Solidarność z Wisłą Kraków – akcja ratunkowa przejdzie do historii

 

Nie wiem jak skończy się historia z ratowaniem Wisły Kraków. Nie wiem czy uda się w tak krótkim wyprostować sprawy, żeby przekonać PZPN do odwieszenia licencji? Czy uda się znaleźć rzetelnego inwestora, który trochę w ciemno natychmiast wyłoży pieniądze na spłatę najpilniejszych długów? I czy „Biała Gwiazda” dogra sezon do końca oraz gdzie rozpocznie następny? Ale wiem, że do historii polskiej piłki przejdzie już sama akcja ratunkowa jako symbol solidarności ludzi futbolu. Akcja której kibicuje już nie tylko cała Polska, ale powoli zaczyna kibicować cały świat.

Przesadzam? Dobrze, może jeszcze informacje o kolejnych zerwanych niekorzystnych dla klubu umowach, stanie zdrowia Vanny Ly czy kolejnych postulatów pana Hartlinga jeszcze nie zaczynają newsów w każdej stacji świata. Ale powoli o sytuacji zasłużonego, 112-letniego klubu, 13-krotnego mistrza Polski, który dostał się w łapy gangsterów, a ci sprowadzili go na skraj przepaści i oddali inwestorom-parodystom można przeczytać na coraz większej liczbie zagranicznych portali.

A od czwartku internauci na całym świecie kolportują w mediach społecznościowych zdjęcie uśmiechniętego Kuby Błaszczykowskiego z pierwszego treningu Wisły, w czerwonym stroju z logo klubu. „Błaszczykowskiego będzie grał dla byłego klubu, Wisły Kraków za darmo do końca sezonu. Jest też gotów wesprzeć klub finansowo, żeby uniknął bankructwa”. Pod podpisem kolejne zdjęcie: salutujący Barrack Obama z poważną miną i kolejny podpis: „Respekt”.

Oczywiście jeden Kuba wiosny nie czyni. Nie wiadomo czy rzeczywiście będzie grał w ekstraklasie. Trudno od niego wymagać, żeby piłkarz na jego poziomie, mający aspiracje gry w kadrze w eliminacjach Euro 2020, walczył o to w otoczeniu samych juniorów, bo wszyscy pozostali zawodnicy Wisły porozwiązują kontrakty. Ale już sama jego obecność w ośrodku Myślenicach w takim momencie i symboliczny trening to już bardzo wiele.

To sygnał do zawodników: zaczekajcie! Wiem, że wykazaliście już anielską cierpliwość, ale warto poczekać jeszcze chwilę, dać działać ludziom, którym naprawdę zależy na ratowaniu klubu. To także ważny sygnał do potencjalnych inwestorów: zobaczcie jak ważnym klubem jest Wisła, skoro na taki gest zdecydował się tak bardzo rozpoznawany piłkarz, 105-krotnyt reprezentant Polski. Pomyślcie jak bardzo medialnym klubem może stać się Wisła na wiosnę! Medialnym, tym razem w pozytywnym znaczeniu.

To także legitymizacja nowych władz Wisły, wspieranych przez Bogusława Leśnodorskiego i wiara, że ta ekipa jest w stanie przywrócić w klubie normalność. Zrywając niekorzystne umowy, zwalniając niekompetentnych i winnych degrengolady, wreszcie udowodniając, że jest prawowitym właścicielem klubu, co wciąż kwestionuje jeden z niedoszłych inwestorów.

Chwalebna postawa Kuby to jedno, ale na wielki szacunek zasługują piłkarze Wisły, którzy wciąż przy niej trwają i choć mogli, wciąż nie wystąpili do PZPN o rozwiązanie kontraktów. Ich cierpliwość jest niewiarygodna. Trwają mimo, że tyle razy zostali już oszukani i zwodzeni. Mimo, że oni i ich rodziny tak długo nie mogą być pewni co przyniesie przyszłość. Czekają, mimo, że wielu z nich – jak przyznaje Maciej Sadlok – dostają telefony z różnych klubów  z ofertami i łatwo byłoby im przeciąć sytuację. Ale byłoby to z wielką szkodą dla klubu.

Szacunek należy się i weteranom jak Paweł Brożek i Marcin Wasilewski, którzy nie złożyli wezwań do zapłaty. I dopiero u progu kariery, jak Mateusz Lis, którzy nie zdążyli jeszcze porobić oszczędności i muszą ratować się pożyczkami od rodziców. „Ubrań na szczęście mam w szafie trochę. Przez ostatnie pół roku nic takiego nie kupiłem. Skupiałem się bardziej na tym, by opłacić rachunki i przeżyć” mówi „Przeglądowi Sportowemu” w wywiadzie, który powinien być wyrzutem sumienia dla osób, które doprowadziły do takiej sytuacji i nawet w krytycznej sytuacji pieniądze za mecz z Lechem przeznaczyli na wszystko tylko nie spłatę zawodników.

Tym bardziej doceniam akcję sympatyków Wisły jak Jarosław Królewski, właściciela firmy Synerise, który zakasał rękawy i postanowił zebrać pieniądze na najważniejsze potrzeby, w tym choć minimalną spłatę zawodników. Dzięki niemu uda się rozdzielić między piłkarzy i sztab choć 200 tysięcy zł. To oczywiście kropla w morzu potrzeb (sam tylko budżet płac w Wiśle to ponad milion zł miesięcznie, nie wspominając o siedmiomiesięcznych zaległościach).

Raczej piękny gest niż realna pomoc. Ale takie gesty są w tej chwili bardzo wartościowe i nie warto ich wyśmiewać, co dzieje się w mediach społecznościowych.

Niektórzy nie kryją irytacji akcją „wszystkie ręce na pokład”. Pytają, gdzie byliście kiedy upadała Polonia Warszawa, Widzew, ŁKS, Zawisza Bydgoszcz, Pogoń? Czemu wtedy nie biliście w dzwony, nie organizowaliście ogólnopolskiej pomocy, nie płakaliście?

Po pierwsze my-media robiliśmy wtedy dokładnie to samo co teraz – informowaliśmy – bo to jest rolą dziennikarzy. Co więcej poza relacjonowaniem procesu upadku mogliśmy zrobić? Apelować bez skutku. Znalazłem własny tekst-apel z lipca 2012 „Nie pozwólmy Polonii upaść!” wzywający by właściciel nie odsprzedawał licencji klubu GKS Katowice. „Czemus żeś pan za Dyskobolia nie łkał?” – to pierwszy komentarz pod tamtym tekstem. Dokładnie takie jak dziś: czemuś nie płakał za Widzewem, ŁKS, Zawisza…

No więc jeśli „płakaliśmy” zbyt cicho, a PZPN, prokuratura, służby państwa, pozostałe kluby, całe piłkarskie środowisko – słowem jeśli nawet wszyscy wtedy stali odwróceni, to chyba dobrze, że wreszcie przejrzeli na oczy. I solidarnie się zmobilizowali w akcji pomocy. Oby pomogło. Może identycznie będzie w każdym podobnym przypadku. Oby żaden klub nigdy nie został doprowadzony na skraj przepaści w takich okolicznościach i zostawiony samemu sobie na zatracenie.

 

Zostaw odpowiedź