Lex Peszko

Spore emocje wywołała kara dla Sławomira Peszki za bandycki faul na Arvydasie Novikovasie w meczu z Jagiellonią w miniony piątek. Komisja Ligi wlepiła skrzydłowemu Lechii dyskwalifikację na trzy miesiące (czyli 11-12 spotkań ekstraklasy i Pucharu Polski) oraz grzywnę 30 tysięcy złotych. Kara szokująca, ale też – co od razu podkreślam – zasłużona i adekwatna.

Szokująca jest po pierwsze surowość Komisji Ligi. Ciało to przyzwyczaiło nas niestety w ostatnich latach do wyroków kompromitująco łagodnych i generalnie absurdalnych. Jak – sięgając tylko do minionego sezonu – zweryfikowanie przerwanego meczu Piast – Górnik jako walkowera na korzyść gości, przy jednoczesnym odebraniu im trzech punktów, żenująco niskie grzywny dla Peszki i Simeona Sławczewa za kopanie dmuchanej lalki z sex shopu, ubranej w barwy Arki Gdynia czy grzywnę w zawieszeniu dla Jagiellonii za uniemożliwienie wejścia na stadion kibicom Legii (po raz kolejny zresztą), a tej ostatniej 10 tysięcy za… opóźnianie wyjścia na boisko piłkarzy.

W przypadku boiskowych bandytów Komisja zawsze była łagodna. Największemu brutalowi ostatnich lat, Abdulowi Azizowi Tettehowi wszystkie wybryki regularnie uchodziły na sucho. Za pamiętny wjazd „sankami” czyli obiema nogami w Arkadiusza Recę dostał jeszcze trzy mecze zawieszenia, ale już próba złamania nogi Akahoshiemu czy nadepnięcie na brzuch Guilherme pozostały bez konsekwencji.

Pomijam absurdy w postaci utrzymania czerwonych kartek i nałożenia zawieszenia na zawodników faulowanych zamiast faulujących (jak w przypadku Arkadiusza Głowackiego i Rubena Jurado). Zawsze po przejrzeniu „materiału dowodowego” zasłaniając się stosownymi przepisami i regulaminem.

***

Toteż byłem pewien, że członkowie Komisji Ligi i tym razem poproszą „potrzymajcie nasze piwo” i zakończą sprawę trzy, może pięcio-meczowym zawieszeniem. Stało się inaczej. Dyskwalifikacja aż na 90 dni oznacza dla Peszki prawdopodobnie całą rundę z głowy. Nie wiadomo w jakiej formie po zakończeniu banicji będzie on sam i jego Lechia, czy będzie tam nadal dla niego miejsce.

Kara jest adekwatna głównie ze względu na recydywę. 11 czerwonych kartek w karierze, ponad sto żółtych to bardzo dużo jak na „zadaniowego” ofensywnego pomocnika. Za dużo. Ewidentnie świadczy o braku trzymania nerwów na wodzy, uleganiu emocjom. Co zresztą sam Peszko przyznał w oświadczeniu, pisząc że frustracja, którą przeżywa po fatalnych MŚ sprawiła, że okazał się nie gotowy emocjonalnie do powrotu do gry. Tu jeszcze mamy element osobistej wendetty za spięcie obu panów na Instagramie.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, zwłaszcza patrząc na dotychczasowe wyroki Komisji Ligi, że ten jest gestem pod publikę. Chęcią zatarcia dawnych przewin. Wiadomo od dawna, że Peszko nie jest delikatnie mówiąc ulubieńcem kibiców. Sam piłkarz zresztą wiele zrobił, żeby na sympatię nie zasłużyć, pewnie bardziej swoimi pozaboiskowymi wybrykami, taksówkowymi, radiowymi itp. niż boiskowymi. Wiele osób oburzyło powołanie skrzydłowego Lechii na mundial, co przypisywali wyłącznie stawiennictwu Roberta Lewandowskiego (obaj to wyśmiewają).

Po brutalnym, chamskim i nieodpowiedzialnym faulu na Novikovasie powszechne stało się żądanie jak najsurowszej kary. Kibice na Twitterze prześcigali się w liczbie meczów, miesięcy, wielu domagało się wręcz dożywotniej dyskwalifikacji. A kiedy wyrok zapadł, przyjęli to ze sporą satysfakcją, drwiąc z banity i podważającego wysokość kary Tomasza Hajty, jedynej chyba osoby, która wstawiła się za Peszką.

Mam tylko nadzieję, że Komisja Ligi nie przełożyła wajchy ten jeden raz, działając pod wpływem opinii publicznej i robiąc wyjątek dla nielubianego Peszki. Że otwiera nowy rozdział piętnowania i zniechęcania boiskowych bandytów, którzy stanowią zagrożenie dla zdrowia i kariery innych zawodników. Że teraz za brutalny faul pewna jak w banku będzie brutalna kara. Zwłaszcza dla „recydywistów”. I to niekoniecznie w tym samym sezonie rozgrywkowym.

***

W dyskusji potępiającej Peszkę wiele osób domagało się reakcji nie tylko ze strony Komisji Ligi ale wręcz prokuratury „gdyby taka sytuacja miała miejsce na ulicy, Peszko by miał sprawę w sądzie”. Pisali, że Novikovas, którego zdrowie zostało wystawione na szwank miałby spore szanse przed sądem cywilnym i powinien wytoczyć rywalowi proces.

Ciekawy głos w tej sprawie na łamach weszlo.com dało dwóch adwokatów, Maciej Urbański i dr Jacek Potulski. Ich zdaniem czyn Peszki, czyli „umyślne kopnięcie przeciwnika, które nie miało żadnego celu sportowego, a było jedynie efektem wybuchu frustracji zawodnika, to również naruszenie prawa karnego, a mówiąc wprost – przestępstwo”.

W prawie karnym istnieje co prawda pojęcie „kontratypu ryzyka sportowego”, sprawiające najkrócej mówiąc, że coś, co w życiu codziennym byłoby naruszaniem prawa karnego, wpisane jest wręcz w istotę niektórych dyscyplin sportowych – np. boks, czy faule w rugby, piłce nożnej czy hokeju. Stąd nawet najbardziej brutalne zachowania sportowców nie skutkują odpowiedzialnością karną.

Zdaniem adwokatów jednak brutalny faul Peszki „nie był popełniony w ramach zasad dyscypliny, a co najważniejsze – nie można mu przypisać celu stricte sportowego”. Nie podpada więc pod ochronę kontratypu sportu i można uznać je za przestępstwo.

Peszko ma więc szczęście w nieszczęściu, że skutkiem jego ataku na Novikovasa nie było wykluczenie zawodnika Jagielloni ani na ustawowe siedem dni ani choćby na jeden mecz. A też i sam pokrzywdzony nie myśli uruchamiać prokuratora, tylko dawno już przyjął przeprosiny Lechity. Nie ma żalu, macha ręką, że sam robił głupstwa w emocjach i nie chce mu już dokładać kłopotów. I to jest zachowanie z klasą piłkarza, który rozumie do czego prowadzi frustracja na boisku. Niech Peszko odbębni zasłużoną karę, ale też nie róbmy z niego Kuby Rozpruwacza.

Zostaw odpowiedź