Rosja 2018. Krajobraz po klęsce

Mecz Polska – Japonia w jednym zdjęciu (fot. Reuters)

Wstydliwy występ Polaków na mundialu w Rosji uznaję za klęskę. I nie zmienia tego zwycięstwo z Japonią, zresztą po kuriozalnej, haniebnej dla futbolu końcówce. Ostatnie 10 minut, było porażające  bo nasi bronili wyniku 1:0 jakby to im dawał awans. Zamiast szarpnąć, rzucić się na rywali, zagrać dla kibiców, dla siebie samych, bo to pewnie dla wielu z nich ostatni mundial, wybrali słynny już „niski pressing”, który już na zawsze będzie się brzydko ciągnąć za trenerem Adamem Nawałką. Podobnie jak filmik, gdzie w końcówce instruuje Grosika, żeby ściemnił kontuzję, a ten natychmiast wykonuje rozkaz. Smutne, że to jedyne co zapamięta świat po Polakach na mundialu w 2018 roku.

Sama wygrana z Japonią nie ma żadnego znaczenia. Ot wygraliśmy kolejny „mecz o honor”, którego tak bardzo pragnęliśmy uniknąć. Szczęście w nieszczęściu, bo porażka oznaczałaby dla „biało-czerwonych” najgorszy start na MŚ w historii, a ta właśnie grupa piłkarzy – najlepsza generacja od 30 lat – nie zasłużyła sobie na taki zaszczyt.

Klęską jest dla mnie nie sam brak awansu z grupy, ale styl w jakim się zaprezentowaliśmy w Rosji. Jej sromotność polega na tym, że jako ćwierćfinalista Euro 2016, jeszcze niedawno grający jak równy z równym z aktualnym mistrzem świata czy przyszłym mistrzem Europy, wykonaliśmy tak gigantyczny krok wstecz.

Cofnęliśmy się do mrocznych czasów Franciszka Smudy lub Waldemara Fornalika, albo późnego Leo Beenhakkera, gdy sił naszym piłkarzom starczało na pół godziny, a brak solidnej strategii i schematów zastępowała „laga” do Roberta Lewandowskiego, który toczył przegrane boje z obrońcami.

Zagraliśmy bez charakteru, determinacji, bez woli walki i przysłowiowej „jazdy na tyłkach” gdy umiejętności są niższe niż u rywala. Za te cechy piłkarski świat chwali i zapamięta z Rosji takie drużyny jak Iran, Maroko, Koreę czy Peru, które też wracają wcześniej do domu. Nas da się zapamiętać jedynie za błędy, nieoglądane na tym poziomie. I teatr zafundowany futbolowi wspólnie z Japończykami.

Nawet skompromitowane Niemcy zabiorą ze sobą przynajmniej cudowny comeback w meczu ze Szwecją i gol Toniego Kroosa, który pewnie będzie się ubiegał o tytuł bramki turnieju. Nasze odpadnięcie jeśli ktoś na świecie przyjął z jakąkolwiek emocją, to co najwyżej z uczuciem ulgi.

Zapewne naszą klęską przykryła nieco ta niemiecka – historyczne ostatnie miejsce w grupie obrońców trofeum. Obie klęski łączy to, że nikt ich nie przewidział, nie przeczuwał, nie uprzedzał, nie alarmował, że coś idzie w złą stronę. My żyliśmy w świadomości, że będzie powtórka z Euro 2016, oni z poprzedniego mundialu, albo wygranego Pucharu Konfederacji sprzed roku.

Wiwisekcja dopiero się zaczyna, ale już widać, że przyczyny nad Renem znaleziono podobne jak u nas: złe przygotowanie pod względem fizycznym, zły wybór systemu gry i brak planu B, gdy sprawy pójdą nie tak. A także totalne rozczarowanie liderami, którzy powinni byli ciągnąć grę, ale zawiedli – Thomas Mueller czy Mesut Oezil u Niemców, Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Kuba Błaszczykowski czy Kamil Grosicki – u Polaków.

