MŚ w ampfutbolu. Każdemu trenerowi życzę takiej bandy!

Są zżyci jak dający wspólne koncerty od lat zespół rockowy. Wygłupiają się, docinają sobie, gadają non stop, co chwila grupa wybucha śmiechem z żartów bramkarza Łukasza Miśkiewicza albo Bartka Łastowskiego. Ale też widać jak jeden bez przerwy dba o drugiego. Jak interesują się czy kolega dobrze usłyszał wszystkie instrukcje, czy nasmarował się dokładnie przed treningiem w ostrym słońcu, czy nie pomóc komuś z niesieniem kul, tacy ze śniadaniem gdy w drugim ręku kula, pomóc naciągnąć koszulkę, bo druga ręka przywiązana bandażem do ciała (bramkarzom wolno używać tylko jednej). Silna, zwarta, lubiąca się grupa.

– Jesteśmy rodziną. Wiem, że brzmi to może patetycznie, ale taka jest prawda i nie widzę lepszego określenia – mówi kapitan reprezentacji, Przemysław Świercz. – Czuję się jak w Kompanii Braci – dodaje innych z chłopaków.

– Każdemu trenerowi życzę takiej bandy! W każdym sporcie. Jeden z chłopaków rozgoryczony brakiem powołania na turniej powiedział mi, że to tak jakbym mu nie pozwolił pójść z tą ekipą na ryby – śmieje się Marek Dragosz, selekcjoner reprezentacji Polski, która w niedzielę meczem z Kolumbią rozpocznie udział w mistrzostwach świata. Cztery lata temu zajęła czwarte miejsce. Oto opowieść herszta bandy o swoich zawodnikach.

„Obaj nasi bramkarze, Łukasz Miśkiewicz i Kuba Popławski często są porównywani do Łukasza Fabiańskiego i Wojtka Szczęsnego. Identyczny poziom, wzajemny szacunek, ból głowy trenera, którego wybrać. Wspierają się w cudowny sposób. Staram się być sprawiedliwy i obu dawać szanse gry. Na szczęście w amp futbolu jak mam prawo do zmian powrotnych. Do tego obaj szaleją w mediach społecznościowych, ale to dobrze że popularyzują tam dyscyplinę.

Na prawej stronie Marcin Głuszkiewicz, pseudonim Tata, właściwie nikt nie wie dlaczego. Ojców w drużynie mamy kilku. Tak jak ja jest w reprezentacji od jej pierwszego, historycznego treningu w 2011 roku. Wspominamy go jak w starym kinie. Każdy przyszedł inaczej ubrany. Marcin przywiózł wtedy piłki, ja stroje i tak to się zaczęło. Góralski charakter, wspaniała osobowość. Gość, który się nigdy nie załamuje i nigdy nie poddaje. Za dużo nie mówi, ale jak już to w punkt.

Dla Adriana Staneckiego to pierwsza wielka impreza. Długo czekał na swój pierwszy turniej, ale uważam że jak najbardziej zasłużył i cieszę się, że jest tu z nami i obdarza nas swoim hollywoodzki uśmiechem Roberta Redforda.

Przemek Świercz to profesor. W kadrze od jej drugiego treningu. W swojej trenerskiej karierze zawsze zostawiałem wybór kapitana zespołowi. Ale na początku naszej ampfutbolowej drogi zrobiłem wyjątek i wybrałem jego, bo wydawało mi się, że to urodzony kapitan. Dziś mi się już nie wydaje, zresztą potwierdził to wybór samych zawodników, bo w końcu dostali prawo wyboru.

Przemek jest mentorem, przewodnikiem chłopaków. Mam wrażenie, że jego zwoje pracują non stop. Czasem mam wrażenie, że aż na zbyt wysokich obrotach i musze go tonować. Czuwa nad wszystkim i myśli o wszystkim, najwięcej wymaga od samego siebie. Ale taki jego urok i w tym jego siła.

Dla Piotrka Mizery mam mega respekt. On już będzie wiedział dlaczego i niech to zostanie między nami. Cieszę się bardzo, że jest tu z nami, bo to dobry duch tej drużyny. Na niego zawsze można liczyć.

Na lewej obronie gra Mariusz Krzempek, który też długo pukał i pukał do kadry. Dla niego to też pierwsza wielka impreza, ale jest w świetnej formie i wierzę, że to może być jego turniej.

Kamil Rosiek nie bez kozery został chorążym polskiej ekipy paraolimpijskiej w Pjongczang, bo startuje także w biegach narciarskich i biatlonie. Stawiam go za wzór każdemu, bo nie mówi wiele, ale roni bardzo dużo. Jest perfekcjonistą w każdym calu jeśli chodzi o podejście do sportu. Każdemu renerowi życzę takiego zawodnika w zespole.

W środku pomocy grają Krzysztof Wrona i Krystian Kapłon, dwie skrajnie odmienne osobowości, ale w różnych momentach gry i funkcjonowania zespołu, obie niezwykle przydatne i niezbędne. Krzysiu jest wyważony, o umyśle  analitycznym, co jest bardzo fajne. Stateczny mąż i ojciec rodziny, co przekłada się na funkcjonowanie drużyny.

