4.

„Potworne było to czucie, że zawiodłeś kolegów z drużyny i kibiców. Do Kariusa po ostatnim gwizdku nie podszedł nikt z drużyny z pocieszeniem, ale to nie miało znaczenia. W takim momencie żadne słowa nie są w stanie dać ci ukojenia. Nikt nie może ci pomóc. Ja i tak miałem lepiej, bo za trzy dni czekał mnie kolejny mecz. Wiedziałem, że muszę wziąć się w garść. Mogłem mieć przynajmniej nadzieję, że szybko dostanę szansę rehabilitacji. Karius ma przed sobą całe lato, żeby się gryźć i rozpamiętywać” napisał Green w artykule dla „Guardiana”.

Z własnego doświadczenia wie, że Niemiec już zawsze będzie czuł się naznaczony. Będzie wiedział, że w każdym meczu wszyscy tylko czekają na kolejne błędy. „Smutna jest natura naszej boiskowej roli: bramkarz może pomóc co najwyżej nie przegrać meczu, ale nie jest w stanie go wygrać” napisał Green.

***

„Wszyscy bramkarze popełniają błędy, których nie dają im spokoju jeszcze długo po zakończeniu kariery. Mnie do dzisiaj prześladuje gol, który puściłem w meczu z Polską na Wembley w eliminacjach do mundialu w RFN w 1974 roku. Bo kosztował nas wyjazd na turniej” – napisał dla „Daily Mail” legendarny angielski golkiper, Peter Shilton.

„Przez większość czasu patrzyłem jak nasi piłkarze bombardują bramkę Jana Tomaszewski, Polacy prawie wcale nas nie atakowali. Prowadzenie wydawało się kwestią czasu. I nagle rywali oddali jeden, jedyny strzał, a ja przepuściłem piłkę pod brzuchem. Jedyny strzał w meczu, który musiałem obronić! Byłem zdruzgotany i jestem do dziś. Ale po wszystkim zmieniłem styl bronienia, co pomogło mi w reszcie kariery” wspomina Shilton.

Co w tej sytuacji powinien zrobić Karius? Shilton wcale nie jest pewien, że Niemiec jeszcze kiedykolwiek zagra w barwach Liverpoolu. Jerzy Dudek, który sam w barwach „The Reds” popełnił straszny błąd, kosztujący porażkę z Manchesterem United, a jego samego miesiące na ławce rezerwowych, też mówi, że przed Niemcem ciężki czas. Bo nie wszystko zależy od niego samego. Pojechał na urlop, bez okazji na szybką rehabilitację, a co jeśli po powrocie w klubie będzie już czekać następca klasy światowej? „Nie znamy się, więc mogę mu tylko życzyć, żeby jak najszybciej osiągnął spokój ducha. Ale to może zdarzyć się za rok, parę, dopiero po zakończeniu kariery. Ale może i nigdy”.

 

Zostaw odpowiedź