MŚ w AmpFutbolu. Kamil Grygiel, czyli jeden z kuloodpornych

Kamil Grygiel z piłką (fot. Bartłomiej Budny)

W sobotę w meksykańskim mieście San Juan de los Lagos ruszają mistrzostwa świata w ampfutbolu, czyli piłce nożnej dla osób po amputacji kończyn. Mam wielką przyjemność towarzyszyć reprezentacji Polski jako członek ekipy. Dlaczego przyjemność? Bo to zawsze miłe, gdy na jakimś turnieju polscy sportowcy wymieniani są w gronie faworytów (obok Turcji, Rosji i Anglii), a o jednym z naszych zawodników – Bartku Łastowskim – wszyscy mówią tutaj „Messi amfutbolu” i przypominają jego rajdy z piłką przez całe boisko.
Największa przyjemność polega jednak na tym, że z bardzo bliska, od kulis, w szatni, na śniadaniu czy na odprawie mogę przyglądać się prawdziwym sportowcom i prawdziwym fajterom. Ludziom, którym cios jakim była niepełnosprawność, nie przeszkodził w realizacji pasji. Kochali piłkę nożną tak mocno, że utrata nogi lub ręki (bramkarzom w ampfutbolu wolno grać tylko jedną ręką) to nie był żaden powód, żeby przestać w nią grać.
I to grać na jakim poziomie! I z taką determinacją, poświęceniem czy agresją jakiej często niestety brakuje mi w postawie pełnosprawnych piłkarzy. Jestem tu po to, żeby opisywać ich rywalizację i przybliżać Państwu sylwetki naszych piłkarzy. Na początku tego, który dołączył – i do dyscypliny i do drużyny na mundial – na samym końcu, 17-letniego Kamila Grygiela.

***
Kamil jeszcze rok temu był świetnie zapowiadającym się zawodnikiem KS Polkowice. Z papierami na ekstraklasę – jak mówi jego ówczesny trener. W wakacje ubiegłego roku stracił nogę w wypadku. Zanim zdążył się załamać przerwaną karierą, a jego rodzice wypłakać wszystkie łzy z powodu życiowej tragedii dziecka, zaraził się ampfutbolem i w błyskawicznym tempie, w rok, osiągnął poziom reprezentacyjny. Dołączył w ataku kadry do prawdziwych kozaków – wspomniany Bartek Łastowski zdobył 61 bramek w 68 meczach, a Bartek Kożuch 15 w 30.
„Samego mnie to zaskoczyło, choć oczywiście i bardzo ucieszyło, że tak szybko ogarnąłem kule i przebiłem się do reprezentacji Polski. Przed wypadkiem bardzo ostro trenowałem i coś musiało zostać. Po wypadku jeszcze z większą intensywnością pracowałem na rehabilitacji i na siłowni. Później tylko wyrobiłem motorykę, podszlifowałem technikę. Bardzo mi w tym pomógł mój trener z KS Polkowic, który mnie prowadził przed wypadkiem” opowiada Kamil.
Od małego ganiał za piłką ze starszymi kuzynami, aż któryś mu powiedział, że jest za dobry na podwórko więc niech się zapisze do klubu. Od 10 roku życia trenował w KS Polkowic głównie jako ofensywny pomocnik, ale też na lewym skrzydle. Nie miał idoli, ale podglądał na YouTubie grę Luki Modrića, Thiago Alcantary, Toniego Kroosa. „Bardzo szybko zrozumiałem, że chcę żyć z futbolu, że nie studia i jakiś zawód, tylko chcę zawodowo grać w piłkę. Taki był plan. Niestety życie je zweryfikowało. Tamtego dnia padał deszcz, było ślisko. Głupio się poślizgnąłem…”
***
Ojciec Kamila, Marek Grygiel opowiada, że w Polkowicach młodzież w wolnym czasie lubi przesiadywać na rurach nieopodal torów. On z żoną kiedy byli młodzi też tam przesiadywali. „Czekaliśmy na tych rurach na koncerty, który odbywały się z okazji Dni Polkowic. Akurat jechał towarowy węglem. Poślizgnąłem się i pociąg chwycił mnie za nogawkę. Cud że przeżyłem, bo mógł mnie całego wciągnąć. Szczęście, że moi koledzy zachowali się bardzo przytomnie. Nikt nie spanikował, nie uciekł. Wezwali pogotowie. Zajęli się mną jak mogli, pilnowali żebym nie stracił przytomności”.
„Pamiętam ból tak wielki jakiego nigdy nie przeżyłem i widok poszarpanej nogi, z której nie ma co zbierać. Operację w szpitalu planowano na cztery godziny, ale już po paru minutach lekarze uznali, że niezbędna jest amputacja. Obudziłem się 18 czerwca w szpitalu w Zielonej Górze bez nogi”.
To ojciec uświadomił Kamilowi, że nogi nie udało się uratować. „To była najstraszniejsza rzecz jaką przeżyłem w całym życiu. Najpierw jak usłyszałem o wypadku to przyszła ulga, że Kamil żyje. Ale jak usłyszałem w szpitalu co i jak, to się rozpłakaliśmy razem z żoną. Całą noc lekarze zabraniali mi mu powiedzieć. Kamil był pewien, że tylko złamał nogę, ja potwierdzałem. Dopiero rano się rozkleiłem i mu powiedziałem.
„Za to Kamil był bardzo dzielny. Nie tylko się nie załamał, ale i swoją postawą nie pozwolił się nam załamać. Już pierwszego dnia po powrocie ze szpitala wyszedł na dwór do kolegów, nie miał zamiaru tkwić w czterech ścianach” – dodaje mama Kamila.
„Pierwszy odruch to był oczywiście szok. Ale bardzo mi pomogło wsparcie rodziny i długie rozmowy z mamą i tatą. Żadnego rozpaczania tylko konkrety, co dalej. Jakie protezy, jak ułożyć sobie przyszłość itd. Potem ostra rehabilitacja i już wtedy pojawiało się hasło „ampfutbol”. Zrozumiałem, że chcę, że to coś dla mnie kiedy pierwszy raz poszedłem na boisko i spróbowałem. Okazało się, że tą jedną nogą nadal jednak coś umiem”.

