Polonia Warszawa jak Wisła, walczy o przetrwanie

Pisałem przed tygodniem z podziwem o tym, że całe piłkarskie środowisko jeśli mniej lub bardziej nie zaangażowało się w ratowanie Wisły Kraków to przynajmniej z życzliwością kibicuje tej walce. Niemal „cały kraj odbudowuje swoją (dawną, piłkarską) Stolicę”. Tu Bogusław Leśnodorski i jego kancelaria za darmo czyszczą stare, patologiczne umowy, tam Jarosław Królewski angażuje własne pieniądze, namawia kolegów i – tym razem – poważnych inwestorów. Kuba Błaszczykowski wykonuje gest, któremu bije brawo cały świat – nie dość, że będzie grać za darmo to jeszcze pożycza milion złotych, żeby zatrzymać zawodników na rundę wiosenną…

Pisałem, że wiele osób irytowało to nasze medialne wzmożenie i codzienne relacje na żywo. Czy będzie przelew? Kto właścicielem? Kuba na treningu! Piłkarze spłaceni! Itd. Pytali gdzie byliśmy gdy ratunku przed upadkiem potrzebowały inne wielkie i zasłużone kluby jak Polonia Warszawa, Zawisza Bydgoszcz, Widzew Łódź i ŁKS, Pogoń Szczecin i Stomil Olsztyn.

Odpowiadałem, że robiliśmy to samo: niczym reporter wojenny bezstronnie pokazywaliśmy „powolną śmierć”, bo nic innego nie byliśmy w stanie zrobić. Nie zapobiegliśmy najgorszemu scenariuszowi, ale i w przypadku Wisły nie byliśmy w stanie. I wtedy i teraz nasze artykuły, nasze wideo, audycje, podcasty itp. mogły być tylko presją.

Świetnie, że tym razem wywarła ona skutek. Mocno zareagował PZPN, Komisja Licencyjna okazała się katalizatorem, przyspieszając działania inwestorów. Niesamowicie zmobilizowali się prawdziwi kibice Wisły. Nadal trwają ich akcje, zbiórki, projektowanie specjalnych koszulek #Reymonta22. Być może właśnie pod wpływem doniesień medialnych włączyła się we wszystko prokuratura, która prześwietla zachowanie starego zarządu.

Ku przestrodze, jaki los mógł czekać Wisłę, warto spojrzeć na sytuację w Polonii Warszawa. To także były mistrz Polski (pierwszy po II wojnie światowej i z 2000 roku). Niestety nie poszedł śladem klubów, które z upadkiem poradziły sobie albo rewelacyjnie, jak Pogoń, albo przynajmniej są na dobrej drodze do powrotu do elity, jak ŁKS i Widzew.

Los Polonii jest o tyle analogiczny do losu Wisły, że również stoi na skraju przepaści. Tyle że grozi jej spadek aż do B-klasy, czyli w kompletny niebyt. I tu piłkarze od paru miesięcy nie dostają pieniędzy, w każdej chwili mogliby odejść z klubu. Ale zwlekają z rozwiązaniem kontraktów. Czekają na nadejście obiecanych inwestorów, którzy rozwiążą problemy.

Ostatnio zastrajkowali, odpuszczając dwa pierwsze treningi w nowym roku, bo jak mówią, nie wiedzieli, jak inaczej wyrazić sprzeciw. To nie ekstraklasa, dotychczasowe zarobki nie pozwoliły im porobić takich oszczędności, by móc spokojnie przeczekać. Jak informowała „Gazeta Wyborcza” większość zawodników ma kontrakty na ok. 3 tys. zł miesięcznie. Część z nich jest zatrudniona „na firmę”, musi więc odprowadzać od tego podatek i samemu opłacać ZUS. Nie mają za co żyć.

Ale podobnie jak wiślacy, mimo tych problemów i niepewnej przyszłości, pod względem sportowym radzili sobie nad wyraz dobrze. Są wiceliderem 3. ligi (czwarty poziom rozgrywek) z szansami na awans. Tyle tylko, że trener Krzysztof Chrobak jeszcze przed sezonem uprzedzał, iż Polonia pod względem finansowo-organizacyjnym nie jest gotowa grać na tym poziomie. A co dopiero jeszcze wyższym.

