Piast, czyli Polskie Leicester City!

Piast Gliwice po raz pierwszy swej historii sięgnął po Mistrzostwo Polski! Wielkie gratulacje dla trenera Waldemara Fornalika. To on 30-lat temu jako piłkarz Ruchu Chorzów zapewnił ostatni tytuł dla drużyny z Górnego Śląska, teraz zrobił to jako trener. I twórca kapitalnego autorskiego projektu, który na kolejkę przed końcem sezonu pozwolił mu mieć wszystko w swoich rękach, bez oglądania się na innych, zmawiania zaklęć, apelowania o cokolwiek do rywali. Wystarczyło, że wygra u siebie i wygrał!

Apel właściciela Legii, Dariusza Mioduskiego do Lecha Poznań o postawę fair jawi się jako krzyk rozpaczy przed katastrofą. Nie tylko dlatego, że Legia powinna była sama pokonać u siebie Piasta (i Jagiellonię i Lecha itd). Nie tylko dlatego, że ciężko wyobrazić sobie wyjątkową determinację w grze piłkarzy „Kolejorza” w Gliwicach (Twitter obiegły mniej i bardziej śmieszne scenariusze, w których to np. Vujadinović strzela w doliczonym czasie gola przesądzającego o mistrzostwie Legii i biegnie celebrować bramkę pod sektor swoich kibiców). Kibice Lecha w ankietach na swoich stronach i komentarza  w mediach społecznościowych dają wyraz wprost, że wygrana z Piastem nie wchodzi w grę.

Postawa Lecha w tym spotkaniu nie miała żadnego znaczenia. Wpadka Putnockiego z Janickim przy jednym golu niesłusznie zaciemnia chwałę Piasta i powoduje bzdurne spekulacje o „podłożeniu się”. Tak mogą mówić tylko ci, którzy oglądają Ekstraklasę od wczoraj i nie widzieli „wyczynów” obu panów w tym sezonie. gdyby się umówili, że tak zrobią, pewie Liczyć się będzie postawa piłkarzy Fornalika. Ci zaś w tym sezonie rozgromili w lutym u siebie „Kolejorza” 4:0. W rundzie mistrzowskiej oprócz remisu z Pogonią wygrał ze wszystkimi. Odrobił po rundzie zasadniczej siedem punktów straty do Legii. Po przerwie zimowej wygrał 12 z 15 spotkań. I za to należą się Fornalikowi wielkie gratulacje.

***

„Daily Mail” już zdążył okrzyknąć Piasta Gliwice „polskim Leicester City” na cześć prowincjonalnej drużyny, która w 2016 roku sensacyjnie wygrała Premier League. Podoba mi się ta analogia. Klub, na którego absolutnie nikt nie stawiał, który sezon wcześniej bronił się jeszcze przed spadkiem, pokonuje uznane firmy. „Lisy” – oba Manchestery, Chelsea, Liverpool czy Arsenal, Piast – Legię, Lecha i Lechię. Oba kluby dysponowały (proporcjonalnie) niewspółmiernie niższym budżetem do swoich największych rywali i niewspółmiernie tańszą kadrą. Łączna wartość kadry Piasta (wg transfermarkt.de) to 6,5 mln euro (co daje mu 12. miejsce wśród klubów Ekstraklasy) przy 37,4 mln euro wartości Legii czy 20 mln euro wartości kadry Lecha.

