Mądrość Piątka i pogrom rozumu


Bardzo dobrze, że Krzysztof Piątek zrezygnował ze swojej firmowej, pistoletowej cieszynki po bramce strzelonej Izraelowi na Stadionie Narodowym.  Chore jest natomiast to, że dla własnego dobra i relacji między oboma krajami musiał to zrobić, a my słusznie go za to chwalimy. Jest dla mnie paranoją, że piłkarz w ogóle musi się zastanawiać jak zostanie odebrana i zinterpretowana jego tradycyjna radość, wyrażana po każdej bramce.

Bo jestem więcej niż pewien, że znalazłoby się grono gotowych dostrzec w jego cieszynce coś więcej niż niewinna i niewymierzona w nikogo ekspresja, o której kibice Milanu zdążyli ułożyć piosenkę, a Netflix wykorzystał w zapowiedzi kolejnego sezonu serialu „Dom z Papieru”.

Strach pomyśleć co dziś działoby się w niektórych mediach, kto wie czy nie położyłoby się to cieniem na jego karierze i nie towarzyszyło jej już do końca. Łatwo to sobie uzmysłowić widząc jak niektórzy zinterpretowali wpis oficjalnego profilu PZPN na Twitterze „Łączy nas Piłka”, na którym uznano, że gol na 4:0 to prawdziwy pogrom. Łukasz Lipiński z „Polityki” nazwał rzecz po imieniu: to po prostu antysemityzm, co wybił w tytule swego internetowego komentarza.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z przykrych historycznych konotacji słowa pogrom w naszym regionie – pogromami określano krwawe wystąpienia przeciw ludności żydowskiej w Rosji w czasach carskich i powojennej w Polsce

(na marginesie dodajmy jednak, że miały miejsce także pogromy Romów w Europie, sikhów i muzułmanów w Indiach czy szyitów w krajach sunnickich). Ale nie dajmy się jednak zwariować!

Tylko ktoś o złej woli i złych intencjach mógł się dopatrzeć we wspomnianym wpisie antysemityzmu. Słownictwo piłkarskie jest przecież naszpikowane retoryką wojenną. Jak pisali George Lakoff i Mark Johnson w „Metraforach w naszym życiu” codzienne sytuacje często są postrzegane jako bitwy, a już świecie sportu metafora wojenna jest czymś oczywistym. Strzały, snajperzy, ataki i kontrataki, walka, święta wojna etc. Także pogromy. Dość powiedzieć, że na różnym szczeblu rozgrywkowym uczestniczy siedem klubów o takiej nazwie, od Pogromu Aniołowo, przez Pogrom Luboń, Pogrom Pożarów czy Pogrom Radomsko po Pogromy Zbójno i Rosanów.

***

Czy ktoś może się dziwić, że w tym klimacie Piątek postanowił zrobić unik i wypisać się z tej – nomen omen – medialnej wojenki? Jak wyjaśnił na jutubowym kanale Łączy nas Piłka, „wiadomo, jaka w Izraelu jest polityka i z szacunkiem do rywala nie robiłem cieszynki dzisiaj” powiedział, deklarując, że w następnych meczach na pewno wróci do pistoletowej celebracji”. ”Krzysztof Piątek gra fair play nie tylko na boisku, lecz także w życiu. Brawo! Jest młodym, mądrym i wrażliwym człowiekiem, który może być fantastycznym wzorem do naśladowania” – skomentowała słowa reprezentanta Polski ambasador Izraela w Polsce, Anna Azari.

Wg Grzegorza Kity, specjalisty od marketingu sportowego rezygnacja z charakterystycznej cieszynki była decyzją nie tylko odpowiedzialną ale przede wszystkim zaskakująco profilaktyczną. „Rzadko sportowcy rozbrajają komunikacyjne miny zanim te jeszcze wybuchną. Prewencja na wszelki wypadek” napisał na Twitterze.

***

Znaleźli się co prawda i tacy, którzy mieli do Piątka pretensje, że uległ politycznej poprawności, a robiąc poniekąd „przyznał, że Polacy mają coś na sumieniu, a przecież my też byliśmy ofiarami II Wojny Światowej”. Moim zdaniem trudno mieć do niego pretensje, że odmówił samotnego wyruszenia na front ideologiczny, że odpuścił, nie chcąc zaogniać konfliktu. Reakcje pokazały, że miał rację.

Nie wiem czy sam podjął taką decyzję czy ktoś mu mądrze doradził. Z ukazującej się na rynku książki Tomasza Włodarczyka „Krzysztof Piątek. Droga na szczyt” można się przekonać, że otacza od dziecka był otoczony dobrymi ludźmi i gronem mądrych doradców, bez których być może nie znalazł by się w tym miejscu, w którym jest.

Od ojca Władysława, który gonił małego do roboty i mu nie odpuszczał, przez pierwszych trenerów i nauczycieli w drużynach młodzieżowych jak Andrzej Bolisęga, po kobietę swego życia, a od niedawna małżonkę Paulinę, która pokazała mu świat poza piłkę, zmusiła do wszechstronnego rozwoju i jest codzienną podporą. Wreszcie po menedżerów z Fabryki Futbolu, którzy nie namówili go na popularne skoki na kasę, ale w spokoju prowadzili karierę, która zaprowadziła go do legendarnego klubu i statusu czwartego najlepszego strzelca w minionym sezonie w Europie. Warto o nich poczytać, żeby nabrać nadziei, że Piątek jeszcze nie raz nas pozytywnie zaskoczy w karierze.

Zostaw odpowiedź