Kulenović, czyli narodziny gwiazdek

W meczu przeciwko Rangersom Sandro Kulenović znów nie zachwycił, w żadnym razie nie okazał się zbawcą Legii i jeszcze musimy sobie łamać głowę dlaczego trener Aleksandar Vuković stawia na niego z taką desperacją, takim uporem, jawnie pomijając Carlitosa, nie dając mu zagrać nawet ochłapów, nawet marnej końcóweczki.

Można wręcz stwierdzić, że wiara Vuko w młodego napastnika Legii, rośnie wprost proporcjonalnie do jego krytyki, która ostatnio przerodziła się już nawet w gwizdy z trybun. Serbski trener nazwał incydent „zachowaniem przykrym, niezrozumiałym i wręcz obrzydliwym” i znając jego charakter pewnie tym bardziej 19-latek będzie jego pierwszym wyborem w ataku.

Abstrachując od medialnej dyskusji „dlaczego Kulenović, a nie Carlitos?” ciekawie wybrzmiały słowa byłego napastnika Legii, Cezarego Kucharskiego, komentującego pełne pretensji gesty Chorwata machania rękami do Waleriana Gwilia, który dobrze mu zagrał, ale ten nie zdążył do podania.

„Mam wrażenie, że Kulenović już uważa się za gwiazdę drużyny, a nie zawodnika młodego, dopiero pracującego na to, by kiedyś zostać docenionym. Gesty wobec Gwilii były aroganckie i nie w porządku. Jednocześnie widzę w nim potencjał na napastnika, którego stać na strzelanie 20 goli w sezonie, ale na pewno nie w tej chwili” stwierdził.

Wg Kucharskiego potrzeba wiele czasu, by Chorwat został gwiazdą. „Na razie mam wrażenie, że dostaje miejsce w składzie za darmo. Rozumiem, że jest młody i ma talent, a w Warszawie traktuje się go jak dobrą inwestycję, ale nie ma takiej pozycji w zespole, by mógł sobie pozwalać na takie reakcje, jak w sytuacji z Gwilią”.

***

To kolejny przyczynek do powszechnego zepsucia młodych zawodników w dzisiejszych czasach, zbyt szybko dochodzących do fortuny i statusu, o jakich ich rówieśnicy z poprzedniego pokolenia nie mogli nawet pomarzyć. Bezwzględnie wykorzystujący swoją pozycję w relacjach z klubem, trenerem, kolegami. Zapominający o priorytetach, hierarchii, lojalności.

Absolutnie nie zarzucam Kulenovicowi, że kumuluje w sobie wszystkie złe cechy współczesnych piłkarzy. Jego rówieśnicy w innych ligach zachowują się znacznie gorzej. Żyjemy w czasach dyktatu w futbolu młodych gwiazd, a Chorwat stał się nią – czy też podarowana została mu ta rola – za wcześnie.

Akurat Simon Hughes, autor „The Athetics” przypomniał czasy kiedy było inaczej i moment, w którym nastąpił gwałtowny zwrot. W artykule „Robbie Fowler: świnka morska, która na zawsze zmieniła oczekiwania wobec młodych piłkarzy” przypomniał, że do połowy lat 90. a więc jeszcze przed wejściem w życie „prawa Bosmana”, kluby miały tak wielką władzę nad swoimi piłkarzami, w tym wychowankami, że na solidny, profesjonalny mógł liczyć zawodnik dopiero po 20. Mogły sobie pozwolić na czekanie. Trener młodzieżowej drużyny Liverpoolu, Steve Heighway zwykł powtarzać swoim zawodnikom, że nawet jeśli przebiją się do pierwszego zespołu, muszą o sobie myśleć w kategorii juniora a nie zawodowca dopóki nie rozegrają przynajmniej stu meczów.

***

28 sierpnia 1994 roku Liverpool pokonał Arsenal 3:0 po hat-tricku Robbie Fowler. Sensacją było nie tylko to, że 19-letni napastnik trzy razy pokonał bardzo solidną defensywę „Kanonierów” z Davidem Seamanen w bramce oraz Tony Adamsem, Lee Dixonem, Nigelem Winterburnem i Martinem Keownem, ale że potrzebował na to zaledwie czterech minut i 33 sekund! Był to najszybciej zdobyty ha-trick w historii Liverpoolu, Premier League i w ogóle w futbolu od II Wojny Światowej (co ciekawe obecny rekord – 2 min i 56 sekund – należy do innego zawodnika „The Reds” Sadio Mane).

Po meczu Fowler jak zwykle wyskoczył z kolegami do pubu na żeberka z frytkami, a potem starym Fordem Escortem wrócił do domu rodziców, z którymi nadal mieszkał. Dopiero dwa miesiące później Liverpool dał mu do podpisania profesjonalny kontrakt.

W tym czasie Fowler – jak sam opisał w swej autobiografii – „był już wszędzie”. Telewizja Sky, która zainwestowała olbrzymie (jak na owe czasy, śmieszne dzisiaj) 304 mln funtów w prawa do pokazywania Premier League, potrzebowała idoli, żeby pomogli pozyskać nowych subskrybentów. „Byłem dla nich gwiazdką z nieba. Hat-trick uczynił ze mnie bohatera narodowego. Strzelałem gole, byłem młody i byłem w gazie. I nagle byłem wszędzie, telewizja bez przerwy puszczała moje gole, gazety były pełne moich zdjęć, wszyscy chcieli wiedzieć o mnie wszystko…”

Miesiąc później jadł w domu śniadanie. Gdy mama podała mu płatki, zaskoczeniem odkrył własne zdjęcie na tylnej stronie pudełka. Mniej więcej w tym czasie jak gwiazdy popu media zaczęły traktować też innych młodych utalentowanych, ofensywnych zawodników – Steve McManamana, Ryana Giggsa, Lee Sharpe’a czy Nicka Barmby’ego. Żaden z nich nie podpisał zawodowego kontraktu przed ukończeniem 20. roku życia.

Fowler dokonał tego jako pierwszy nastolatek, „świnka morska” jak sam się nazywał, otwierając drogę do lukratywnych kontraktów takim rówieśnikom  jak David Beckham, Paul Scholes, Gary Neville czy Nicky Butt.

***

Jak pisze Hughes, nagły wzrost popularności młodych futbolu zbiegł się to z przedefiniowaniem przez młodych ludzie w Wielkiej Brytanii norm społecznych po wojnie klasowej w latach 80. W muzyce rządziły Oasis i Blur (dzień po hat-tricku Fowlera z Arsenalem, Oasis wydali swój pierwszy album „Definitely Maybe”, który z miejsca stał się nr 1 na listach przebojów). Zapanowała era

Spice Girls, a piłkarze uzyskali status Spice Boys…


Zostaw odpowiedź