Co przystoi w Lidze Mistrzów, czyli trzy skandale

Jeden wieczór Champions League, trzy zawstydzające zdarzenia. Zawstydzające dla futbolu, UEFA, kibiców, a najbardziej dla tych najbardziej prestiżowych piłkarskich rozgrywek. Znów ci, którzy powinni być wzorem, okazali się kimś wręcz przeciwnym. Chodzi o zachowanie Raheema Sterlinga, Sergio Ramosa i Jose Mourinho, za które póki co żądnego z nich nie spotkały żadne konsekwencje, a które każą się zastanowić co dzisiaj przystoi Panom Piłkarzom i Trenerom.

23. minuta meczu Manchesteru City z Szachtarem Donieck. Gospodarze prowadzą 1:0. Dominują i kolejne gole są kwestią czasu. Sterling sunie na bramkę Andrija Piatowa, obrońca sadzi susy daleko z tyłu. Nie zatrzyma Anglika, który już składa się do strzału ale… kopie stopą w murawę, wywijając efektownego hołubca. Niestety sędzia Viktor Kassai zamiast parsknąć śmiechem, odgwizduje faul i rzut karny.

Śmiechem z niedowierzania wybuchają za to Ukraińcy. Po chwili protestują, ale to na nic. Za głowę łapie się nawet Pep Guardiola. Ale Gabriel Jesus już szykuje się do wykorzystania jedenastki. Sytuację mógłby uratować Sterling, przyznając się arbitrowi, że „kopnął kreta”. Ale udaje głupa i szybko zmywa się z „miejsca zbrodni”. Po meczu powie, że owszem, nie było żadnego kontaktu z rywalem, zerwał butem kawałek murawy. Ale przecież wcale nie domagał się jedenastki.

Czy można mieć do niego pretensję? Przecież nie „zanurkował”, naprawdę chciał trafić w piłkę. A że „umył ręce”, zostawiając arbitra z błędną decyzją (dodajmy, że głównemu znów nie pomógł w żaden sposób sędzia zabramkowy, choć wszystko wydarzyło się na jego oczach). „Piłkarze są od grania, sędziowie od weryfikacji czy robią to zgodnie z przepisami” – to argument Thierry’ego Henry po słynnym zagraniu ręką i golu w barażowym meczu z Irlandią.

Sterlingowi zabrakło uczciwości, żeby zaprotestować, jak niegdyś Mirosławowi Klose, który przyznał się, że zdobył gola ręką. Czy kapitan VfL Bochum, Felix Bastians, który poprosił arbitra o odwołanie niesłusznie przyznanego karnego w meczu 2. Bundesligi. Tłumaczył wtedy, że nie wypada mu kłamać, ponieważ ma świadomość, że piłkarze są przykładem dla młodzieży.

Szkoda. Gdyby Sterling zachował się po męsku, City wygrałoby co prawda „tylko” 5:0, ale ileż zyskałoby sympatii i szacunku. Zwłaszcza w momencie, gdy doniesienia Football Leaks postawiły klub szejków pod pręgieżem za gwałt na finansowej fair play.

Z kolei Sergio Ramos przebiegając obok Milana Havla zupełnie przypadkowo wyrżnął go łokciem w nos, sprawiając że rywal cały zalał się krwią i został zabrany do szpitala. Tradycyjnie bez żadnych konsekwencji, sędzia nawet nie przerwał gry, nie wspominając o kartce.

„Milan, nie było moją intencją spowodowanie urazu. Wracaj szybko do zdrowia” napisał Ramos w mediach społecznościowych. Dodając, że kontakt był zupełnie niezamierzony, a to delikatny narząd stąd dramaturgia urazu.

Ciężko udowodnić Hiszpanowi złe intencje. Ruch łokciem był ewidentny, ale czy wyuczony i trafił dokładnie tam, gdzie Ramos planował?

Incydent miał miejsce przy stanie 0:0. Trener Victorii Pilzno, Pawel Vrba nie szukał w nim jednak usprawiedliwienia wysokiej porażki 0:5. „Futbol to sport kontaktowy, w którym dzieją się takie rzeczy. Taka jest piłka. Havel ma kontuzję, ale nie sądzę, że padł dzisiaj taki wynik tylko z powodu tej sytuacji. Prawda jest taka, że nie sądzę, iż cokolwiek by to zmieniło” stwierdził.

Można się jednak się zastanawiać, czy gdyby sędzia Deniz Aytekin mógł skorzystać z VAR, nie pokazałby Ramosowi czerwonej kartki? I czy kapitanowi tak wielkiego klubu jak Real Madryt przystoi grać tak brutalnie? Chyba, że uznamy, że po prostu ma pecha i zupełnie niechcący przyciąga takie zdarzenia i z Mohamedem Salahem czy Lorisem Kariusem w finale Ligi Mistrzów. Futbol to może i męska gra, ale w ostatnich latach jakoś najbardziej męska w wykonaniu Sergio Ramosa.

***

Wreszcie Jose Mourinho. Po sensacyjnej (i wielce niezasłużonej) wygranej Manchesteru United z Juventusem w Turynie po golach w końcówce, mógł po meczu błysnąć cytatem z Sir Aleksa Fergusona: „Futbol, cholera jasna!” Zamiast tego wolał jednak schodząc do szatni prowokacyjnie „nasłuchiwać” dlaczego kibice Juve przestali śpiewać, przykładając dłoń do ucha z wymownym grymasem twarzy.

Fakt, że był lżony przez całe spotkanie (podobnie jak w spotkaniu na Old Trafford), nie jest żadnym usprawiedliwieniem. „Nie powinienem się tak zachować, z chłodną głową bym tego nie zrobił. Ale przez cały mecz obrażano nie tylko mnie, ale i moją rodzinę, w tym rodzinę piłkarską, czyli były klub Inter Mediolan. Dlatego zareagowałem w ten sposób” oznajmił po meczu.

Jednak facet z jego pozycją, latami doświadczenia w meczach pod presją, wreszcie trener wyjątkowego klubu, za jaki chce uchodzić Manchester United, nie może dać się tak sprowokować. Widziałem wiele komentarzy, że „Jose można nienawidzić lub kochać, ale taki już jest…” Nie, jak jest się trenerem takiego klubu, to trzeba umieć zarówno wygrywać jak i przegrywać. Jedyne co wypada zrobić po ostatnim gwizdku, to iść uścisnąć dłoń trenera rywali, poklepać swoich piłkarzy po plecach, podziękować kibicom, którzy przylecieli za drużyną. Tak zrobiliby wielcy trenerzy wielkich klubów. To co zrobił Mourinho jest małe. „Trzeba wygrywać z klasą” stwierdził Paul Scholes. Trudno się nie zgodzić.

Zostaw odpowiedź