***
Ponieważ Kamil miał daleko do jakiegokolwiek klubu ampfutbolowego i skazany był na treningi indywidualne, trener reprezentacji Polski, Marek Dragosz poprosił swego kolegę, trenera KS Polkowice Grzegorza Karmelitę, żeby chłopak mógł uczestniczyć w zajęciach z pełnosprawnymi zawodnikami.
„To był świetny pomysł, bo znałem przecież każdego z chłopaków, a oni mnie. Łatwiej było im się oswoić z zawodnikiem na kulach” mówi Kamil.
„Bardzo przeżyłem jego wypadek. Wiadomość zastała nad przed powrotem znad morza. Moja żona się rozpłakała, a ja byłem wkurzony, że znalazł się w złym czasie w złym miejscu. Trenowałem go pięć lat. Zapowiadał się na piłkarza wysokiej klasy. Już się nim interesowało Zagłębie Lubin. Całą drogę do domu ciskałem się, że po cholerę on tam poszedł…
Następnego dnia byłem u niego w szpitalu i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Zapowiedział mi: trenerze jak i tak będę grał w piłkę. Pomyślałem wtedy, że ma chłopak charakter. Więc kiedy się podleczył, skończył rehabilitację zgodziłem się na wspólne treningi z pełnosprawnymi kolegami.
Marek Dragosz podpowiedział, żeby traktować go normalnie, bez żadnej litości, użalania się, głaskania. Jak trzeba to ostro. Jakby nadal miał dwie nogi. I tak robimy. Kule nie są problemem, problemem dla moich zawodników jest tylko to, żeby się przemóc i wejść w niego twardo, czasem wślizgiem. Dużo trenuje też sam. Uważam, że skoro tak dobrze zaczął przygodę w kadrze – golami w debiucie – to będzie doskonałym zawodnikiem” mówi Karmelita.
***
„W ampfutbolu niezwykle ważne jest ułożenie kul, nad tym bardzo dużo ćwiczę, bo pozwoli mi to na silniejsze strzały. Została mi technika, przegląd pola, zrozumienie gry. Potrafię celnie podać. Wiem, że mogę stać się dużo lepszym piłkarzem i zamierza ostro trenować, żeby to osiągnąć. A gra w kadrze tylko mnie jeszcze bardziej motywuje” deklaruje Kamil.
Dodaje, że wypadek odmienił też jego stosunek do nauki. Wcześniej ją olewał, liczył się tylko sport. Teraz ciężko pracuje w technikum i tylko żałuje straconego czasu. „Niech moja historia będzie przykładem dla ludzi, że nawet taka tragedia nie musi być końcem życia, ale początkiem czegoś nowego” mówi Kamil.

Zostaw odpowiedź