Halo, Włodku! czyli Szaranowicz kończy z telewizją i zawodem

Najgorszy moment wybrał sobie Włodzimierz Szaranowicz, żeby oznajmić nam, że żegna się z telewizją i zawodem dziennikarza. Popsuł nam kompletnie radość z pierwszego dnia wiosny, który przecież powinien kojarzyć się z nowym początkiem, słońcem po mroku, nadzieją. Tyle że na taką decyzję każdy moment byłby fatalny.

Nam się po porostu nie mieściło w głowie, że Włodek może kiedyś przestać komentować. Że może powiedzieć „dość”. Zostawia nas z uczuciem szoku i pustki niczym wielki, ukochany sportowiec kończący przedwcześnie karierę. Rozgrywający ostatni mecz, oddający ostatni skok, czy też po raz ostatni startujący na bieżni. Jak Adam Małysz w 2011, którego ostatni skok skomentował Włodek w tak mistrzowski sposób.

Dziś my, też ze ściśniętym gardłem i łamiącym się głosem, możemy sparafrazować tamten pożegnalny monolog. „Już nie będzie Włodzimierza Szaranowicza na następnych igrzyskach olimpijskich. Dziewiętnaście letnich i zimowych igrzysk olimpijskich. Fenomen dziennikarstwa sportowego. Powtarzalność sukcesów przez lata, przez dekadę, a przecież debiutował na igrzyskach w Moskwie w 1980 roku i było to przecież 39 lat temu. Coś niewiarygodnego. Co tydzień siadaliśmy, jak do telenoweli, żeby słuchać jego komentarza. Fenomen socjologiczny! Ileż rzeczy można było mu przypisać podczas tej kariery? Że można w życiu wygrać ewidentnie bez układów. Że jest człowiekiem rzetelnym, solidnym, posłańcem wielkich wiadomości, wielkiej nadziei. Zaczynał jako komentator kryzysowy, który miał nas prowadzić jako ambasador wspaniałego skoku cywilizacyjnego do Europy. Fenomen społeczny. Przecież my, dzięki tym transmisjom, żyliśmy życiem zastępczym. Był powodem ogromnej zbiorowej radości. Dał nam wiele. Bardzo wiele (…) Było pięknie i coś się niewątpliwie zamknęło, ale miejmy nadzieję, że w sporcie będzie jakaś próba kontynuacji”.

To wyjątkowy komentarz Włodka, towarzyszący Polakom w ich domach co weekend, rozpalił w nich tę zbiorową radość, wynosząc ją do rangi „małyszomanii”, dając Adamowi status jakiego nie miał wcześniej i może już nie będzie miał nigdy żaden polski sportowiec.

Przestanie do nas mówić i objaśniać nam sport wielki mistrz słowa. Wielki erudyta. Potrafiący towarzyszyć w sportowych emocjach z niezwykłą klasą i wyczuciem. Docierać do nas nie krzykiem, a słowem, zdaniem, cytatem. Zafascynować widza każdą komentowaną dyscypliną i każdym zawodnikiem.

Uświadomiłem sobie, że igrzyska olimpijskie w Tokio 2020 bez jego komentarza podczas ceremonii otwarcia nie będą już takie same. Chciałbym żeby TVP wydała na audiobooku jego wszystkie jego ceremonie, bo jego komentarz czynił z prawdziwe spektakle. Już we wstępie do igrzysk odkrywała dla nas, widzów ich prawdziwie mistyczny wymiar.

Choć moment na pożegnanie z widzami Włodek wybrał fatalny, to sposób że im to zakomunikować – doskonały. W rozmowie z innym mistrzem słowa, a przede wszystkim wywiadu, Jerzym Chromikiem. Scenki z zawodowego życia, powody odejścia, spostrzeżenia na temat współczesnego dziennikarstwa.

To bardzo smutna rozmowa, z człowiekiem świadomym końca pewnego etapu i pogodzonym z tym. Poruszyła mnie zwłaszcza odpowiedź Włodka na pytanie, jak to jest i co się musi zdarzyć, żeby człowiek odkrył, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś… „…to jest kluczowy moment rozstania się z dotychczasowym życiem. Musisz się pożegnać z tym co było. Tego już nie będzie, nieodwołalnie, trzeba to przyjąć po prostu jako pewnik, nie próbować się oszukiwać, że jeszcze kogoś zaskoczysz, oślepisz swoim nadmiernym blaskiem. Światła gasną i koniec spektaklu”.

„Jeśli słowo odchodzi to muszę odejść i ja” dodaje. Oby szacunek dla słowa nie zniknął wraz z komentarzem Szaranowicza i oby – wracając do monologu o Małyszu – „była jakaś próba kontynuacji”! Tę rozmowę na stronie sport.tvp.pl powinni przeczytać wszyscy jego młodsi koledzy-komentatorzy. Choćby o tym, że „widowisko wymaga dobrego narratora!” „Jak słucham dzisiaj swoich młodszych kolegów, to mam wrażenie, że zagłuszają wszystko, zagłuszają widowisko. Poza tym ekscytują się własnym głosem. To głos ma być dla widza i dla jego ewentualnych ekscytacji. Na pewno nie dla własnej. Miesza się ego własne z ego widza”.

Tak dobrego narratora już nie będzie. Ale warto przynajmniej dążyć do mistrzostwa.

Zostaw odpowiedź