Oba mając znacznie mniejsze możliwości, wyszukały odpowiednich zawodników i wykreowały je na wielkie gwiazdy swojej ligi. Można by żartobliwie stwierdzić, że rozgrywający sezon życia, najlepszy bramkarz sezonu Frantisek Plach okazał się Kasperem Schmeichelem mistrzów Anglii z 2016 roku, a również rozgrywający sezon życia, najlepszy obrońca sezonu Aleksandar Sedlar – Wesem Morganem Leicester City. Patryk Dziczek pewnie zmieni po sezonie klub na lepszy podobnie jak N’Golo Kante, Tomasz Jodłowiec (wiem, że to nie ta pozycja), strzelił Jagielloni zwycięskiego gola, być może przesądzającego o mistrzostwie w stylu jakiego nie powstydziłby się Riyad Mahrez. Skojarzenie że Piotr Parzyszek to Jamie Vardy Piasta narzuca się już samo. A „angielski łącznik” między Piastem a „Lisami” to oczywiście Tom Hateley, syn Marka, byłego reprezentanta Anglii, Poertsmouth, QPR, AC Milan i Glasgow Rangers. To o nim zresztą powstał artykuł w „Daily Mail”.

***

Żarty żartami, ale między trenerami obu ligowych sensacji – Claudio Ranierim i Waldemarem Fornalikiem rzeczywiście można dopatrzyć się sporej analogii. Choćby w tym, że nigdy wcześniej niczego nie wygrali i publicznie im to wypominano (słynne „zero tituli” w roaście Jose Mourinho było wymierzone właśnie we Włocha). Obaj odnieśli też sukces po tym jak wcześniej boleśnie sparzyli się jako selekcjonerzy.

Fornaliknie zdołał się zakwalifikowaćzreprezentacją Polski do mundialu w Brazylii w 2014, zajmując przedostatnie miejsce w grupie za Anglią, Czarnogórą, Ukrainą. Zdołaliśmy pokonać tylko raz Mołdawię i dwukrotnie San Marino. Jako selekcjoner zamiast spotkać się u kibiców z sympatią i szacunkiem, stał się obiektem szydery. „Waldek King” z banerów wieszanych przez fanów Ruchu Chorzów nie przyjęło się w całej Polsce. Tam stał się „Smutnym Waldkiem”, w czym niestety spora zasługa mediów (nie kryję tu i własnej winy).

Do dziś – jak pisał w „Przeglądzie” Antonii Bugajski – ma w sercu zadrę za brak wsparcia ze strony PZPN i dziennikarzy. I z uwagą przygląda się, kto go dzisiaj klepie po plecach. Co gorsza nie miał też wsparcia własnych piłkarzy. Ci potrafili niewybrednie żartować z trenera za jego plecami z dziennikarzami. Sfrustrowani własną nieskutecznością i niemocą kadry ignorowali jego polecenia na boisku, czego kulminacją był mecz z Danią gdy Robert Lewandowski sam się zmienił. Z drugiej strony następca Fornalika zrobił to, co nie udało się poprzednikowi – znalazł w kadrze pomysł na umiejętne wykorzystanie Lewego, a ten odpłacił gradem goli w kolejnych eliminacjach.

***

W porównaniu z Fornalikiem Claudio Ranieri prawdziwie się ośmieszył prowadząc reprezentację Grecji. Został zwolniony po zaledwie czterech meczach, z których przegrał trzy w tym u siebie z Wyspami Owczymi.

Dla obu praca w niewielkim klubie, na który nie są skierowane światła medialnych reflektorów i a presja dotyczy jedynie utrzymania w lidze, było okazją do odkupienia. I udowodnienia światu jak bardzo niedoceniani byli dotąd. Jak świetnymi są fachowcami.

Sukces Polaka i Włocha łączy jeszcze jedno – kapitalna atmosfera w szatni. Podkreślał to Ranieri, mówił o tym Fornalik po wygranej w Warszawie, a także kapitan Piasta, Gerard Badia. Największym atutem okazała się drużyna, w której panowała jedność i wspólny cel od pierwszego do 18. zawodnika. Choćby czekała go ławka czy trybuny. Ranieri został Trenerem Roku w Premier League i nie wyobrażam sobie, żeby kto inny niż Waldemar Fornalik mógł zgarnąć to trofeum podczas poniedziałkowej tradycyjnej Gali Ekstraklasy w Warszawie.

Zostaw odpowiedź