Obrzydzanie Raheema Sterlinga

Stadion Emireates  w Londynie dwa tygodnie temu. Gaboński napastnik Pierre-Emerick Aubameyang zdobywa gola dla gości z Arsenalu. Trafia z karnego, strzelając na bramkę, za którą siedzą fani Tottenhamu. Kiedy wraz z kolegami celebruje za linią boczną objecie prowadzenia, w jego kierunku leci skórka od banana. Wszystko rejestrują kamery telewizji Sky Sports oraz monitoring stadionowy. Media społecznościowe zalewają filmiki z incydentu i słowa oburzenia „rasistowskim incydentem”.

Kibic, pochodzący z Cypru Grek Averof Panteli zostaje błyskawicznie zidentyfikowany i aresztowany. Zaklina się, że jego zachowanie było bezmyślne, ale nie miało nic wspólnego z rasizmem. Akurat konsumował banana i nerwach cisnął skórką w stronę murawy, nie celując w konkretnego zawodnika. Policja wszczyna jednak dochodzenie ws zachowania na tle rasistowskim, a Tottenham błyskawicznie ogłasza, że kibic zostaje ukarany dożywotnim zakazem wstępu na White Hart Lane.

Na łamy mediów wracają wspomnienia z lat 70-tych i 80-tych kiedy rzucanie bananami w czarnoskórych piłkarzy i wydawanie „małpich” okrzyków było na porządku dziennym. Dziennik „Daily Mail” napisał wręcz o „powrocie do mrocznych dni”.

Mija tydzień. Na innym londyńskim stadionie – Stamford Bridge – w meczu Chelsea z Manchesterem City obelg – tym razem bez żadnych wątpliwości rasistowskich – wysłuchuje Raheem Sterling. Kamery nie raz pokazują jak jest lżony i wyzywany za każdym razem gdy zbliży się do linii bocznej. Gdy pod koniec pierwszej połowy Sterling pobiega po piłkę za bandę reklamową, żeby szybciej wznowić grę, czwórka najbliżej siedzących fanów „The Blues”, wyglądających raczej nobliwie mężczyzn w średnim wieku, krzyczy mu niemal wprost do ucha, że jest „pierd… czarną piz…”.

„Powróciły fatalne czasy, Chelsea została zhańbiona przez rasistowskie ataki: – komentuje na bieżąco na Twitterze były gwiazdor Arsenalu, Ian Wright. – To pokazuje, że rasizm wciąż jest obecny w futbolu. Gdzie jest szef Premier League, gdzie jest przewodniczący FA, gdzie właściciel Chelsea? – pyta Lord Ouseley, założyciel stowarzyszenia „Kick it Out”, walczącego z dyskryminacją.

Tu też sprawą natychmiast zajmuje się policja, a Chelsea szybko wlepia każdemu z nich zakaz stadionowy do końca sezonu. 60-letni Colin Wing broni się, że nie użył słowa „black” (czarny), tylko „Manc” (od Manchesteru). Przekonuje, że chodzi na Chelsea od 50 lat, zawsze siedzi w pierwszym rzędzie i gdyby obrażał rasistowsko piłkarzy dawno zostałby złapany.

Tymczasem Sterling umiesza na Instagramie oświadczenie. Rasistowskie obelgi puścił ze śmiechem mimo uszu, bo niczego innego się nie spodziewał, ale wzywa do poważnej dyskusji o rasizmie na angielskich stadionach. Jego zdaniem sporo winy ponoszą tu media. Na dowód zestawiając ze sobą dwa artykuły „Daily Mail” na ten sam temat.

Oto dwaj młodzi piłkarze Manchesteru City, Tosin Adarbioyo i Phil Foden kupili domy swoim rodzicom. „Zarabiający 25 tys. funtów tygodniowo młody piłkarz lat 20, wywalił 2,25 mln na rezydencję, choć jeszcze nawet nie zadebiutował w podstawowym składzie w Premier League” – to tytuł do tekstu o czarnoskórym Adarbioyo. „Młoda gwiazda Man City za 2 mln kupiła dom dla swojej mamy” – to o białym Fodenie. Widać różnicę?

„Macie dwóch młodych piłkarzy u progu kariery. Obaj z tego samego zespołu. Obaj zrobili to, co należy, czyli kupują nowy dom dla swoich matek, które poświęciły im dużo czasu i miłości, żeby pomóc im dotrzeć tam, gdzie są. Jednak dziennik przedstawia ich gest w diametralnie różnym świetle – pisze Sterling.

„Takie prezentowanie spraw jest nie do zaakceptowania. Czarnoskórego piłkarza przedstawiono w złym świetle, co pomaga podsycać rasizm i agresywne zachowania. Zwracam się do wszystkich gazet, które nie rozumieją, dlaczego ludzie w tych czasach wciąż są rasistami: dwa razy pomyślcie kreując czyjś wizerunek, dajcie wszystkim zawodnikom równe szanse – zaapelował.

Mało kto ma prawo do zabierania głosu w tej kwestii jak właśnie Sterling. Nie tylko dlatego, że kiedy sam kupił dom matce, która po śmierci ojca samotnie wychowywała go wraz z rodzeństwem, harując jako sprzątaczka, media przedstawiły to jako ekstrawagancję gwiazdora, który właśnie zawiódł na Euro 2016, a zarabia krocie.

Od lat jest dla tabloidów ulubionym celem i wrogiem publicznym numer 1. Przed wyjazdem na mundial w Rosji część z nich domagała się wyrzucenia go z kadry, bo zrobił na łydce tatuaż karabinu (jakim zastrzelono na Jamajce jego ojca gdy miał dwa latka). „The Sun” drukował na okładce słowa oburzonego ojca nastoletniej ofiary (zadźganej nota bene nożem), że tatuaż Sterlinga obraża pamięć córki.

Internauta Andrew Keyworth zamieścił na Twitterze tonę artykułów pokazujących obrzydzanie Sterlinga. Regularnie opisywanego jako „footie idot”. Piętnowanego za obnoszenie się z bogactwem (gdy kupił matce designerską wannę), lub skąpstwo (wracał z wakacji tanimi liniami, a stać go na własny jeta!) lub gdy ważył się kupić baterie w dyskoncie. Nawet szacowny „Telegraph” dołączył do tego grona ilustrując zdjęciem Sterlinga artykuł, że koszulki reprezentacji Anglii sprzedawane za 160 funtów szyją tkacze z Bangladeszu zarabiający 21 pensów za godzinę.

Czy dlatego, że jak zauważa „The Independent”, w sportowych newsroomach dominują biali mężczyźni (w końcu wśród 63 korespondentów wysłanych przez prasę na mundial do Rosji znalazł się tylko jeden czarnoskóry)?

 

Zostaw odpowiedź