Bądź jak Bartek Kurek czyli siatkówka vs piłka nożna

Mój poprzedni felieton był peanem na część Bartosza Kurka i pozytywnej przemiany jaka się w nim dokonała mimo życiowych i sportowych niepowodzeń. Z każdym wywiadem rośnie mój szacunek dla lidera i najlepszego zawodnika mistrzostw świata, bo z nich wychodzi jak mądrym i wspaniałym człowiekiem i sportowcem jest Bartek.

Właśnie w rozmowie z dziennikarzem Sportowych Faktów WP zakończył dyskusję, która niestety rozgorzała na łamach mediów, głównie społecznościowych, o wyższości siatkarzy nad piłkarzami, dysproporcją zarobków i nagród, brakiem obecności tych pierwszych w reklamach. Żenującą dyskusję, w której zamiast cieszyć się sukcesem siatkarzy, publicyści, ale i zwykli kibice używali go do okładania przedstawicieli futbolu.

„Niezwykle mnie to irytowało i irytuje do teraz” – komentuje Kurek. „Zrobiliśmy świetną rzecz, odnieśliśmy wielki sukces, który zamiast zjednoczyć nas w radości, celebracji, podzielił nas. Na co dzień nie mam wśród znajomych żadnego profesjonalnego piłkarza. Natomiast po finale otrzymałem, na przykład na Instagramie, wiele gratulacji od naszych piłkarzy. To było coś niesamowitego. Oglądali nas najlepsi lekkoatleci, piłkarze, przedstawiciele innych dyscyplin…

Po zwycięstwie cały świat polskiego sportu mi i chłopakom złożył szczere gratulacje. I to był jeden z najpiękniejszych momentów, jakie sobie można wyobrazić. Bo pomyślałem sobie: wow, jesteśmy razem. Daliśmy ludziom coś świetnego, po czym zostało to przedstawione, że siatkarze są niedoceniani, że brakuje nam pieniędzy, że czujemy się gorsi, a osiągnięciami jesteśmy lepsi od piłkarzy.

Ludzie! Nie interesuje mnie ta dyskusja! Gram w siatkówkę. Czuję się doceniany. Zarabiam na odpowiednim poziomie. Nie potrzebuję do szczęścia rywalizacji o sławę z piłkarzami. Szczerze życzę im jak najlepiej i kibicuję im tak samo, jak oni kibicowali nam. Teraz grają mecze Ligi Narodów i też będę oglądał i kibicował.”

***

Prawda, że to postawa godna wielkiego, spełnionego sportowca? Skoncentrowanego na sobie, swoim sukcesie i swojej dyscypliny. Nie kierującego zasadą „teraz k… my!” czy „I’m the best and f*** the rest”.

Mam ten cytat z Bartka wycięty, oprawiony w plastik, włożony w okładki i będę używał za każdym razem gdy po kolejnym sukcesie polskich sportowców znów ktoś wywlecze zarobki piłkarzom.

Dziś gdy słyszę o triumfie np. naszych szachistów, już boję się wejść na Twittera, w strachu że znów będę czytał pełne populizmu i przekłamań lamenty, że piłkarze dostali więcej za trzy fatalne mecze na mistrzostwach świata, a lekkoatleci, siatkarze, skoczkowie narciarscy (*wstaw dowolną dyscyplinę) o wiele mniej.

Przeciwstawianie zawodników – zresztą jakiejkolwiek dyscypliny – piłkarzom jest krzywdzące dla jednych i drugich oraz prowadzi do absurdu. To że najlepiej zarabia się w jakimś sporcie, albo na jakimś sporcie (pokazując go w telewizji) wynika tylko i wyłącznie z globalnego zainteresowania nią. Piłkę nożną uprawia najwięcej osób na świecie, ogląda najwięcej osób na świecie, najwięcej idoli na świecie mają Messi, Ronaldo, Neymar, Lewandowski.

Jeśli więc szefowie marketingu firm wybierają do reklamowania swoich produktów piłkarzy, hojnie ich opłacając, to nie dlatego, żeby zrobić na złość siatkarzom, wioślarzom i żużlowcom. Ani dlatego, że sami są kibicami futbolu. Po prostu chcą dotrzeć ze swoim produktem do jak największej liczby odbiorców. Aż dziw, że w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach trzeba to komuś jeszcze tłumaczyć.

***

Ogrom hejtu jaki spadł przy okazji sukcesu siatkarzy na futbolistów, łatwość z jaką rozsądni – wydawałoby się – ludzie albo sami pisali bzdury, albo przynajmniej posyłali je dalej, to wina także czasów w jakich żyjemy. W których żąda się od nas natychmiastowej deklaracji czy jesteśmy za albo przeciw. Pochwalamy kogoś lub coś czy wręcz przeciwnie? Media społecznościowe zmuszają nas go gwałtownych i radykalnych reakcji: tak albo nie! Gdzieś po drodze wyłącza się myślenie, opinie karleją do powielania stereotypów. Przestajemy umieć ze sobą rozmawiać, słuchać adwersarza. Walimy z najgrubszej amunicji zanim spróbujemy zrozumieć co właściwie powiedział.

Tym bardziej szokuje rozsądna postawa Bartka Kurka, który spokojnie tłumaczy swoje racje. Choćby w kolejnej dyskusji jaka podzieliła całe sportowe środowisko: czy po sukcesie siatkarzy do kadry powinien dołączyć Wilfredo Leon. Są głosy, że będzie niesprawiedliwe wobec tych aktualnych mistrzów, bo któryś z nich będzie musiał ustąpić miejsca w kadrze najlepszemu zawodnikowi świata. Że zastopuje to rozwój jakiegoś kolejnego, niedoszłego mistrza świata. Że skoro potrafiliśmy okazać się najlepsi na świecie bez wsparcia „farbowanego lisa” to po co on nam?

Kurek mówi tak: „Zacznijmy może od tego, że straci, jeśli Leon będzie lepszy. A z własnego doświadczenia wiem, że zakładanie czegoś na sto procent nie ma sensu. Trener stworzył sprawiedliwy system, w którym każdy jest oceniany nie według zasług, a według aktualnej formy. Dokładnie tak samo będzie w przyszłym roku. Jeśli Leon będzie lepszy od któregokolwiek z nas, będzie miał miejsce w reprezentacji. Robota, którą będzie musiał wykonać, będzie dokładnie taka sama, jaką wykonuje cała drużyna. Ma jednak pełne prawo do tego, by być częścią tej grupy.”

Zaufałbym w tej kwestii samym reprezentantom, skoro oni sami nie traktują Leona jako „lisa”. Najlepiej wiedzą, że to nie kolejny Roger, który decyduje się na polskie obywatelstwo i naszą kadrę, bo jest zbyt słaby na swoją. W przeciwieństwie do Brazylijczyka mógłby grać w każdej reprezentacji świata. Ani kolejnym Ludovikiem Obraniak, który był i pozostał Francuzem, do końca kariery nie ucząc się słowa po polsku i wiążąc się z naszym krajem.

 

Zostaw odpowiedź