Osoba, której los Polonii bardzo leży na sercu, opowiada, że klub nie odrodził się po spadku z ekstraklasy, bo kolejnym zarządzającym bardziej zależało na gruntach niż na rozwijaniu pionu sportowego. Ich pomysły na ratowanie drużyny w 85 procentach dotyczyły deweloperki.

Zaczęło się nieźle. Na pierwszym spotkaniu w 4. lidze, z Wkrą Żuromin, frekwencja była jak na ostatnim meczu ekstraklasy. Trenerowi (i byłemu zawodnikowi Polonii) Piotrowi Dziewickiemu wraz z asystentem Emilem Kotem udało się stworzyć w drużynie świetną atmosferę i poczucie misji. Klub awansował do 3. ligi. Ale wiosną zaczęły się tarcia z zarządzającym drużyną MKS. Dziewicki odszedł. Kibice odwrócili się od MKS. W 2016 roku Polonię przejęła nowa spółka. Prezesem został Jerzy Engel, który obiecywał powrót do ekstraklasy w pięć lat, budowę stadionu na 20 tys. widzów, z podziemnym boiskiem treningowym. Obok stadionu miały powstać apartamentowce, hotel, hala widowiskowa i basen olimpijski.

Klub wywalczył awans do 2. ligi, ale w kolejnym sezonie, mimo kolosalnego jak na ten poziom 3,5-milionowego budżetu, spadł z niej. I popadł w długi. Inwestycje nie wypaliły i w lipcu 2017 inicjatywę przejęły władze Warszawy. Rada miasta postanowiła wybudować za 150 mln zł Młodzieżowe Centrum Sportu i unowocześnić stadion.

Niektórzy uważają, że był to gwóźdź do trumny Polonii, bo wycofali się akcjonariusze, którzy dotąd liczyli na pieniądze z inwestycji na gruntach. Dziś przekazują tylko tyle środków, żeby „utrzymać pacjenta przy życiu”.

W marcu 2018 roku prezesem został Peter Kaluba. Na początku nie dowierzano mu i obśmiewano, wcześniej reprezentował bowiem niedoszłych inwestorów z Senegalu, którzy mieli przejąć Koronę Kielce. Jego pierwsze ruchy były jednak sensowne. Wyciągnął rękę do kibiców, otworzył się na media i był przy tym brutalnie szczery. Przyznał, że albo uratuje zespół, albo będzie tym, który przy Konwiktorskiej zgasi światło.

Teraz jednak piłkarze mają poczucie, że bawi się z nimi w kotka i myszkę. Obiecywał choć część pieniędzy przed świętami. Nie dostali ich, a prezes wyłączył telefon i wyjechał z Warszawy. Pomógł jeden z akcjonariuszy, dzięki niemu zawodnicy otrzymali po kilkaset złotych.

Piotr Wesołowicz pisał w „Gazecie Wyborczej”, że po świętach Bożego Narodzenia rada drużyny zdecydowała się na rozmowę z władzami klubu. „Po ostrej wymianie zdań przelać pieniądze na konto zawodników zdecydował się jeden z akcjonariuszy, poloniści dostali wtedy po kilkaset złotych”.

14 stycznia na walnym zebraniu akcjonariuszy prezes Kaluba obiecał, że w ciągu dwóch tygodni do klubu wejdzie trzech inwestorów. Piłkarze czekają. Polonia też. Na kolejną obniżkę czynszu za wynajem stadionu od miasta, które w minionym roku umorzyło część długu klubu (730 tys. zł).

– Harujemy, by dobrze przygotować się do rundy rewanżowej. Wielu z nas ma ten klub w sercu i zależy nam, by nie upadł – mówią. I czekają na rozwój wydarzeń – mówił jeden z zawodników na łamach „GW”.

Tymczasem miasto sposobi się do budowy nowego stadionu. Jak napisała na Twitterze wiceprezydent Renata Kaznowska, wpłynęło aż 36 projektów architektonicznych. Wszystko idzie zgodnie z harmonogramem. Pierwsza łopata zostanie wbita w tym roku, oddanie kompleksu w 2022. Pytanie, czy i gdzie będzie wówczas Polonia?

Zostaw odpowiedź