Kompania Młodych Braci, czyli za co pokochaliśmy kadrę U-21

Nie mam pojęcia jak zakończy się występ piłkarskiej reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy. Nie wiem czy będzie awans do półfinału i na wymarzone Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Ale jestem przekonany, że bez względu na wynik ostatniego grupowego spotkania z Hiszpanią chłopaki Czesława Michniewicza i sam trener już są wielkimi wygranymi turnieju. Zdobyli serca kibiców, co przy obecnym stanie polskiego futbolu wydawało się bardziej niemożliwe niż jakiekolwiek punkty w ich grupie śmierci.

Patrząc na to co dzieje się w mediach społecznościowych zaryzykuję tezę, że zapanowała już wręcz moda na młodzieżową kadrę. Rekordowa oglądalność U21 w TVP, dyskusje na mieście, internetowych forach i w mediach społecznościowych. Widzę to nawet na swoim kanale na YouTube. Nigdy jeszcze nie miałem tak wielu widzów podczas wejścia na żywo (tzw. lajwa) jak w środę wieczór po wygranej z Włochami. Po żadnym meczu seniorskiej kadry, wygranym czy przegranym.

Tysiącom osób grubo do po północy chciało się dyskutować o Grabarze, Bieliku, Wietesce, Żurkowskim, Szymańskim, Kownasiu. Spierać kto zasłużył na wyższą notę. Ba, już spekulować których trzech seniorów dobrać do składu na Igrzyska w Tokio! Na grubo, czyli np. Roberta Lewandowskiego i Krzysztofa Piątka i Kamila Glika? Czy może bez seniorskich wzmocnień, czyli niech jadą tylko ci, którzy to sobie wywalczyli?

Idzie to tak daleko, że niektórzy zaczynają się zastanawiać czy skoro Piotr Zieliński i Arek Milik odmówili gry na Euro U-21 dwa lata temu, to powinni jechać na igrzyska. Bo już Karol Linetty, który wtedy zgodził się grać, jak najbardziej tak. Mimo że nie tylko sami zainteresowani nie zdążyli wyrazić chęci, ale przecież nie ma nawet jeszcze awansu. Obyśmy rzeczywiście stanęli przed takim problemem!

***

Znów żartem padają hasła o „zmianie szyldu”. Na poważnie kibice przymierzają już poszczególnych młodzieżowców do dorosłej kadry. Bielik? Profesor, generał! Brać od razu, przyda się i w obronie i pomocy. Żurkowski? Obok Krychowiaka! Grabara? Przekot! Aż szkoda, że bramkę mamy tak silnie obsadzoną. I tak dalej…

Ktoś zastanawia się, czy kadra Jerzego Brzęczka poradziłaby sobie z ekipą Michniewicza, która w defensywie spisuje się najlepiej ze wszystkich na turnieju. „Było by 1:1, bo wiadomo, że Pio coś ustrzeli. Ale i Bielik też!” przekonywał mnie jeden z nich.

Jest pozytywny odbiór, kibice są po porostu zachwyceni tym co widzą. I nie chodzi o same zwycięstwa z silniejszymi, faworyzowanymi rywalami, ale o postawę Polaków w wygranych meczach. Spokojną, dojrzałą, do bólu pragmatyczną. O charakter z jakim grają, o to jaką drużynę tworzą. Wysłannicy „Przeglądu Sportowego” na turniej do jednej z korespondencji dali tytuł „Kompania braci” i moim zdaniem znakomicie pasuje on do ekipy Michniewicza.

Oczywiście zdarzają się malkontenci, piszący że „woleliby przegrać grając jak Włosi niż wygrać jak nasi, z piłką przy nodze, budując ataki pozycyjne. A medale młodzieżowych czempionatów to sprawa drugorzędna”.

Niby drugorzędna, ale nie wtedy gdy w grze jest awans na igrzyska. Oczywiście najważniejsze ilu piłkarzy Michniewicza zrobi karierę w dorosłej piłce, ile będzie odgrywać wiodącą rolę w swoich klubach jak Lewy, Piątek, Mili czy Glik. Trudno jednak nie zachwycać się jaką drużynę potrafili stworzyć.

Jak potrafili maksymalnie wykorzystać swoje umiejętności – istotnie mniejsze od rówieśników z Belgii, Włoch i Hiszpanii. Jak świadomi swych niedoskonałości, nie tylko nie pękli, ale dzięki dobrej taktyce, ustawieniu, organizacji gry i nastawieniu przekuli je w atuty. Bez szukania „kwadratowych jaj”, czyli stylu, w który nie byliby w stanie się wpasować.

***

Zaskoczyli nas tym, bo nikt przed turniejem – poza nimi samymi – nie wiedział, że tak umieją. Awans po sensacyjnym wyjazdowym zwycięstwie z Portugalią traktowaliśmy raczej jako miły wybryk. Nie wierzył – poza samą drużyną – że powalczy o wyjście z grupy.

Mam nadzieję, że nikt nie wypomni nam tej niewiary, bo wynikała z tego, że już dawno żadna polska piłkarska drużyna nie wygrała z lepszym od siebie rywalem. Czy kadra czy klubowa. Kiedy właściwie ostatnio? Z Niemcami, urzędującymi mistrzami świata na Stadionie Narodowym w 2014 roku? Legia ze Sportingiem w grupowym meczu Ligi Mistrzów w 2016 roku?

W Bolonii rywal nie tylko był silniejszy i bardzie doświadczony – włoscy piłkarze rozegrali w sumie 648 meczów w Serie A, strzelając 73 gole,

33 spotkania w seniorskiej reprezentacji i 14 meczów w Lidze Mistrzów – ale do tego jeszcze grali u siebie.

Grali lepiej, przeważali, posiadali piłkę przez 65 procent czasu gry i co z tego.

Michniewicz pokonał ich, ich własną bronią – catenaccio. Starą, dobrą włoską wybijania futbolu z głowy, a piłkarzy z rytmu, dobrym bronieniem i żelazna taktyką na boisku. Po raz kolejny też nasi nie pęki fizycznie. Znów pokazali, że umieją cierpieć na boisku, aby gdy tylko zwietrzą okazję, zadać decydujący cios.

Nie mogę się doczekać, kiedy będą wchodzić do reprezentacji seniorskiej. Ale też życzę im i sobie, żeby wcześniej przeżyli olimpijską przygodę. Fantastycznie byłoby znów przeżyć to uczucie, które w 1992 roku w Barcelonie stało się naszym udziałem za sprawą drużyny Janusza Wójcika. Występ każdej drużyny na igrzyskach odbierany jest u nas szczególnie. Pamiętam jak podczas Sydney 2000 polscy kibice zakochali się w drużynie laskarzy, czyli hokeistów na trawie, bo też ogrywali faworytów. Jak mówi swoim piłkarzom Michniewicz, wszystko teraz zależy od nas. Sami zadecydujemy, czy awansujemy do półfinału.

Zostaw odpowiedź