Luka The Best, czyli dziecięce marzenia Modrica

Tradycyjnie jak co roku przyznano nagrody FIFA The Best dla najlepszego Piłkarza i Trenera Roku. Tradycyjnie miałem przyjemność oddać głos w plebiscycie jako dziennikarz z Polski. Tradycyjnie oberwało mi się za wybór trójki, a to że nie ma Leo Messiego, a to że Mohameda Salaha, na szczęście najmniej osób przyczepiło się do braku Roberta Lewandowskiego ale były i takie, które uważały, że jednym z kryteriów jakimi powinienem się kierować jest patriotyzm.

Z tradycją zerwał przede wszystkim Luka Modrić, wygrywając plebiscyt jako pierwszy piłkarz od 10 lat inny niż Messi i Cristiano Ronaldo. Z tradycją zerwali niestety także ci ostatni. Obaj wielcy piłkarze mimo nominacji nie przyjechali na galę w londyńskiej Royal Festival Hall. Smutne, że nie znaleźli w sobie wielkoduszności, by okazać szacunek temu, kto w futbolu klubowym wreszcie okazał się od nich lepszy w przeciągu ostatnich 12 miesięcy.

Bo to, że na nagrodę zasłużył właśnie Chorwat kwestionował mało kto. Jeśli przyjmiemy za kryterium oceny, co kto zrobił dla swojej drużyny klubowej i narodowej od sierpnia 2017 do sierpnia 2018, to po prostu nie było innego kandydata. Kluczowy w wywalczeniu przez Real Madryt trzeciej Ligi Mistrzów z rzędu. Podobnie jak Cristiano Ronaldo czy Rafael Varane – ktoś powie.

I słusznie, ale Modrić był najważniejszą postacią w reprezentacji Chorwacji, która na mundialu w Rosji sięgnęła po historyczne wicemistrzostwo. Portugalczyk miał mundial tylko poprawny. Messi – kiepski. Owszem, Argentyńczyk to „piłkarz z innej planety”, z „playstation”, najlepszy naszych czasów. I jako takiego będziemy go wspominać. Ale skoro bawimy się plebiscyty i nie dajemy w nich Messiemu nagrody z góry za to, że jest Messim, to ja po piłkarzu tej klasy oczekuję czegoś wyjątkowego. Np. nie dopuszczenia do katastrofy Barcelony w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Romą. Albo przesądzenia losów 1/8 finału mundialu z Francją. Dlatego w mojej trójce Messiego zabrakło.

Umieściłem w niej za to nieobecnego w Londynie Antoine Griezmanna. Ten dopiero miał świetne mistrzostwa świata. Co prawda ciężko wskazać najbardziej kluczowego zawodnika w sukcesie reprezentacji Francji. Podobnie jak jednego reprezentanta Niemiec na mundialu w Brazylii cztery lata wcześniej. To był wielki triumf całej drużyny. Bez jednego zawodnika na miarę Zinedine Zidane’a na MŚ w 1998.

Jednak gole napastnika Atletico ważyły sporo w tym sukcesie. Był na pewno jednym z liderów drużyny obok Paula Pogby, N’Golo Kante czy Kyliana Mbappe. Może gorzej poszło mu w klubie, ponieważ nie zdobył mistrzostwa Hiszpanii i odpadł z Ligi Mistrzów. Ale na jego korzyść przemawia wygrana Ligi Europy. Uznałem, że w zwycięskiej trójce musi być mistrz świata, stąd Griezmann u mnie na drugim miejscu.

Ucieszyło mnie, że nagrodę główną dostał Modrić, nie tylko dlatego że wreszcie przebił szklany sufit, który przez tyle lat stanowił ograniczenie dla wszystkich, którzy nie nazywali się Ronaldo lub Messi. Że nie było w minionym roku piłkarza o większym wpływie na swoją drużynę. Który sercem do walki, hartem ducha, umiejętnościami technicznymi i boiskową inteligencją pchnął swój zespół na inny poziom.

Ucieszyło mnie, gdy podczas odbierania statuetki pokazał jak wspaniałym jest człowiekiem. Po rytualnych podziękowaniach pokonanym rywalom, głosującym oraz kolegom z Realu i reprezentacji, zadedykował nagrodę swemu idolowi. Kapitanowi Chorwacji z mundialu w 1998 roku, która była inspiracją dla całego pokolenia do grania w futbol i sukcesu na mundialu w Rosji – Zvonimirowi Bobanowi.

„Tamten zespół dał nam nadzieję, że możemy zrobić coś wielkiego w Rosji. Tamten sukces pokazał wszystkim Chorwatom, że każdy z nas może stać się najlepszym, jeśli włoży w to ciężką pracę, wiarę i poświęcenie. Pokazał, że marzenia mogą stać się rzeczywistością” powiedział, a obecnemu na widowni Royal Festival Hall Bobanowi pociekły łzy z oczu.

Była mniej więcej 23.00 kiedy dotarł z bankietu do mix zony, by po udzieleniu wywiadów stacjom telewizyjnym wreszcie stanąć przed nami, dziennikarzami prasowymi. Ale nadal z błyskiem w oku mówił o dziecięcych marzeniach.

„Chyba każdy zaczynając grać w piłkę marzy o tym, żeby zajść na sam szczyt, stać się najlepszym piłkarzem świata. Ja też o tym marzyłem, wyobrażałem sobie ważne gole, które strzelam, kluczowe podania. To pomagało mi z determinacją stawać się lepszym i lepszym. Zagryzać zęby i pokonywać wszystkie przeciwności. Pewnie, że marzyłem, żeby któregoś dnia znaleźć się tu w tej sytuacji.

Nie byłoby mnie tu, gdybym nie wierzył w siebie nawet wówczas, gdy nikt we mnie nie wierzył. Zawsze ważne było dla mnie, żeby choć nie wiem co, iść na przód. Od pewnego momentu pomogli mi w tym moi koledzy z drużyny, moja rodzina i moi przyjaciele. Bliskie relacje z nimi wszystkimi, pozytywne myślenie, ciężka praca i niepoddawanie się przeciwnościom. To wszystko sprawiło, że jestem tu gdzie jestem”.

Zostaw odpowiedź