„Diego” – idol, buntownik, oszust, Bóg

„Diego Maradona miał wspaniałe i straszne życie. Przypominało jazdę samochodem z prędkością ponad 200 km/h, gdy nie zna się drogi” – mówił Fernando Signorini, wieloletni trener przygotowania fizycznego Argentyńczyka, pracujący z nim od czasu transferu do FC Barcelona aż do końca kariery, podczas premiery filmu „Diego” na festiwalu w Cannes.

W samym dokumencie wypowiada jeszcze bardziej wymowne słowa. Że w jego przypadku w jednym człowieku od zawsze tkwiło dwóch kompletnie różnych ludzi: nieśmiały, kochany dla bliskich, poczciwy Diego, który dzięki talentowi wyrwał siebie i rodzinę ze skrajnej biedy. Oraz wymyślony na potrzeby świata, by poradzić sobie z ogromnym sukcesem i sławą – Maradona, „Idol, buntownik, oszust, Bóg” jak głosi podtytuł filmu. Czyli gwiazdor w najgorszym tego słowa znaczeniu.

„Z pierwszym poszedłbym na koniec świata. Z Maradoną – ani pół kroku” deklaruje w filmie Signorini.

Wchodzący od dziś w polskich kina „Diego” Asifa Kapadii, twórcy dokumentów o Amy Winehouse i Ayrtonie Sennie, laureata Oskara za ten pierwszy to pozycja absolutnie lektura obowiązkowa dla każdego kibica futbolu.

Marzy mi się jednak, żeby obejrzeli go najmłodsi z nich. Ci, którzy znają Diego Maradonę wyłącznie z internetowych memów lub obrazków jak nawalony kokainą kompromituje się na trybunach rosyjskich stadionów podczas ostatniego mundialu, strosząc głupie miny, czy popadając w drzemkę.

Ci, którzy znają go wyłącznie jako upadłego gwiazdora, z najróżniejszych ekscesów i kolejnych coraz śmieszniejszych miejsc pracy (ostatnio był jednocześnie prezesem białoruskiego klubu Dinamo Brześć i trenerem drugoligowego meksykańskiego Dorados de Sinaloa).

***

Film pokazuje jak z najbiedniejszej dzielnicy Buenos, Villa Fiorito wdarł się na szczyt i jak z niego runął. Jak stał się najlepszym piłkarzem świata, jak osiągnął status wielkiej globalnej gwiazdy, ikony pop kultury, aż w końcu wręcz „Boga”. A później dał się zniewolić swej sławie i swoim wyznawcom. Stając się człowiekiem, który jak obrazę traktuje porównanie do „zaledwie” papieża. Innymi słowy jak Maradona przejął w całości kontrolę nad Diego. Wysysając z niego całą pasję i radość grą i życiem.

A wszystko to oglądamy w zawrotnym tempie. Film zaczyna się od brawurowego przejazdu przez Neapol na prezentację Diego na stadionie San Paolo. A potem fotel kinowy zmienia się w miejscówkę na rollercoasterze i zaczyna się nieustająca jazda. Gole i mecze, wygrane i przegrane, rozpacz i euforia, a momentami wręcz masowa histeria na ulicach Buenos Aires i Neapolu (kapitalny napis na cmentarzu!). Imprezy z udziałem neapolitańskich mafiozów, rajdy po nocnych klubach, łatwe dziewczyny, niechciana ciąża i zaprzeczanie ojcostwu, uwielbienie i znienawidzenie, „przełożenie wajchy” i zdjęcie ochrony po mundialu Italia ’90, na którym Diego złamał serce Włochom i ciąg skandali, dopingowych, skarbowych etc .

***

A wszystko to opowiedziane za pomocą, fascynujących, nie pokazywanych nigdy wcześniej obrazów, do których autor dokumentu dotarł, przejmując prywatne nagrania Jorge Cyterszpilera. Jego historia jest tak ciekawa, że sama nadaje się na film. Syn żydowskich emigrantów z Polski, znał młodszego o dwa lata Maradonę z podwórka. I choć nie kopali razem piłki, bo kulał po porażeniu dziecięcym, zaprzyjaźnił się z nim na tyle, że został jego pierwszym agentem, a potem pilotował transfery do Boca Juniors, Barcelony i Napoli.

To on kazał dwójce operatorów – Juanowi Laburu i Gino Martucciemu dokumentować życie wschodzącej gwiazdy futbolu 24 godziny na dobę, wierząc że kiedyś sprzeda materiał za ciężkie pieniądze. Powstało ponad 500 godzin unikalnych ujęć, z których Kapadia wyselekcjonował 130 minut i kapitalnie zmontował. Efekt jest taki, że czasem mamy wrażenie jakby ktoś towarzyszył piłkarzowi ze smartfonem.

Do najbardziej poruszających należy telefoniczna rozmowa matki z Diego, który właśnie zdobył dla Argentyny mistrzostwo świata. Czy Wigilia drużyny Napoli w 1990 roku, kiedy Maradona czuje się już i w klubie i we Włoszech niewolnikiem. Obowiązkowo do kin!


Zostaw odpowiedź