Joao Felix w Ogrodzie Rozkoszy Ziemskich


Joao Felix w Muzeum Prado kontempluje obraz Hieronima Boscha

Młody chłopak w czerwonej koszulce w samotności przemierza puste sale madryckiego Muzeum Prado – jeden z najwspanialszych kolekcji malarskich świata. Mija słynne „Infantki” Diego Velázqueza, kontempluje kipiący symbolami tryptyk „Ogród Rozkoszy Ziemskich” Hieronima Boscha. Długo nie wiemy kim jest ten farciarz, dla którego zamknięto zamknięto tę największą atrakcję turystyczną Madrytu od 200 lat, by sobie mógł ją zwiedzać bez tłumów. Póki co kamera pokazuje go tylko od tyłu.

Dopiero kiedy zatrzymuje się przez obrazem Francisco Goyi „Tańce w San Antonio de la Florida”, spogląda w kierunku obiektywu, a jego twarz rozjaśnia uśmiech. To Joao Felix! Nowa gwiazda Atletico Madryt, które takim oto filmikiem w mediach społecznościowych postanowiło powitać w swych szeregach młodego Portugalczyka. Niczym roześmiane postacie z obrazu Goyi, teraz to on będzie „tańczył” dla widzów w polu karnym na Wanda Metropolitano i innych stadionach La Liga.

***

To jeden z najbardziej zaskakujących transferów tego okna. Bowiem Atletico zapłaciło za nastolatka aż 126 mln euro! Czyniąc go trzecim najdroższym piłkarzem w historii futbolu (jeśli brać pod uwagę sumy zapłacone bez zmiennych). Więcej zapłacono tylko za Neymara (222 mln euro) i Kyliana Mbappe (180 mln) oraz (już licząc z bonusami) za Philippe Coutinho i Ousmane Dembele.

Joao Felix przebił nawet swego utytułowanego rodaka, Cristiano Ronaldo, za którego Juventus zapłacił przed rokiem 117 mln euro. Tymczasem – przyznacie się, drodzy Czytelnicy – wielu usłyszało jego nazwisko dopiero teraz przy okazji tego transferu. A już na pewno nie przed minionym sezonem.

Oczywiście znajda się tacy, którzy śledzili jego występy w Benifce w lidze portugalskiej i dostrzegli wielki potencjał. Ktoś obejrzał jego hat-tricka w meczu Ligio Europy z Eintrachtem Frankfurt i pomyślał, że „chłopak ma papiery na granie”. Niektórzy kojarzą go z obu barażowych meczów Euro U-21 reprezentacji Polski z Portugalią, w których wszakże nie pokazał niczego kosmicznego.

Ale aż 126 mln euro? A tak naprawdę 138 mln, bo Atletico wzięło na siebie pokrycie prowizje agenta piłkarza – słynnego Jorge Mendesa – który skasuje 12 mln euro. Muszą w niego naprawdę wierzyć!

Mówimy przecież o zawodniku, który zadebiutował w pierwszej drużynie Benfiki niecały rok temu. To prawda, że ma za sobą znakomity debiutancki sezonu – 20 goli i 11 asyst w 43 występach. Ale to tylko jeden jedyny sezon. To prawda, że rodacy go wychwalają i to od kiedy skończył siedem lat, bo już wtedy dostrzegli w nim wielki talent.

Bitwę stoczyły o niego wtedy FC Porto z Benfiką. Wygrał ten pierwszy klub, by nieopatrznie porzucić, bo „chłopak w wieku 16 lat był za mały i zbyt wolno rósł” (nie słyszeli nigdy o przypadku Leo Messiego?).

Szansę dała mu wówczas Benfika, w której po pierwsze urósł do 180 cm, a w ostatnim sezonie jego talent wręcz eksplodował. – „Ma fantastyczne czucie gry. Potrafi przewidzieć, co stanie się przed bramką. Jest nowoczesną dziesiątką, drugim napastnikiem – chwali go była gwiazda Benfiki i Portugalii, Rui Costa.

***

Ryzyko jakie podejmuje Atletico jest jednak ogromne. Zwłaszcza, że ostatnio świetni gdzie indziej ofensywni zawodnicy, zupełnie nie odpalili w Madrycie. Jak Vitolo, Kevin Gameiro czy Thomas Lemar. Francuz trafił do Atletico za 70 mln euro po znakomitym sezonie w barwach AS Monaco, z którym zdobył mistrzostwo Francji i zaszedł do półfinału Ligi Mistrzów. By stać się jednym z największych rozczarowań.

W dodatku Felix będzie miał o tyle trudno, że drużyna jest jednym wielkim placem budowy. Odeszli kluczowi zawodnicy na swoich pozycjach na boisku i w szatni jak Diego Godin (a wraz z nim cała defensywa, bo także Juanfran, Lucas Hernandez i Filipe Luis), pomocnik Rodrigo czy wreszcie Griezmann. Nowi zawodnicy jak Marcos Llorente, Hector Herrera czy Felipe muszą się wpasować w zespół. Na dziś nie wiadomo nawet czy Diego Simeone będzie nadal stosował swoje cholismo, czy zmieni styl gry Atleti.

Presja zaś na składana na jego młodzieńcze barki jest ogromna. Bardziej niż filmik z Prado, kibiców zszokowało zdjęcie jakie zamieścił na Twitterze oficjalny profil Atletico Madryt. Szatni klubu z koszulką Joao Feliksa wiszącą na jednej z szafek. Z numerem 7. To numer z jakim od lat gra Antoine Griezmann. Gra – ponieważ wciąż nie ogłoszono oficjalnie odejścia Francuza do Barcelony. Ciążyć mu więc będzie nie tylko metkę z ceną, ale i zadanie: zastąpić mistrza świata, z tak wielkimi zasługami dla klubu.

***

„Czysty talent” – głosi końcowy napis filmiku Atletico. Taki też był zamysł, żeby pokazać chłopaka w Prado wśród słanych na cały świat artystów. Tyle tylko, że to dopiero kandydat na wielkiego artystę. Cena jeszcze go takim nie czyni. Może kiedyś zastąpi Cristiano Ronaldo. Gdyby jednak CR7 był malarzem, Joao miałby u niego w warsztacie co najwyżej status terminatora. Dopuszczonego co najwyżej do mieszania farb i podawania mistrzowi pędzla. Talent ma niewątpliwie, ale pytanie co z nim zrobi?

Olbrzymia presja, olbrzymią presją. Wygórowane oczekiwania, oczekiwaniami, a brak czasu, brakiem czasu – bo odpalić musi natychmiast, nie za sezon dwa, ale tu i teraz! Ale i tak większość rówieśników zamieniłaby się z Joao Felixem na miejsca. W takim wieku dostać taką szansę od losu, bo oszukiwania w grze FIFA!

19-latek wkracza do Ogrodu Rozkoszy Ziemskich niczym do środkowej części tryptyku Boscha. Od tego jak wytrzyma presję, jak szybko wpasuje się w taktykę Simeone i jak bardzo będzie mu ona służyć, zależy czy jego kariera i życie skręci w lewo czyli do Nieba, czy w prawo czyli do Piekła, w sam środek tego kręgu, gdzie jest miejsce dla piłkarzy, którzy rozczarowali nadzieje kibiców. Zaczęło się rozkosznie. Dla kogo jeszcze zamykają na wyłączność całe muzeum Prado?

Griezmann out, Felix in

Zostaw odpowiedź