Przeszłość Woźniaka zaszkodzi reprezentacji

W najbliższy poniedziałek nowy selekcjoner reprezentacji Polski, Jerzy Brzęczek ogłosi skład swego sztabu. Mam nadzieję, że nie znajdzie się w nim miejsce dla Andrzeja Woźniaka. Najkrócej mówiąc uważam, że nie wypada, żeby w kadrze narodowej pracowała osoba skazana w przeszłości prawomocnym wyrokiem za korupcję w futbolu. Nie godzi się. Po prostu. Praca z reprezentacją to zaszczyt i w sumie najwyższa nagroda za całą dotychczasową karierę i postawę. Wydawałoby się, że jest to tak oczywiste, że nie wymaga tłumaczenia.

Ale sądząc po reakcji części środowiska i hipokryzji jaka się przy tej okazji wylała, jednak wymaga. Były legendarny trener Antoni Piechniczek mówi, że Brzęczek montuje własną ekipę, ma prawo brać do niej kogo chce i nic nam do tego. Jednak piłkarska reprezentacja Polski to dobro narodowe. Wizytówka wszystkich kibiców, a także ogrzewających się przy niej sponsorów. Ważne, żeby każdy mógł się z nią identyfikować. W tej sytuacji wielu przestanie.

Kadra zaczyna mozolną walkę o odzyskanie zaufania i miłości kibiców, utraconych mundialową kompromitacją. Atmosfera wokół kadry i w niej samej daleka jest od ideału. Czy na dzień dobry potrzebuje kolejnej kontrowersji i kolejnego kryzysu wizerunkowego?

***

Piechniczkowi wtóruje Roman Kosecki. „Woźniak odpokutował, nie zasługuje na wieczne potępienie, a świetny z niego fachowiec” – mówią. Po pierwsze co to właściwie znaczy „odpokutował”? Odbębnił zawieszenie, ale czy odkupił winy jakąś wyjątkową postawą czy działaniem?

Że jest fachowcem, tego nikt nie neguje. Tylko przecież nie warsztat jest tu problemem. Nikt mu nie zabrania mu pracować w zawodzie, byle w klubach. Nikt nie odmawiał mu drugiej szansy, gdy po banicji podejmował treningi z bramkarzami Widzewa, Dolcanu czy Lechii, by ostatnio wrócić do Widzewa.

Ale drużyna narodowa to co innego. Jest chyba w Polsce jeszcze paru nie gorszych fachowców, którzy nie funkcjonowali w mediach z czarną opaską na oczach i inicjałem zamiast nazwiska? Czy Wojtek Szczęsny i Łukasz Fabiański nie zasługują sobie na to, żeby pracował z nimi ktoś z czystą przeszłością. Czy potrzebują pytań, co oni na to, czy im nie przeszkadza i wygibasów przez kamerą i mikrofonem?

Kosecki w rozmowie z Onetem mówi tak: „jestem od wielu lat w sejmowej Komisji Sportu, w przeszłości zajmowaliśmy się m.in. sprawą korupcji w naszej piłce. Ciągle działa w niej wiele osób, które uczestniczyły w procesie korupcyjnym, a do dziś się nie ujawnili. Nieraz widzę ich w telewizji. Może zajmijmy się takimi osobami, zamiast rozmawiać o Andrzeju Woźniaku?”

Świetnie, zajmijmy się! Poznajmy te nazwiska! Były kapitan reprezentacji Polski, były wiceprezes PZPN i poseł z wieloletnim stażem idealnie nadawałby  się na osobę, która mogłaby oczyścić środowisko. Niestety „od wielu lat w sejmowej Komisji Sportu” zajmuje się czym innym.

***

Obrońcy pomysłu pracy Woźniaka w kadrze rzucają w przeciwników nazwiskiem Łukasza Piszczka. Przecież też skazany w procesie korupcyjnym, poddał się karze, „a jego gra w reprezentacji jakoś wam nie przeszkadzała”. Niektórym przeszkadzała. Są reprezentacje, do których piłkarz w analogicznej sytuacji pewnie nie zostałby powołany. U nas o sprawie było głośno przed Euro 2012 i nikt nie odważył się wzywać, żeby zrezygnować z najlepszego wówczas prawego obrońcy na świecie. Niektórzy przynajmniej pisali ostro o jego udziale. Łukasz obraził się za to na mnie i odmówił wywiadu po meczu z Czechami na Euro. Od tego czasu nie rozmawiamy ze sobą.

Ale i tak Piszczka trudno porównywać z Woźniakiem. Wziął udział w oszustwie jeden raz. Młodość jakoś go tłumaczy, w dodatku sam zgłosił się do prokuratury. W przypadku Woźniaka poraża skala procederu i liczba zarzutów. Można się z nimi zapoznać na blogu niezmordowanego Dominika Panka pilkarskamafia.blogspot.com. Praktycznie ustawił cały sezon Korony Kielce, kupując mecz za meczem. Wyciągając pieniądze na łapówki od młodych zawodników, pożyczając im jeśli akurat nie mieli. Nieporównywalny była też skutki dla klubu, z którego wycofał się sponsor. I zawodników, którym załamały się kariery. Nieporównywalna była więc i kara dla obu. Woźniak został skazany na 2,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. PZPN zawiesił go aż na cztery.

Dziwię się Brzęczkowi, że złożył propozycję właśnie Woźniakowi. Oprócz błędu wizerunkowego, zrobił mu niedźwiedzią przysługę, rzucając go po latach w światła reflektorów. Chcielibyśmy pamiętać pana Andrzeja wyłącznie jako „Księcia Paryża”, ale sam sprawił, że to niemożliwe. Jemu też się dziwię, że propozycję przyjął. Nie przewidział jaką wywoła burzę, że na tapecie znów znajdą się jego haniebnych przewin, o których wszyscy woleliby zapomnieć? Jego partner w przestępstwie, Dariusz Wdowczyk przyznał trzeźwo po latach, że zdaje sobie sprawę, iż drzwi do reprezentacji zamknęły się przed nim na zawsze.

 

Zostaw odpowiedź