Sprawa Koulibaly’ego, czyli co ma zrobić rasistowsko zelżony piłkarz?

Dopiero co pisałem w felietonie o powrocie rasizmu na trybuny Premier League na przykładzie Raheema Sterlinga, lżonego przez kibiców Chelsea, ale też piętnującego niesprawiedliwe traktowanie czarnoskórych piłkarzy przez brytyjskie media. Tymczasem do bardzo przykrego incydentu na tym tle doszło właśnie we włoskiej Serie A. Znowu, po raz kolejny. W drugi dzień Świąt w Mediolanie senegalski obrońca Napoli, Kalidou Koulibaly był tak długo i mocno obrażany w przez pseudokibiców Interu, że puściły mu nerwy, zachował się za niesportowo i został wyrzucony z boiska.

Do zdarzenia doszło w 80. meczu Inter – Napoli. Chwilę wcześniej sędzia Paolo Mazzoleni pokazał Senegalczykowi żółtą kartkę za faul na Matteo Politano. Z trybun po raz kolejny poleciały rasistowskie bluzgi i małpie wycie. Koulibaly zaczął klaskać opresorom, ale arbiter wziął to do siebie. I uznając, że zawodnik krytykuje jego decyzję, wlepił mu kartkę czerwoną. Nie pomogły tłumaczenia piłkarza, że była to spontaniczna reakcja na obelgi.

Już po meczu Koulibaly napisał na Twitterze: „Jestem zawiedziony, że przegraliśmy, a ja opuściłem moich braci. Ale za to jestem dumny ze swojego koloru skóry i bycia Francuzem, Senegalczykiem, neapolitańczykiem i człowiekiem”.

Napoli zapowiedziało, że zwróci się do władz Serie A o anulowanie czerwonej kartki, bo zawodnik był obrzucany wyzwiskami przez całe spotkanie. Trener Carlo Ancelotti trzykrotnie miał wzywać delegata włoskiej federacji (FIGC) do przerwania meczu. Ale skończyło się tylko tym, że spiker na Giuseppe Meazza trzykrotnie prosił własnych kibiców o kulturalny doping. Oczywiście bezskutecznie.

Toteż Ancelotti zapowiedział radykalne działania. – Te komunikaty niczego nie zmieniły, bo nigdy nie zmieniają. Koulibaly to inteligentny i grzeczny człowiek, który cały czas był obrażany z powodu koloru skóry, aż w końcu znalazł się na granicy wytrzymałości. Następnym cała drużyna Napoli zejdzie z boiska. Nawet jeśli to będzie oznaczało porażkę walkowerem – oświadczył.

To nie był spokojny wieczór w Mediolanie. Najpierw chuligani powiązani z pseudokibicami Interu zaatakowali kibiców Napoli. Bandyci uzbrojeni byli w noże, którymi zranili czterech neapolitańczyków. 43-letni mężczyzna trafił do szpitala z ranami kłutymi brzucha. Trzej jego kompani odnieśli mniejsze obrażenia.

W czwartek rano po całonocnej walce o życie zmarł z kolei kibic Interu, który idąc na mecz został potrącony przez auto prowadzone przez neapolitańczyka. Wg szefa mediolańskiej policji, Marcello Cardony (co ciekawe, byłego  sędziego piłkarskiego, który w latach 90. prowadził nawet mecze w Serie A), potrącenie miało przykryć fakt, że wcześniej został dotkliwie pobity.

Władze ligi tym razem zareagowały natychmiastowo. Stadion Interu został zamknięty na dwa mecze, a trybuna północna, na której zasiadają ultrasi na trzy (Cardony domagał się zamknięcia jej do końca marca 2019 i zakazu wyjazdów dla ultrasów do końca sezonu).

Ale jak skomentowała walcząca z rasizmem w futbolu organizacja FARE, kara jest żadna, bo ci którzy obrażali piłkarza, wrócą na trybuny za dwa mecze i będą robić o nadal. „Przeżywamy we Włoszech deja vu. Znów piłkarz jest lżony z powodu koloru skóry, sędzia boi się podjąć jakiekolwiek działania, piłkarz nie wytrzymuje psychicznie i wylatuje z boiska. Ten sam znany cykl, znowu i znowu” napisano na oficjalnym koncie FARE.

Bo sytuacja nie jest we Włoszech czymś wyjątkowym. Koulibaly spotkał się z nią choćby dwa lata temu ze strony kibiców rzymskiego Lazio. Sędzia Massimiliano Irrati zatrzymał przerwał wówczas spotkanie na trzy minuty, by służby porządkowe uspokoiły pseudokibiców. W odpowiedzi kibice Napoli na następny wszyscy założyli maski z podobizną piłkarza. – Bardzo mnie to wzruszyło. 60 tysięcy osób zjednoczyło się ze mną – mówił wówczas Senegalczyk.

W obronie piłkarza wystąpił wówczas były gwiazdor Napoli, Diego Maradona. – Koulibaly to najlepszy obrońca Serie A, prawdziwy fenomen. Niestety, cierpi z powodu rasizmu. Gdyby był biały, to na pewno grałby już w Realu albo Barcelonie.

Jeśli Napoli rzeczywiście zejdzie z boiska w reakcji na rasistowskie zachowanie, będzie to niezwykle spektakularne. Tyle że w niczym nie pomoże. Musiałby robić tak solidarnie wszystkie drużyny. A przede wszystkim ta, której kibice obrażają czarnoskórego rywala.

Pojedyncze wypadki kiedy drużyna schodziła z boiska, wbrew optymistycznym wieszczeniom przełomu, niczego nie zmieniły. W 2013 roku piłkarze AC Milan zeszli z boiska w towarzyskim meczu z Pro Patria 1919, bo pseudokibice lżyli czarnoskórych graczy „rosonerich”. Sygnał dał Kevin-Prince Boateng, który w końcu kopnął piłkę w kierunku trybuny, ściągnął koszulkę i poszedł do szatni. Za nim podążyła reszta drużyny.

Jego postawę pochwalił ówczesny trener Milanu, Massimiliano Allegri, mówiąc, że „był to krzyk o szacunek wobec wszystkich ciemnoskórych zawodników we wszystkich ligach”. Wzywał, że trzeba dać odpór temu mało cywilizowanemu zachowaniu. Boatenga wsparło pół Europy. Ale skrytykował ówczesny szef FIFA, Sepp Blatter, który oświadczył, że piłkarz nie może tak po prostu opuścić boiska. Obawiał się, że „przerywanie meczów doprowadzi do manipulacji, gdy przegrywający zespół będzie schodzić z boiska, bo ktoś coś krzyknie i jak potem rozstrzygać, komu należy się walkower?”

I rzeczywiście żadne zmiany na włoskich stadionach nie nastąpiły. Przekonał się o tym dobitnie ten, który wtedy w 2013 schodził z boiska ramię w ramię z Boatengiem – Sulley Muntari. W 2017 roku jako zawodnik Pescary samotnie pomaszerował do szatni w końcówce meczu z Serie A z Cagliari, bo arbiter nie chciał zareagować na rasistowskie obelgi pod jego adresem. Znów padło kilka głosów wsparcia i oburzenia. – Do kolejnego incydentu – skomentował wtedy Boateng. Miał rację.

Zostaw odpowiedź