Krystian ma dopiero 17-lat, jest jeszcze nieopierzony, ale już widać w nim silną osobowość. Ma góralski charakter i piłkarska przeszłość po tacie, który wciąż jeszcze grywa w okręgówce. Krystian ma swoje ambicje i chwała mu za to, bo to też przekłada się na drużynę. Żywe sreberko. Chce być zawsze wszędzie, w każdej sytuacji coś robić, więc trzeba go trochę tonować. Taki nasz „świrek” ale często jego nieobliczalność i rys szaleństwa ma pozytywne przełożenie na naszą grę.

Ofensywa to czterech zawodników. Po pierwsze Bartek Łastowski, nazywany „Messim ampfutbolu”. Staram się, żeby ta łatka mu nie ciążyła. Walczę z wami, dziennikarzami, choć rozumiem, że to jest fajne, gwiazda zawsze przykuwa uwagę. Inna rzecz, że to sami Argentyńczycy nadali mi to przezwisko po meczu na poprzednich mistrzostwach świata, gdzie zdobył gola po przedryblowaniu całego boiska.

Ale trzeba pamiętać, że to wciąż jeszcze bardzo młody człowiek, który dopiero wchodzi w dorosłe życie. Gra z nami 7 lat, a tata przywiózł go na pierwszy trening gdy miał 14 lat i dredy na głowie. Normalnie kazałbym mu przyjść za trzy lata, ale jak zobaczyłem co umie to wpadłem w zachwyt. Nie miało sensu czekać. Jak mawia Arsene Wenger „if you’re good enough, you’re old enough” (jeśli jesteś wystarczająco dobry, to znaczy że jesteś w wystarczającym wieku).

Ma fantastyczne umiejętności i daje zespołowi bardzo dużo. Ale a propos rodziny, świetne w nim jest to, że przy takich indywidualnych osiągnięciach pamięta o drużynie. Kiedy po mistrzostwach Europy w Turcji odbierał nagrodę dla Króla Strzelców turnieju, od razu zastrzegł, że to efekt pracy całego zespołu. Jestem dumny z tej dojrzałości. Zresztą powszechnej. Wszyscy wiedzą, że pracujemy dla całej drużyny.

Kamil Grygiel to debiutant, który spadł nam z nieba nie wiadomo skąd! Dołączył do nas kilka miesięcy temu i z miejsca przebił się do składu. Mam w KS Polkowice kolegę trenera, z którym robiliśmy licencję UEFA A. Grzegorz Karmelita zadzwonił do mnie, że trenował utalentowanego juniora, który miał wypadek, stracił nogę, ale trenuje o kulach z jego piłkarzami, może sprawdziłby się u mnie. Dawaj go! – odparłem.

Zaprosiliśmy go na pierwszy ligowy turniej. Po pierwszym meczu powiedziałem mu: jeśli będziesz chciał i się postarasz  to ja w parę miesięcy doprowadzę cię do takiej formy, że pojedziesz z nami na mundial”. Jeszcze nie umiał dobrze biegać o kulach, ale wiedziałem, że to fenomen. Wzrost, siłą, głowa dojrzałego 30-latka. Ciężko było uwierzyć, że ma zaledwie 17 lat. Dużo jeżdżę po Afryce i podglądam tamtejszy futbol, gdyby Kamil był stamtąd podejrzewałbym, że – jak to się tam czasem zdarza – ma „przekręcony licznik”. Zdecydowanie jest z niego materiał na zawodnika, który przez długie lata może być bardzo ważny dla kadry.

W ataku gra także 18-letni Kuba Kożuch. Najszybszy zawodnik jakiego znam. Śmieję się, że jak nie daj Boże na Meksyk znów spadną huragany to Kuba i tak będzie szybszy od nich. Bardzo chciałbym, żeby to był jego turniej. On bardzo dużo bierze do siebie, jak coś mu nie wyjdzie to bardzo przeżywa. Na mistrzostwach Europy w Turcji bywało różnie. Zdarzało mu się zacinać. Ale otworzył się w meczu o trzecie miejsce z Hiszpanią i to był jego mecz. Strzelił pierwszą bramkę i miał asystę.

I wreszcie Dawid Dobkowski, nasz DD, dla którego tez mam ogromny respekt. To jego trzecia wielka impreza i często narzeka, że gra nie tyle ile by chciał i chwała mu za to, bo doceniam sportową ambicję. Ale zawsze mu tłumaczę, że to nie efekt jego mniejszych umiejętności, ale wyjątkowo ostrej rywalizacji. Bardzo dużo daje zespołowi i cieszę się, ż rozumie swoją rolę, nawet jeśli nie do końca ją akceptuje.

To bardzo ważne, że wszyscy w drużynie dojrzeli i rozumieją swoją w niej rolę. Ja na szczęście mogę dokonywać w trakcie spotkania zmian zwrotnych. Dzięki obserwacjom ludzi i nowoczesnym technologiom jesteśmy w stanie wystawić w każdym momencie meczu możliwie najlepszy skład. Powalczymy tutaj w Meksyku! Z tym składem to mogę obiecać!

 

Zostaw odpowiedź