Różnica w tym, że Joachimowi Loewowi zarzuca się też błąd w selekcji. Adamowi Nawałce trudno zarzucić, że zostawił kogoś, kto w Rosji mógłby się okazać zbawieniem, jak u Niemców kreatywny Leroy Sane, z Manchesteru City, najlepszy młody zawodnik ubiegłego sezonu Premier League.

Choć największa wina za obie klęski spada na barki obu selekcjonerów, różnica jest traka, że Niemcy jeszcze przed mundialem przedłużyli kontrakt z Loewem do 2022 roku. Szef DFB, Reinhard Grindel broni tej decyzji, tłumacząc że kadra potrzebuje w tym momencie wymiany pokoleniowej, a tej nikt nie przeprowadzi lepiej niż Loew.

W naszym przypadku ta wymiana też nastąpi, mam wątpliwości czy Nawałka (o ile w ogóle wyraziłby chęć) byłby idealnym kandydatem do budowy od nowa. Zygmunt Anczok, mistrz olimpijski z 1972 zaapelował na naszych łamach, żeby „dać Nawałce szansę naprawienia błędów, które popełnił w Rosji”. Tyle, że selekcjoner miał na MŚ naprawić błędy z Euro 2016. Tam jedyną zgłaszaną do niego pretensją była zbyt wąska oraz to, że sił naszym piłkarzom starczało do 80. minuty. W dogrywce „oddychali rękawami” i prosili o zmianę.

Na mundialu sił starczyło im na pierwszy kwadrans spotkania z Kolumbią. Przez większość czasu nogi były zbyt ciężkie, nie niosły, a piłka odbijała się po przyjęciu na dwa metry. W „meczu o wszystko” z Kolumbią rywale wykonali 23 sprintów więcej od nas.

Porażką z Senegalem Nawałka zapłacił za przywiązanie do nazwisk i kierowanie się dawnymi zasługami zamiast aktualną formą. Stąd obecność Milika, Kuby, Cionka czy Piszczka.

Nie twierdzę, że młode pokolenie diametralnie zmieniłoby obraz gry. Wysęp Polski na mistrzostwach Europy U-21 nie napawał optymizmem. Jeśli jednak tacy zawodnicy jak Przemysław Frankowski, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański widzieli na treningach w Arłamowie, że byli w lepszej niż ostatecznie zabrani na mundial, ciężko byłoby Nawałce zdobyć ich zaufanie w nowym rozdaniu.

Etap Nawałki w kadrze należy zamknąć też dlatego, bo po pięciu latach pracy wyczerpała jego moc. Wcześniej każda jego decyzja, kadrowa czy dotycząca systemu gry była strzałem w „10”. Milik, Mila, Mączyński, Pazdan – na których nie odważyłby się pewnie postawić nikt inny, u Nawałki odpalali kapitalnie.

Selekcjoner dotrzymał też słowa z pierwszych wywiadów po objęciu stanowiska, że znajdzie pomysł na wykorzystanie potencjału Lewandowskiego i napastnik Bayernu do mundialu strzelił 37 goli w 37 meczach pod wodzą Nawałki.

Kilka miesięcy po udanym Euro 2016 drużyna przestała się rozwijać, a zawodnicy słuchać we wszystkim trenera i perfekcyjnie realizować jego założenia. Szwankowała nawet poza boiskowa dyscyplina, czego dowiódł „Przegląd” ujawniając „aferę alkoholową”.

Kontuzje (Milik, Kuba), złe wybory klubów (Krychowiak, Kapustka, Grosicki) sprawiły, że piłkarze grali mniej, gorzej, lub wcale. Być może z tego powodu nie wypaliła próba z poszerzeniem wariantów gry, czyli odejściem od ustawienia 4-4-2 na rzecz 3-4-3. Potrzebny nowy selekcjoner z nową hierarchią zawodników i wizją jak mają oni grać.

Zostaw odpowiedź