Rosja 2018. Za wcześnie na odwrót spod Moskwy

Mam znajomego, żaden z niego wielki fan futbolu, na klubową piłkę w ogóle nie chodzi, ogląda Ligę Mistrzów, ale w TVP więc tylko jeden mecz w kolejce. Na Stadionie Narodowy był dwa razy, na meczu kadry z Portugalią i „piknikowym” Real Madryt – Fioretnina. Najważniejsze wydarzenia piłkarskie zna głównie z „Wiadomości” i sam siebie nazywa zresztą „piknikiem”. Zdziwiłem, że wybiera się do Moskwy na mecz Polska – Senegal. Tłumaczył, że męski wyjazd, on i dwaj synowie. Wrócił i podzielił się wrażeniami.

„Wyobraź sobie, że jesteś wielkim miłośnikiem opery. Szarpnąłeś się na bilety do wymarzonej La Scali – to najsłynniejsza scena operowa świata, świątynia. Jedziesz do Mediolanu, zasiadasz odświętnie ubrany w szacownym gmachu. Kurtyna idzie w górę, zaczyna się „Tosca” Pucciniego i… widzisz, że dekoracje zostały z „Aidy” Verdiego. Orkiestra fałszuje od pierwszych taktów uwertury, smyczki nie nadążają za trąbkami, perkusja wyprzedza waltornię, co wybija z rytmu śpiewaków.  Aktorzy wyglądają jakby grali ze sobą pierwszy raz. Angelotti zamiast basem, śpiewa sopranem partię Pastuszka. Brutalnego szefa policji, Scarpii w ogóle nie ma na scenie. Jeden z najsłynniejszych tenorów świata, nagradzany za tyle występów, zamiast dać popis w partiach Cavaradossiego, milczy przez wszystkie akty. Nie dają mu dojść do głosu, przekrzykują się wzajemnie. Na koniec Tosca wpada do kanału orkiestry. Opera mydlana zamiast wspaniałego dramatu”.

Na tym polegało największe rozczarowanie nie tylko mojego kolegi, ale chyba nas wszystkich. Że na boisku zamiast drużyny Adama Nawałki, w której się zakochaliśmy, zobaczyliśmy jakichś przebierańców. Jakby ktoś podmienił ich w szatni. To miał być polski sen (nawet hasztag do tego meczu w mediach społecznościowych brzmiał #POLSEN), tymczasem zmienił się w koszmar.

Zawiedli wszyscy, nawet ci, którzy nie zawodzili nigdy. Od selekcjonera, który często zaskakiwał nas swymi wyborami, ale na końcu zawsze wychodziło na jego, a nam głupio było z powodu naszych wątpliwości. Przez bramkarza, bo nawet w przegranych meczach zwykle należał do najlepszych zawodników w drużynie. Po kapitana, który ani przez minutę spotkania z Senegalem nie zachowywał się jak lider.

Wszystko co mogło nie zadziałać, nie zadziałało. Każdy kontrowersyjny wybór Nawałki okazał się nietrafiony. Z ustawieniem na środku obrony Cionka obok Pazdana. Z zaufaniem Błaszczykowskiemu, że mimo długiego leczenia, jest w pełni, zobaczymy takiego Kubę jak z Euro 2016, że w kadrze nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, że na pewno da radę. Nie dał. Z wprowadzeniem za niego Bednarka, debiutanta na mundialu, w momencie gdy drużyna przegrywa, a on widzi z ławki, że chłopakom zupełnie nie idzie, że nie są sobą. Wejść w takim momencie i nie popełnić błędu – to bardzo głęboka woda.

Nie wypaliło zostawienie w środku pola samego Krychowiaka. Wiara, że Zieliński musi wreszcie odpalić okazała się złudna. Podobnie jak to, że skoro Milik z Lewym tak świetnie współpracowali na Euro 2016, to mimo miesięcy bez gry Arka, nadal mogą. Wymienili – złe słowo, bo wymiana przewiduje wzajemność – między sobą przez 73 minuty jedno podanie. Nie wypaliło też najwyraźniej przygotowanie fizyczne – co dziwi szczególnie, bo przecież Nawałka szedł ścieżką wytartą w drodze do Francji, wiodącą przez Juratę i Arłamów. Coś chyba jednak poszło nie tak, skoro tak wiele błędów i strat (np. u Łukasza Piszczka) wynikało z wyraźnego zmęczenia i ciężkich nóg.

Największym szokiem był jednak brak podjęcia desperackiej walki o wynik. I o to właśnie największą pretensję mają kibice, z którymi rozmawiam. Zarzut brzmi: dlaczego nie „jeździli na tyłkach”? Dlaczego nie zostawili na boisku serducha? Jeśli już przegrywać, tak jak z Niemcami we Frankfurcie w eliminacjach do Euro. Po walce, z determinacją, pasją, wściekłością, że nie wychodzi, że piłka mija słupek, obija poprzeczkę, że zły VAR nie uznał nam gola.

To boli kibiców najbardziej, bo oglądają mundial. I widzą np. dwie porażki Maroka, ale po jakże innej grze. 13 strzałów na bramkę w przegranym meczu z Iranem, 16 – w przegranym z Portugalią i akcja na bramkę za akcją.

Za wcześnie jednak na ogłaszanie odwrotu spod Moskwy. Jak przypomina Zbigniew Boniek, przegrana została bitwa, nie wojna. Dlatego za wcześnie na genialne pomysły – na jaki wpadł niestety jeden z kolegów dziennikarzy – by domagać się bojkotowania produktów reklamowanych przez Lewandowskiego.

Czy Nawałka może to jeszcze odkręcić? Owszem, jeśli dokona radykalnych zmian w ustawieniu i składzie. Jeśli ustalając skład na Kolumbię będzie kierował się formą zawodników, a nie zasługami dla kadry w minionych bojach. To dla niego  i jego piłkarzy największe wyzwanie w karierze. Warto się z nim zmierzyć, dla większości bohaterów dramatu z Senegalem kolejnej szansy na kolejnym mundialu nie będzie.

Zostaw odpowiedź