Selekcjoner Jerzy Brzęczek

Wszyscy jesteśmy zaskoczeni jeśli nie zszokowani nazwiskiem nowego trenera piłkarskiej reprezentacji. Prezes PZPN Zbigniew Boniek zadziwił nas tak samo jak przy wyborze Adama Nawałki. A może nawet bardziej, bo swoim zwyczajem postanowił trochę pozwodzić kibiców i nas, dziennikarzy. To wrzucił na Twittera zdjęcie portu w Dubrovniku, na co w reakcji posypała się lawina nazwisk bałkańskich trenerów. To wykluczył w wywiadzie dla „Piłki Nożnej” Michała Probierza czy swego dawnego kolegę z Juventusu, Cesare Prandellego.

Nazwisko Jerzego Brzęczka nie przewijało się ani w dziennikarskich spekulacjach ani u bukmacherów. Wydawało się logiczne, że tym razem Boniek sięgnie po trenera z zagranicy. I to ktoś z opcji włosko-bałkańskiej, czyli jeśli nie Włoch (Prandelli, Di Biasi) to Serb (Mihajlović), Chorwat (Bilić) czy Słoweniec (Katanec), którzy długo grali w Serie A, znają język (więc dogadają się i z prezesem i sporą grupą kadrowiczów) i mają mentalność szkoleniowców z Italii przy słowiańsko-bałkańskiej duszy, co może nie być bez znaczenia w pracy z naszymi zuchami.

Dlaczego wykluczaliśmy Polaków? Przede wszystkim z braku klarownych kandydatów. Nie było nikogo „wyczekiwanego przez lud” jak Janusz Wójcik po srebrnym medalu na igrzyskach w Barcelonie czy Franciszek Smuda przed Euro 2012. Co prawda wybór Nawałki okazał się strzałem w „10”, choć nikt w niego nie wierzył. Sam obawiałem się „Fornalika Bis”, by mile się rozczarować i gratulować Bońkowi intuicji. Jednak sytuacja kadry jest dziś zupełnie inna niż gdy Nawałka przejmował ją po okresie zarządzania przez Smudę i Waldemara Fornalika. Wtedy to była drużyna pełna piłkarzy na dorobku, u progu kariery, oprócz „trójki z Dortmundu”. Ale nawet Robert Lewandowski był wówczas jeszcze „Lewym z Borussii”, a nie tym z Bayernu, nasyconym sukcesami w Bundeslidze i marzącym o jeszcze większych klubach i wyzwaniach.

Wtedy to była grupa poraniona katastrofą na Euro 2012 we własnym kraju i kolejną klęską w eliminacjach do mundialu. Z poczuciem, że są w stanie grać w reprezentacji na tym sam poziomie co w klubach. O co pretensje coraz częściej mieli do nich kibice, np. wtedy gdy w Gdańsku wygwizdali Lewandowskiego. Nie chcę przez to powiedzieć, że Nawałka miał łatwiej niż będzie miał Brzęczek. Po prostu wyzwania były inne, chwała mu że im sprostał.

Dziś to zupełnie inna grupa. Ćwierćfinalistów Euro 2016, którzy przeżyli ze sobą wspaniałą przygodę. Dzięki niej pozmieniali kluby na lepsze, pozawierali świetne kontrakty, stali się rozpoznawalni i kochani przez kibiców. Niestety kolejna przygoda okazała się upadkiem z nieba do piekła. Kadrowicze wracają z mundialu w Rosji rozbici, świadomi sprawionego zawodu. W szatni panuje atmosfera podziałów i wzajemnych pretensji, o to kto zawiódł bardziej, kto niepotrzebnie pojechał, a kto niesłusznie został, o to oszukał, że jest w formie. Tylko na razie jeszcze wyrażanych prywatnie.

Już po tym, że dyskutowana jest opaska kapitańska dla Lewandowskiego, ze są w kadrze tacy, którzy chcieliby ją od niego przejąć widać jak wielkie wyzwanie czeka na Brzęczka. Swoją drogą za absurdalne żarty traktuję wpisy na Twitterze, że na powrót uczyni kapitanem swego siostrzeńca, Kubę Błaszczykowskiego. Z pewnością jest zbyt mądry na to by gasić pożar benzyną, zrażając do siebie i kadry jej najlepszego zawodnika. Znając charakter Brzęczka będzie w stanie dogadać się z Lewym. To kluczowe, by u nowego selekcjonera był równie skuteczny, co u poprzednika.

Wydawało mi się, że do takiej szatni potrzebny jest ktoś z doświadczeniem z zarządzaniu kryzysem. Ktoś bardziej doświadczony w radzeniu sobie z ego wielkich zawodników. Że relacje między piłkarzami najlepiej naprawi ktoś z zewnątrz, nie znający układów, kierujący się nie zasługami, nazwiskami, ale aktualną formą. Akurat Brzęczka trudno nazwać kimś „z zewnątrz” ale wcale nie wykluczam, że sobie poradzi. I z czasem jak Nawałka żmudnie zapracuje sobie na autorytet.

Nie przeszkadza mi jego mizerny dorobek trenerski – zaledwie 66 meczów w Ekstraklasie, w tym 27 zwycięstw, 24 porażki i tak naprawdę zaledwie jeden udany sezon w karierze. Przykład Nawałki uczy nas, że kadra to nie liga. Tu ważniejsze są inne cechy, w tym spokój i rozwaga jakim odznaczał się zarówno poprzednik jak i nowy selekcjoner. Obaj mieli też reprezentacyjną przeszłość, co okazało się istotne. Brzęczek wręcz w roli kapitana, nie raz wykazując się autorytetem i cechami przywódcy.

Czy trafi do piłkarzy? Czy ich zjednoczy w tę drużynę, w której zakochaliśmy się w czasie eliminacji do Euro 2016? Czy nada jej nowego impulsu, wprowadzając kilku nowych zawodników i dziękując kilku startym? Czy sprawi, że choć nie będą się kochać, to będą w stanie współpracować ze sobą na boisku, a poza nim unikać konfliktów? Odpowiedź dopiero poznamy.

Na pewno przekona ich do siebie jedynie pomysłem na grę. Łatwo nie będzie, bo drużynę i nowego selekcjonera „rozpoznanie bojem”, czyli mecze w Lidze Narodów z Włochami i Portugalią. Dziś Brzęczkowi można jedynie życzyć powodzenia. Dla dobra nas wszystkich.

Zostaw odpowiedź