Pozdrowienia od i dla selekcjonera

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jakikolwiek selekcjoner reprezentacji Polski prześle mi pozdrowienia w pomeczowym wywiadzie telewizyjnym czy na konferencji prasowej. Ale już w życiu bym wpadł, że chęć „pozdrowień” wywoła mój – lepszy czy gorszy – żart na Twitterze!

– W imieniu całej reprezentacji chciałbym pozdrowić „wybitnego eksperta”, pana Michała Pola. Dziękujemy bardzo, że pan wierzy w ten zespół i chce zmieniać szyld bez udziału zawodników pierwszego zespołu. Bardzo serdecznie pozdrawiam w imieniu całej drużyny” – stwierdził Jerzy Brzęczek przed kamerą Polsatu Sport, powtarzając to później na konferencji.

Wziąłem „wybitnego eksperta” w cudzysłów, bo słowa selekcjonera nasycone były sarkazmem. A wywołał je Tweet: „Zmieniamy szyld, bierzemy Lewego i jedziemy dalej! ;)” napisany w momencie gdy reprezentacja U-21 strzeliła Portugalczykom gola na 3:0. Tweet w zachwycie na cześć piłkarzy Michniewicza raczej niż przeciwko piłkarzom Brzęczka i jemu samemu.

Każdy kto choć trochę zna polską piłkę, musiał natychmiast załapać, że to nawiązanie do legendarnych słów Wojtka Kowalczyka z Okęcia po przylocie reprezentacji olimpijskiej ze srebrnym medalem igrzysk w Barcelonie. Kowal rzucił wtedy do dziennikarzy: „Zmieniamy szyld, bierzemy Romka Koseckiego i jedziemy dalej!” wywołując ogólnonarodową burzę.

Aż głupio mi to tłumaczyć. Może trzeba niektórym młodszym czytelnikom i internautom ale przecież na pewno nie Brzęczkowi, który jako kapitan srebrnych medalistów, był przecież wtedy na Okęciu i znalazł się w samym oku medialnego cyklonu.

Za „pozdrowienia” selekcjonera zupełnie się nie gniewam, traktuję je jako zabawne nieporozumienie. Zwłaszcza patrząc na reakcję braci twitterowej, która wzięła mnie w obronę, za co bardzo dziękuję. Hasztag #TeamPol – piękna sprawa.

Szybko zrobiło mi się żal selekcjonera, bo musiał dać się komuś podpuścić. Pozwolił by ktoś nieprecyzyjnie przedstawił mu banalny twitterowy wpis, a potem uległ emocjom i dwukrotnie na poważnie odniósł się do kwesetii, która komplet ie na to nie zasługiwała. Bo nie uwierzę, by uznał że słowa „zmieniamy szyld…” to poważne wezwanie do wymiany wszystkich piłkarzy kadry seniorskiej na tych z U-21. To byłby zbyt wysoki poziom absurdu.

Wszystkiemu winne nerwy. Jak słusznie podsumował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek „stres czasami powoduje pewne reakcje”. To tylko dowód pod jak wielką presją znalazł się w ostatnich dniach selekcjoner. Mówił też o tym Dariusz Adamczuk, kolega Brzęczka z olimpijskiej reprezentacji, wyliczając ile kłód pod nogi mu spadło, odkąd został selekcjonerem.

„Rzut karny dla rywali w końcówce meczu w Bolonii przy naszym prowadzeniu, stracony gol u siebie z Włochami w doliczonym czasie gry, Lewandowski nie strzelający do „pustaka” w meczu z Czechami, nawet karnego trzeba powtórzyć w Guimaraes. Dobrze, że za drugim razem Milik też się nie pomylił, bo byłaby to niezwykła puenta do tych wszystkich nieszczęść…”

Brzęczek wiedział, że w ostatnich jesiennych meczach gra o posadę. Stąd brak wykorzystania trzech zmian w meczu z Czechami, gra na wynik zamiast sprawdzenia któregokolwiek z potencjalnych kadrowiczów, wreszcie upust emocji po remisie z Portugalią. Oczywiście osoba na tym stanowisku nie powinna dawać się im ponieść, dlatego trochę martwię się o nerwy selekcjonera w eliminacjach Euro 2020, bo tam presja wzrośnie jeszcze bardziej.

***

Nie chce mi się za to zupełnie wierzyć – a padały takie sugestie na Twitterze – żeby cała sprawa była strategią szukania wspólnego wroga, przeciwko któremu da się zjednoczyć drużynę. Bywa, że taktyka „oblężonej twierdzy” stosowana w futbolu, zwłaszcza podczas wielkich turniejów (vide Włosi na MŚ w 2006 roku) przynosi krótkotrwały efekt. Idealnym wrogiem są wówczas wredne media.

Osobiście uważam, że słabo nadaję się na wroga. Kadrze życzę tylko dobrze, jestem raczej przesadnym optymistą i szklanka jest dla mnie zawsze do połowy pełna niż pusta. Nic by mnie bardziej nie ucieszyło niż powrót Biało-czerwonych do formy z 2016 roku.

I na przykład po meczu z Czechami piętnowałem podejście Wojciecha Kuczoka, który w swoim felietonie cieszył się z tej porażki i kiksa Roberta Lewandowskiego oraz życzył przegranej „siódemką” z Portugalią, bo to by szybciej uwolniło kadrę od Brzęczka. Nie wiem czy to by ich lepiej nie zmotywowało do gry z większą determinacją niż sugestia, że Pol chce ich wymienić na młodszych kolegów.

***

Miłość do reprezentacji sprawia, że mimo sześciu meczów bez zwycięstwa potrafię cieszyć się z takich rzeczy jak przełamanie niemocy strzeleckiej Arka Milika. Wywalczenie punktu mimo braku liderów jak Kamil Glik czy Lewandowski, zwłaszcza że kadrze wreszcie znów udało się odrobić straty gdy przegrywała, bo ostatnio to nie takie częste. Odkrycie prawoskrzydłowego z charakterem czyli Przemysława Frankowskiego, umiejętność wycofania się z błędu jakim było pochopne skreślenie Thiago Cionka.

Miłość do kadry nie zwalnia jednak dziennikarza od stawiania pytań czy zmierza ona w dobrym kierunku i czy selekcjoner wyciska z piłkarzy maksymalny potencjał. Wątpliwości nadal jest sporo. Np. czy na wiosnę w eliminacjach Euro 2020 nadal będą grać piłkarze siedzący w klubach na trybunie? Czy do gry „Biało-czerwonych” wróci agresja i determinacja (jeszcze z Portugalią było z tym w miarę w porządku)?

Co zrobić, żeby Lewy znów był takim goleadorem jak w obu poprzednich eliminacjach, a Piotr Zieliński za każdym razem grał tak jak z Włochami w Bolonii? Kto właściwie jest alternatywą na lewą obronę jeśli znów zabraknie Macieja Rybusa, bo ja tego nie wiem (Matynia? Pietrzak? Bereszyński – ale czy nie lepiej zostawić go tam gdzie spisuje się najlepiej czyli na prawej stronie?) Itd.

Życzę, selekcjonerze, spokojnych przemyśleń i ukojenia skołatanych nerwów. Nie warto szukać wrogów tam gdzie ich nie ma. Obaj chcemy, żeby kadra w dobrym i pewnym stylu awansowała na Euro 2020 i ugrała tam przynajmniej tyle co za poprzednika. Który akurat z mediami obchodzić się umiał doskonale.

Zostaw odpowiedź